lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
CZERWIEC 2005
nr 6/2005

Arcybiskup Romuald Jałbrzykowski w sowieckim więzieniu

Po wypędzeniu Niemców z Litwy przez wojska sowieckie arcybiskup Romuald Jałbrzykowski, metropolita wileński, powrócił w dniu 5.VIII.1944 r. do Wilna z internowania w Mariampolu. Odsunięty od władzy w izolacji przeżył tam dwa lata i ponad 4 miesiące (od 22.III.1942 r.). Zajął się teraz z zapałem sprawami archidiecezji, obsadą parafii, w których brakowało kapłanów, a także wysyłał kapłanów na Białoruś. Zniszczenia personalne i materialne były ogromne. W jesieni otworzył znowu Seminarium Duchowne. Praca jego była uważnie obserwowana przez odpowiednie czynniki moskiewskiej władzy.

W dniu 25.I.1945 r. w godzinach rannych do rezydencji arcybiskupiej wkroczyli przedstawiciele NKWD (Narodnyj Komissariat Wnutriennych Dieł - Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych) i rozpoczęli rewizję, która trwała do godz. 2 w nocy. Po jej zakończeniu aresztowano Arcybiskupa i ks. kanclerza Adama Sawickiego. Umieszczono ich w więzieniu przy ul. Ofiarnej. Decyzja o aresztowaniu abpa Jałbrzykowskiego - według akt sądowych - podpisana została w dniu 19.I.1945 r. Pozwolono przynosić do więzienia jedzenie i opatrunki. Arcybiskup był bowiem chory i od lat miał przetokę. Po tygodniu mniej więcej władze z więzienia zaproponowały siostrom prowadzącym dom Metropolity, by jedna z nich zgodziła się pójść do więzienia i pielęgnować Arcybiskupa. Oddelegowano siostrę Marię Nowak. Ona też po powrocie opowiedziała wiele szczegółów z więziennego pobytu.

"Arcypasterz został umieszczony w podziemiu więziennym w małej celi nr 33 o jednym małym okienku z wybitymi szybami, które znajdowało się tak wysoko, że w żaden sposób nie można było zobaczyć, co dzieje się na ulicy (...) Cela była bardzo brudna, pokryta grubymi warstwami kurzu i wszelkiego rodzaju robactwem, a z tego najdokuczliwsze wszy odzieżowe. Nie było nawet niezbędnych sprzętów za wyjątkiem połamanego, bez nogi kojca, który się przewracał wraz z Arcypasterzem, a z którego mimo to Arcypasterz korzystał, ponieważ nie chciał kłaść się na brudnej i wilgotnej podłodze. Cela zaś strasznie zimna, nie tylko nie opalana, ale nawet bez szyb, a zima była bardzo mroźna. Najstraszniejsze było to, że na wprost prawie celi znajdowała się ubikacja (...) W więzieniu nie miał ani chwili spokoju, bo w dzień wciąż zaglądali do okienek, albo wpadała z hałasem komisja pytając, czy nie ma jakiegoś żądania, a gdy o coś prosił, zawsze obiecywali, ale z wykonaniem się ociągali. W nocy natomiast o godz. 11 na kilka godzin zabierali na badania, po których Arcypasterz wracał bardzo zmęczony, z wypiekami na policzkach i dłuższy czas chodził po celi chcąc się uspokoić.

Chcieli zatruć Arcypasterza wpuszczając i rozpylając przez okienko judaszowskie jakiś płyn, który padając na podłogę pozostawiał białe plamy. Arcypasterz zaraz poczuł się bardzo źle, dostał strasznych bólów głowy, a odbijało się tak strasznie, że leżącego unosiło do góry - tak się męczył całą noc. Spostrzeżone plamy zostały natychmiast wytarte zimną wodą i to uratowało od całkowitego zatrucia. Od tego czasu Arcypasterz zaczął chorować na nerki, mocz się zatrzymywał, okropnie się zaziębił, dostał silnego zapalenia stawów i wówczas przyprowadzili lekarza więziennego - kobietę, a ta widząc niebezpieczny stan, kazała postawić bańki, dać gorącej wody na okłady oraz zwrócić przybory do golenia. Otrzymał również łóżko, pozwolili odprawiać Mszę Świętą, którą odtąd odprawiał co dzień aż do końca pobytu w więzieniu".

