lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
SIERPIEŃ

nr 8/2010

Kult bł. Jerzego Matulewicza w Archidiecezji Białostockiej?

Nikomu z ludzi wierzących dziś w naszej Ojczyźnie nie jest obojętna śmierć 96 osób samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem. Pogrzeb pary prezydenckiej pozwolił zauważyć obecność licznych przedstawicieli różnych krajów świata. Telefoniczne rozmowy wyrażały powszechne współczucie i zarazem troskę o losy Polski. Mieszkający w Polsce chrześcijanie obcokrajowcy uważali Prezydenta RP za swojego prezydenta i przeżywali 10 kwietnia 2010 jako dramat własnego kraju.

W kontekście tych doświadczeń jawi się bp Jerzy Matulewicz, obserwujący niegdyś z okna swojego pokoju walki na ulicach Wilna. Bolał nad wzajemną nienawiścią ludzi podzielonych na partie, obozy, stronnictwa, przez uprzedzenia międzynarodowe. Wołał wówczas do Boga i Matki Maryi o dar pokoju, a ludzi przywoływał do zaniechania rozdrażnień i zemsty. Kiedy tylko walki ustały, aktywnie mobilizował ludzi do jednomyślności w odbudowie ładu moralnego oraz nowoczesnego, ale chrześcijańskiego stylu życia wszystkich ludzi na terenie swojej wileńskiej diecezji.

Jako biskup rozpoczął już w 1919 roku wizytację tej części diecezji, która była rdzennie polska. Białostocczyzna przyciągała Jego uwagę. Tu poszukiwał kapłanów, na których mógł liczyć, że dzieło chrześcijańskiej odnowy poprowadzą odpowiedzialnie w duchu Ewangelii Chrystusowej. Dbał o umożliwienie im wyższego kształcenia za granicą, aby wzbogaceni wiedzą i doświadczeniem mogli powrócić dla kształcenia i formowania nowych pokoleń. Pilnie odpierał zarzuty, jakie mu niesłusznie stawiano, ale nie uchylał się od doskonalenia tego, w czym mu słusznie wskazywano błędy. Nawet dziękował za upomnienia. Godziny spędzane w zimnych kościołach na adoracji osobistej Jezusa w Eucharystii były mocą jego ducha. Taka postawa nie wszystkim się podobała. Ale już sam fakt, że nie był on Polakiem lecz Litwinem, uważano za rację do dyskredytowania go wobec narodu polskiego i władz. Nie zabrakło też iście szatańskiej przewrotności w fałszywych oskarżeniach słanych do Stolicy Apostolskiej.

Jeśli dziś osoby pewne świętości Jerzego Matulewicza, nie dbają o Jego kult w naszej Archidiecezji, motywując tym, że to Litwin, to co z ich wiarą w jeden, powszechny i apostolski Kościół? Jeśli duszpasterze nie dbają o poznanie tego Błogosławionego i nie próbują pielęgnowania swojego kapłaństwa na miarę Jego świętości, chociaż dziedziczą dobro, które wniósł osobiście na naszym terytorium, to co jest z praktyką wzajemnej miłości? Jeśli katolicy pytają: a był on Polakiem, czy Litwinem, a nie interesują się jego pasterskimi wskazaniami i nie spieszą się z ich realizacją, z nabożeństwem do Błogosławionego naszych trudnych czasów, to czy nie grozi nam wtórne pogaństwo? Jeśli budujemy świątynie pod wezwaniem różnych świętych, których noga nigdy nie stanęła na naszej ziemi, a pogardzamy Błogosławionym, który:

– erygował nasze parafie, konsekrował nasze kościoły,

– udzielał pozwoleń na budowanie ośrodków kultu Bożego, aby ludziom ułatwić zbawienie,

– zabiegał o zwrot kościołów przejętych przez zaborcę, a wybudowanych pracą i funduszami katolików,

– nie dając mu nawet prawa do obrazu, witraża, czy ołtarza w budującym się nowym kościele, nie mówiąc już, że w Archidiecezji nie ma ani jednego kościoła czy kaplicy pod Jego wezwaniem, to co jest z naszą sprawiedliwością?

W następnym miesiącu rozpoczniemy nowy rok szkolny i pojawia się pytanie: czy katecheci otrzymają zaproszenie do rozwijania kultu Błogosławionego Jerzego Matulewicza tak, jak i innych Błogosławionych, którzy z tego samego skarbca rozdzielali na naszej ziemi Słowo Boże, Sakramenty oraz darzyli naszych ojców swoją modlitwą za nich? Jawi się też pytanie, czy ktoś ze studentów podejmie jakiś temat związany z bł. Jerzym Matulewiczem i spowoduje, że na setną rocznicę jego ingresu do katedry wileńskiej (2018 roku) nasza Archidiecezja okaże się lepiej przygotowana do kultu bp. Matulewicza? Czy w kalendarzach naszej Archidiecezji, a nie tylko w rubryceli, zostanie dnia 27 stycznia wymieniony bł. Jerzy Matulewicz?

Jeśli coś się w nas przebudzi w myśl bł. Jerzego Matulewicza, którego nawet student z odległych Filipin nazywa „Świętym naszych czasów”, może unikniemy podobnych tragedii jak ta pod Smoleńskiem czy w powodziach.

Pozostaje na koniec podziękować dotychczasowej Redakcji archidiecezjalnego miesięcznika „W Służbie Miłosierdzia”, że zechciała przybliżać w ostatnich latach swoim Czytelnikom postać bł. Jerzego Matulewicza oraz wszystkim, którzy w naszej Archidiecezji wykazują zainteresowanie jego chrześcijańską duchowością, a także przykładają się do nauczania i pisania o jego spuściźnie duchowej.

s. Janina Samolewicz SJE