lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
CZERWIEC

nr 6/2010

Prawdziwy pokarm i prawdziwy napój

W Boże Ciało Kościół otwiera przed nami najpiękniejsze stronice Biblii, które są zapowiedzią i wypełnieniem obietnicy Boga, dotyczącej Eucharystii. I tak poznajemy pokarm Żydów na pustyni – mannę, ofiarne chleby pokładne, jesteśmy świadkami rozmnożenia chleba i ryb, by wreszcie wejść wraz z Jezusem i Apostołami do Wieczernika Wielkiego Czwartku, by uczestniczyć w pierwszej w dziejach człowieka Mszy Świętej, której istota została dopełniona w Wielki Piątek na krzyżu.

Czym jest Eucharystia? Katechizm uczy nas, że to niekrwawa ofiara Chrystusa i Kościoła, w której pod widzialnymi postaciami chleba i wina jest obecny żywy i prawdziwy Jezus Chrystus, który siebie daje na pokarm. Każda Msza Święta jest uobecnieniem tego, co stało się w Wielki Czwartek i w Wielki Piątek w Jerozolimie. Jest ucztą dwóch stołów: słowa, chleba i wina; jest ofiarą, tą samą, którą Jezus złożył na krzyżu za człowieka. Skoro Eucharystia jest ucztą, to także jest pokarmem. Przecież Jezus w czasie Ostatniej Wieczerzy wyraźnie powiedział: „bierzcie i jedzcie to jest Ciało moje” i „bierzcie i pijcie to jest moja Krew”. Po co mamy jeść Eucharystię? Po to, by nie ustać w drodze do Domu Ojca. „Kto spożywa Moje Ciało ma życie wieczne”. Jest więc ona źródłem chrześcijańskiego życia, życia w łasce, życia na wieczność. Łaska zakłada wiarę. Na łaskę się nie zasługuje. Jest ona darem Boga: „Nikt nie może przyjść do Mnie jeśli go nie pociągnie Ojciec”. Ci, którzy ją przyjęli są prawdziwie szczęśliwymi i dlatego przed przystąpieniem do komunii kapłan wypowiada słowa: „błogosławieni, którzy zostali wezwani na ucztę Baranka”. Często praktyki religijne traktujemy jak coś ofiarowanego przez nas Bogu. Podczas gdy jest na odwrót. Modlitwa, uczestnictwo w Mszy Świętej, post to nie dar człowieka dla Boga, ale dar Boga dla człowieka, poprzez który może on upodabniać się do swojego Stwórcy.

Czy można utracić łaskę Boga? Tak. Grzech niszczy w nas Boże życie. Są grzechy powszednie i grzechy ciężkie. Skutki tych pierwszych niszczy przeżegnanie się wodą święconą przy wejściu do świątyni, akt żalu na początku Mszy Świętej, wsłuchanie się w Ewangelię, znak pokoju i wreszcie przyjęcie Komunii Świętej. Inaczej jest z grzechem ciężkim. Co to jest grzech ciężki? To dobrowolne i świadomie wystąpienie przeciw przykazaniom Boga i Kościoła. Taki grzech niszczy w człowieku łaskę. Tam, gdzie jest grzech nie ma już miejsca na życie Boże. Przywrócić je może sakrament pokuty. Stąd często mówi się o jego związku z Eucharystią. Nieroztropnym jest strach przed przyjęciem komunii z grzechami powszednimi i z tego powodu rezygnowanie z niej. Grzechem świętokradztwa zaś jest świadome przystąpienie do komunii z grzechem ciężkim.

Czy możliwe jest dobre życie bez Eucharystii, bez udziału w łasce Bożej? Oczywiście. Dobro zawsze pozostaje dobrem, choć ten, kto je czyni nie jest w stanie łaski uświęcającej, to znaczy jest w stanie grzechu. Tylko że takie dobro nie punktuje na wieczność, pozostaje jedynie w doczesności. Eucharystia to życie. Ten, kto na serio przyjmuje Komunię, to znaczy Jezusa staje się coraz to bardziej do Niego podobny – staje się Tym, Kim się karmi, a więc staje się Miłością, która zawsze humanizuje człowieka. Ten więc, kto przyjmuje Ciało Chrystusa staje się też bardziej człowiekiem.

W Boże Ciało w procesji niesiemy Chrystusa w Eucharystii ulicami naszych miast. To zwyczaj, który wyrósł z potrzeby zaproszenia Boga do codzienności. Ulice, po których idziemy w procesji, ołtarze, które wznosimy są poza obrębem świątyni, właściwego miejsca na sprawowanie i przechowywanie Eucharystii. Jeśli więc Bóg staje się obecny w naszej codzienności to po to, by ją uświęcić, by jej pobłogosławić, to znaczy nadać jej charakteru sacrum. Co z tego wynika? Trzeba otworzyć się na działanie Boga. Trzeba przyzwolić, aby rzeczywiście stał się obecny w naszym życiu poprzez miłość. Wówczas rzeczywiście będziemy eucharystycznymi ludźmi. W przeciwnym razie procesja kolejny raz stanie się wiosennym spacerem z folklorystycznym tłem, a rodzice znów będą tłumaczyć zdezorientowanym dzieciom, wskazując na złotą monstrancję: „Tam niosą Jezusa”. A na pytanie „Po co?” odpowiedzą; „Robią tak co roku?”. I dziwić się będą, że jeszcze Mu się to nie znudziło.

ks. Radosław Kimsza