W dniu 20.II.1945 r. władze podpisały dokument o zwolnieniu Arcybiskupa z więzienia ze względu na stan zdrowia i potrzebę specjalnego leczenia. Zobowiązano do "nie wyjeżdżania". Odwieziono do domu w nocy, o godz. 2, 24 lutego.

Siostra Nowak opowiadając o okresie więziennym Arcybiskupa mówiła, iż "w czasie pobytu w więzieniu odprawił dziewięciodniowe rekolekcje, co dzień na kolanach odmawiał od razu trzy części różańca św., co dzień odprawiał Drogę Krzyżową, śpiewał pieśni pobożne, piosenki o więźniach - zawsze był spokojny, opanowany, a na twarzy odbijała się radość".

Zwolnienie z więzienie nie kończyło sprawy śledczej abpa Jałbrzykowskiego. Wypytywano o Arcybiskupa na śledztwach inne osoby. Tajniacy NKWD nadal obserwowali. Do 25.V.1945 r. był też wzywany na przesłuchania. Tego dnia zakończono śledztwo i sformułowano akt oskarżenia na podstawie artykułu 58-4, zarzucając, iż "w okresie 1940-1941 był jednym z inspiratorów podziemnej polskiej antysowieckiej organizacji "Związek Walki Zbrojnej", zarzucono współpracę z Delegaturą rządu Polskiego na Kraj, z Armią Krajową, a po przyjściu Sowietów w 1944 r. - popieranie antysowieckiego polskiego podziemia. Ostatecznie Osoboje Sowieszczanieje - Kolegium Specjalne w Moskwie - w dniu 4.VI.1945 r. wydało decyzję o usunięciu abpa Jałbrzykowskiego z granic ZSRR do Polski.

Ze zwolnieniem z więzienia i wyjazdem do Polski Metropolity Wileńskiego łączy się sprawa interwencji dziekana białostockiego ks. Aleksandra Chodyki. Otóż on na wieść o uwięzieniu Arcybiskupa interweniował u władz polskich poprzez wojewodę białostockiego Jerzego Sztachelskiego. Trudno powiedzieć do jakiej instancji rządowej złożył wówczas ks. dziekan podanie, o którym czytamy w brudnopisie pisma wojewody do ministra spraw zagranicznych. Wojewoda zwracał się tam o "wszczęcie odpowiedniego postępowania celem umożliwienia powrotu do kraju Ks. Arcybiskupowi Jałbrzykowskiemu". Dnia 27.II.1945 r. Urząd Wojewódzki w imieniu wojewody powiadamiał ks. dziekana Chodykę, "że będąc w Warszawie interweniował on u władz centralnych w sprawie J. E. Arcybiskupa Metropolity Jałbrzykowskiego. Interwencja ta została natychmiast skierowana do Moskwy, na skutek czego Komisarz Ludowy NKWD Beria wydał rozkaz zwolnienia J. E. Arcybiskupa". Jest to bardzo wymowne, gdyż czasowo zgadza się z datą wypuszczenia Metropolity z więzienia. Wtedy też z pewnością zapadła decyzja o wydaleniu go z Wilna.

Abp Jałbrzykowski o nakazie wyjazdu do Polski dowiedział się dopiero w pierwszych dnia lipca 1945 r., gdy u niego zjawili się przedstawiciele NKWD i nakazali, by w przeciągu trzech dni opuścił Wilno i wyjechał do Polski. Po interwencjach dano 10 dni na spakowanie się i wyjazd. Przybył wtedy pełnomocnik Rządu Polskiego do spraw repatriacji i dano do dyspozycji Arcybiskupowi cały wagon. W dniu 14 lipca wyjechał na zawsze z Wilna, a następnego dnia, 15.VII.1945 r. przybył do Białegostoku. Tu uroczyście witał go ks. dziekan Chodyko, wojewoda Sztachelski i licznie zebrani mieszkańcy miasta. Zamieszkał na plebanii parafii farnej.

ks. Tadeusz Krahel