lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
CZERWIEC

nr 6/2010

Bóg, który zawstydza miłością w Eucharystii - nie tylko ks. Michała Sopoćkę

Serce jest skarbnicą tego, co w nas najpiękniejsze – radosnych przeżyć, zażyłych relacji, zachwytu nad życiem. Chociaż znajdują się w nim niewyczerpane pokłady miłości, tej doświadczanej od innych i tej, którą innych obdarzamy, niestety pojawia się także tendencja do zamykania i ucieczki przed „intruzami”, gdzie często nawet małe zranienie przez kochaną osobę, zawód ze strony tych, którym ufaliśmy, powodują, że serce kurczy się i kryje niczym dotknięta mimoza. Na szczęście Serce Jezusa jest zupełne inne: otwarte, mimo iż nieustannie ranione; kochające, choć często pogardzane; gotowe przytulić każdego pomimo odrzucenia i chłodu z naszej strony. Ono nie posiada drzwi, które można zamknąć w momencie zagrożenia, ani systemu zabezpieczeń, bowiem „Serce Jezusowe można uważać za symbol Jego potrójnej miłości ku nam: Boskiej, ludzkiej duchowej i ludzkiej zmysłowej” (ks. Sopoćko).

Musimy mieć zatem świadomość, iż wołając „uczyń serca nasze według Serca Twego” prosimy o niezwykle trudną łaskę – o dar serca, które cierpi kochając, takie, które nie zamyka się, jest pozbawione obaw i lęków, ufające i otwarte mimo ciosów, na które może być wystawione. Mam nadzieję, że ten miesiąc poświęcony Sercu Bożemu pozwoli otworzyć się nam pełniej na miłość Tego, który łaknie naszej miłości, „ponieważ przy Sercu Jezusowym serce człowieka uczy się poznawać, jaki jest prawdziwy i jedyny sens jego życia i jego przeznaczenie: przy Sercu Jezusowym serce człowieka nabiera zdolności miłowania” (Jan Paweł II). Od nas zależy czy pozwolimy ogarnąć się ogniem miłości Jezusowego Serca – chcąc być wiarygodnym świadkiem, gdyż „Jego wezwanie do miłowania Go staje się wezwaniem do współczucia, wynagrodzenia, przeproszenia i zadośćuczynienia” (ks. Sopoćko).W chwili podejmowania decyzji i dokonywania wyboru warto oprzeć się na doświadczeniu bł. ks. Michała Sopoćki, który – jak wielu innych świętych, bardzo świadomie przeżywał Boże prawdy i za jego radą powierzmy się Bogu, pozwalając oczarować się Temu, który jest Miłością i Miłosierdziem.

Bóg na pustyni naszego serca zasiał ziarno, abyśmy przez nie mogli poznać wielkość Jego Miłosiernej Miłości i przekonać się, że tylko w Bogu zawarte jest prawdzie szczęście. Musimy uważnie wpatrywać się w Serce Jezusa, nie ma bowiem Serca bez Miłosierdzia ani Miłosierdzia Serca. Miłosierdzie jest tajemnicą, która wypływa z Najświętszego Serca Jezusowego – pełnego dobroci i miłości, która została uszlachetniona dla nas na krzyżu. Tam przelała się miara, Jezus poświęcił siebie za cenę życia każdego z nas; tam otwarto Jego Serce, z którego wytrysnęła Krew i Woda, zdrój Miłosierdzia dla nas, grzesznych ludzi; tam rozpiął swoje ramiona oczekując na grzesznika. „W ramionach Jezusa nie obawiam się burz. Całkowite zawierzenie jest moim prawem. Zasypiam na Jego Sercu, przy Jego Obliczu. Oto moje niebo” (św. Teresa od Dzieciątka Jezus). Musimy więc sobie uświadomić, że pozostaje nam tylko z ufnością rzucić się w Jego ramiona, gdyż Bóg na taką chwilę czeka. W odbywających się w czerwcu nabożeństwach do Serca Jezusowego dostrzegamy wielkość miłości Boga ku ludziom, którą chce także rozbudzić w sercach ludzkich wzajemną miłość ku sobie. Ona ma nas uwrażliwiać na grzech, mobilizować w do walki z nim oraz do wynagradzania za tych, którzy najwięcej ranią Boże Serce.

Z miłości tego Serca powstał Kościół i sakramenty święte, a wśród nich Sakrament Miłości – Eucharystia. Szukając w świątyniach miłości Jezusa, spotykamy ją najwyraźniej w znaku chleba. Eucharystyczna miłość Boga jest prawdziwa, wręcz powalająca na kolana, a z drugiej strony tak niepozorna, trudna, chciałoby się powiedzieć krucha. Pan Jezus „ukrył swój blask pod zasłoną eucharystyczną (…) przyodziewając się w skromną postać chleba, uczy nas pokory, życia ukrytego, oderwania się od świata, poświęcenia się i zaparcia swej woli w posłuszeństwie, wyrzeczeniu się dóbr tego świata w ubóstwie, przyjmując postać pokarmu, ośmiela i zachęca nas do najściślejszego z sobą połączenia, a nawet do przemienienia się ustawicznego i przebóstwienia” (ks. Sopoćko).

