lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
SIERPIEŃ

nr 8/2010

Kiedy Pan powtórnie przyjdzie?

Łk 12,32-48

Przepasane biodra i zapalone lampy były za czasów Jezusa zewnętrznymi znakami oczekiwania sług na powrót pana. Dokładnego dnia i godziny powrotu nie sposób było ustalić. Drogi były nie te, nie było zegarków, a jedynymi środkami komunikacji były nogi albo w najlepszym przypadku rozmaite zwierzęta pociągowe. Słudzy więc musieli być przygotowani na powrót pana właściwie od momentu opuszczenia przez niego domu. Oznaczało to nieustanne czuwanie. Jezus posłużył się obrazem czuwających sług do zapowiedzi swojego powtórnego przyjścia. Teologia nazywa je paruzją (z języka greckiego parusia znaczy obecność, przyjście, pojawienie się).

Jezus przyszedł do człowieka w czasie, a raczej, według teologii św. Pawła, gdy nadeszła pełnia czasu. To pierwsze przyjście nazywa się unią hipostatyczną, złączeniem się natury Boga i człowieka w Osobie Jezusa Chrystusa. Wydarzenie to przypomina nam Zwiastowanie Pańskie i Boże Narodzenie. O powtórnym przyjściu Jezusa Kościół przypomina nieustannie, ponieważ stanowi ono fundament wyznawanej przez chrześcijan wiary. W niedziele i uroczystości kościelne w Credo nicejsko-konstantynopolitańskim wyznajemy: „zmartwychwstał trzeciego dnia, jak oznajmia Pismo. I wstąpił do nieba, siedzi po prawicy Ojca. I powtórnie przyjdzie w chwale, sądzić żywych i umarłych, a Królestwu Jego nie będzie końca”. Po konsekracji darów ofiarnych chleba i wina, w każdej Mszy Świętej mówimy w różnych liturgicznych formach o tym, że Chrystus umarł, zmartwychwstał i powróci. O paruzji mówi Biblia: „Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzicie Go wstępującego do nieba.” (Dz 1,11). Pragnienie spotkania z Jezusem było we wczesnym chrześcijaństwie tak wielkie, że pozdrawiano się wzajemnie „Maranatha!”, co znaczy „Przyjdź Panie!”, a Apostołowie musieli oczekującym przypominać, że nikt nie wie kiedy to nastąpi. Głosili zresztą to, czego nauczył ich Jezus: „o dniu owym lub godzinie nikt nie wie, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec” (Mk 13,32). Wprawdzie Apokalipsa św. Jana mówi o znakach zapowiadających powtórne przyjście Syna Człowieczego w formie czterech rozpędzonych jeźdźców, trzymających w rękach symboliczne przedmioty oznaczające m.in. wojnę i głód, ale są to znaki, które występują przecież w każdym czasie. Czasu powtórnego przyjścia Jezusa nie możemy określić. Próbowały to uczynić niektóre sekty, jak dotychczas bezskutecznie. Jedno jest pewne: potrzeba, by każdy człowiek, w wyznawanej przez siebie wierze dojrzewał do widzenia Boga wciąż obecnego. I choćby wszyscy spali, chrześcijanie muszą czuwać, być gotowymi na przyjście Pana, by na wieki mieć udział w Jego życiu, by móc zasiąść przy stole Jego Królestwa i razem z Nim ucztować na wieki. To nieustanne czuwanie jest stanem łaski uświęcającej, a więc nieustanną obecnością Boga w człowieku. Wydaje się być to trudnym, dla wielu prawie niemożliwym.

Czytając wakacyjne gazety, czy odwiedzając internetowe portale informacyjne, włączając radio, czy telewizję trudno oprzeć się wrażeniu, że wakacje są czasem głębokiego snu oczekujących na przyjście Pana. Wydaje się, że więcej wówczas popełnianego zła w rozmaitych jego formach. Znacznie mniej ludzi uczestniczy w tym czasie w niedzielnej Mszy Świętej, a kościoły w tak zwanych miejscowościach turystycznych wcale nie pękają w szwach. Opowiadał ktoś, że gdy na wczasach w kraju arabskim zapytał na pierwszym zebraniu wczasowiczów tak zwaną rezydentkę, o kościół i możliwość uczestnictwa we Mszy Świętej to zgromadzeni popatrzyli na niego, jak na człowieka z innej planety. Kościół był i to całkiem niedaleko. Potrzeba było tylko chcieć spotkania z eucharystycznym Jezusem. Ktoś inny mówił o tym, że podczas wakacji w Turcji wybrał się na niedzielną Mszę Świętą do dość odległego od miejsca wypoczynku Efezu. Ktoś może powiedzieć – przesada, a może by tak rzec – czuwanie. Oczywiście, że uczestnictwo w Eucharystii, trwające zazwyczaj około godziny, to nie jedyny sposób czuwania na przyjście Pana. Jednak bardzo istotny. Dojrzałe, pełne uczestnictwo w Eucharystii, domaga się łaski uświęcającej. Ktoś jej pozbawiony przez spowiedź może ją odzyskać i przyjąć Jezusa w Komunii Świętej, a ten, kto jest jej depozytariuszem – umocnić. Można się pokusić o stwierdzenie, że czuwający powtórnego nadejścia Pana to ludzie eucharystyczni. Prawdziwe przyjęcie Chrystusa w Komunii przemienia nieustannie życie, wprowadza w nie Jezusa i dzieli Nim pomiędzy innych ludzi, a to znaczy nie tylko na Pana oczekiwać, ale także delektować się Jego obecnością zawsze.

ks. Radosław Kimsza