Aleksander Kamiński w książce Kamienie na szaniec wspominał o sile, która „was, zjadacze chleba, w aniołów przerobi”. Możemy zapytać: dlaczego Bóg wybrał postać chleba? Czyż nie dlatego, że chleb jest najistotniejszym symbolem pożywienia! Nie ma życia bez pożywienia. Chrystusa trzeba pragnąć jak pożywienia. W spożywaniu chleba spełnia się pragnienie człowieka, który chce być kochanym. Jego pokarm daje życie i to wieczne. Boży Chleb jest dawcą, wzorem, źródłem, sprawcą Miłości. Nikomu jeszcze nie przyszło do głowy, by być dobrym jak bułka z masłem, a w świecie kajzerek i tostów wciąż uważamy, że warto być dobry jak chleb – bez masła, bez szynki i sera; jak zwykły chleb. Dobroć winna być zatem prosta, bo chleb jest pożywieniem prostym, najprostszym, takim, jakiego głodny ma prawo domagać się od innych i jak z chlebem wiąże się dobroć, tak też dobroć wiąże ludzi ze sobą.

Czasem w wirze wydarzeń, które tak mocno poruszają nasze serce, pytamy się o miłość, jak mamy kochać, jaka jest miara miłości? Jezus w Eucharystii sam podpowiada: siebie, swego życia i tego, co tworzysz nie warto kochać bardziej niż Boga, bo wtedy łatwo popaść w egoizm i pychę, ale kochać tak, jak Bóg miłuje nas i całe nasze życie w Chrystusie, aby było ono zbawione w Jego Miłosierdziu. Jezus pragnie gospodarować naszym sercem, wydobywać z niego nowe piękniejsze owoce. Co mamy więc robić? – pozwolić, by mogły nas prowadzić ręce kochającego Boga, zgodzić się na to, żeby Jego ręce mogły rozrywać nasze serce i wydobywać z niego coraz cenniejsze, bardziej wartościowe owoce. W tym wiosennym czasie dojrzewania truskawek dajmy sobie czas, by nasze serce zaczęło dojrzewać pod promieniami Jezusa źródła miłości miłosiernej, bowiem „Aniołowie gdyby zazdrościć mogli, to by nam dwóch rzeczy zazdrościli: pierwsze – to jest przyjmowania Komunii św., a drugiej to jest cierpienia” (św. Faustyna).

Czerwiec, jak każdy inny miesiąc jest uwikłany w prawa codzienności: szkoła, praca, odpoczynek, czas dla rodziny; zwyczajne życie i zwyczajna obecność Pana, którego Majestat jakby został „zakurzony” dniem powszednim. Na szczęście czasem Aniołowie „wyręczają” nas i adorują Jego miłość ukrytą w Białej Kruszynie Chleba.

Ksiądz Sopoćko, w miejscu, w którym uginają się kolana, przed Najświętszym uświadamiał sobie bezcenny dar kapłaństwa, który jak napisał św. proboszcz z Ars jest „miłością Serca Jezusowego”. „Eucharystia ściśle łączy się z sakramentem kapłaństwa” (ks. Sopoćko), dlatego tam uświadamiał sobie, że z chwilą święceń nie kończy się jego formacja, bowiem są wierni, którzy oczekują od niego rzetelnej posługi kapłańskiej i nie chcą, żeby był ekspertem od budownictwa, ekonomii czy polityki, ale specjalistą od spotkania człowieka z Bogiem.

Dzięki Miłości i Miłosierdziu Jezusa, które ukazuje Jego Boskie Serce i my możemy zacząć żyć pełnią życia, które uczyni z nas „zielone drzewo”, upodobnione do naszego Mistrza i Pana, karmione owocami Jego męki i śmierci. Najważniejszy owoc stanowi Eucharystia, dzięki której możemy spojrzeć na swoje postępowanie oraz popatrzeć wzrokiem wiary na wszystko, co nas otacza. Świat bardzo potrzebuje „zielonych drzew”, czyli wiarygodnych świadków miłości Chrystusa, którzy w każdym położeniu dochowają Mu wierności. Z tej wierności czerpiemy siły do coraz dojrzalszej miłości, która pomaga nam właściwie rozpoznać i przyjąć nadchodzącego Pana.

s. Maksymiliana Kroczak, ZSJM