lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
CZERWIEC

nr 6/2010

Gdy dziecko nie chce iść do kościoła

Dla rodziców chcących religijnie wychowywać swoje dziecko dużą trudność stanowić może jego wyraźny sprzeciw wobec coniedzielnego chodzenia do kościoła na Mszę Świętą. Najczęściej dzieje się tak w wieku dorastania, kiedy to bunt wobec wszystkiego i wszystkich staje się naturalnym przejawem wieku rozwojowego. Wówczas młodemu człowiekowi przestają wystarczać utarte schematy myślowe i powtarzające się sytuacje. Chce wprowadzać zmiany, oczekuje dynamizmu, odrzuca rutynę i buntuje się.

Tak też bywa również z praktykami religijnymi: modlitwą, sakramentami i Mszą Świętą. Gdy nic nowego się nie dzieje, to młody człowiek zaczyna się nudzić i często odchodzi od wcześniejszych praktyk religijnych i od Boga, który wydaje się mu być daleki. Wszelkie naciski ze strony osób bliskich w takich momentach kryzysowych traktowane są przez zbuntowanego młodego człowieka jako ingerencja w jego osobistą wolność. Co wówczas mogą i powinni robić rodzice?

Nie ma prostych odpowiedzi, bo wrażliwość i cechy osobowości każdego młodego człowieka są inne. Rodzice przede wszystkim powinni unikać podstawowych błędów, które niestety dość często popełniają.

Ważną sprawą jest uważne słuchanie tego, co dziecko mówi, gdy występuje wyraźny bunt. Słuchanie drugiego człowieka jest nie tylko kwestią uszu, ale także oczu, umysłu serca, a nawet wyobraźni. Język ciała może być szczególnym źródłem informacji o jego przeżyciach. Rodzice powinni stale ćwiczyć umiejętność wczuwania się w sytuację dziecka. Jest to jakby przebywanie z kimś w jego własnym świecie, w świecie jego przeżyć. Wczucie się w świat doznań osoby jest kluczowe dla zrozumienia przyczyn kryzysu i jego dynamiki. Stąd uważna obserwacja i rozmowa spełnia podstawową rolę w sytuacji kryzysu religijnego. Właściwie prowadzona potrafi wyjaśnić okoliczności i skutki zaistniałego kryzysu oraz przekazać wskazówki.

Dzieci mogą np. stwierdzić, że dla nich chodzenie do kościoła stało się mało atrakcyjne i nudne. – Nic się tam nowego nie dzieje. Podjęcie wówczas dialogu i spokojna rozmowa wydaje się być sprawą zasadniczą. Nie chodzi o przyznanie racji dziecku, bo Msza św. zawsze jest nowością. Chrystus spotyka nas stale w innym miejscu naszej ziemskiej wędrówki i chce umocnić w czynieniu dobra. Młody człowiek intensywnie poszukuje przyjaciela. Ważną sprawą jest, aby w Jezusie dostrzegł Boskiego Towarzysza drogi, który go kocha, chce się z nim spotkać i pomóc w trudnych życiowych sprawach. Msza Święta i modlitwa są takim osobistym spotkaniem, na które On zaprasza i czeka. Taką formę On sam proponuje i należy ją zaakceptować, jeśli się chce odpowiedzieć miłością na Miłość. Szukanie nowych form nie może zaprzepaścić tej, która pochodzi od Niego, bo inaczej wcale się Go nie akceptuje.

Jednym z błędów popełnianych przez rodziców jest uciekanie się do siłowych rozwiązań lub szantażu w takiej sytuacji. Chodzi o komunikaty w stylu: – jeśli nie pójdziesz do kościoła, to..., – idź, bo inaczej... Taka postawa rodziców może przynieść efekt na jakiś czas, ale sprawy nie rozwiązuje. Osiągnięcie pozytywnego skutku może uspokoić samych rodziców, ale wcale nie musi pomóc dziecku. Rozwiązać problem oznacza pomóc młodemu człowiekowi odnajdywać stopniowo własne motywy chodzenia do kościoła i naprowadzić na właściwe tory zmaganie się o kształt relacji z Bogiem. Jedynie konformistyczne dostosowanie się dziecka do rodzicielskich nakazów tu nie wystarcza.

Istotną sprawą jest postawa i przykład samych rodziców. Większy skutek przyniosą komunikaty w stylu: – chodźmy do kościoła, a nie: – idź do kościoła, czy: – pomódlmy się niż: – pomódl się. Komunikat płynący z postawy jest silniejszy i bardziej angażuje dziecko. Samo pouczanie jest zazwyczaj bezskuteczne, bo osoba w kryzysie jest jakby głucha na skutek zawężenia się pola psychicznego. Ojciec Święty Jan Paweł II wspominając swojego ojca stwierdził, że był on człowiekiem wymagającym wiele od siebie i nie musiał wiele wymagać od syna. Papież jako młody chłopak wielokrotnie widział swojego ojca klęczącego i skupionego na modlitwie. Trzeba więc pytać, jakim się jest samemu pod względem tego, czego się oczekuje od swego dziecka.

Błędem ze strony rodziców jest ciągłe narzekanie i krytykowanie dorastające dziecko, a nie oddziaływanie pozytywne. W omawianej sytuacji takie oddziaływanie może oznaczać zaproponowanie przeżycia Mszy Świętej z udziałem młodzieży, wybranie się wspólne lub w grupie młodzieżowej na pielgrzymkę do sanktuarium lub przeżycie rekolekcji wakacyjnych. Takie przeżycie w gronie rówieśników może pomóc przezwyciężyć młodzieńczą ociężałość w podejmowaniu praktyk religijnych.

Należy także obserwować symptomy pogarszania się lub poprawy sytuacji. Rola pomagającego sprowadza się nie tyle do osądzania dziecka, ale wspierania pozytywnych działań w kierunku przezwyciężenia kryzysu.

Na koniec należy podkreślić istotną rolę środków nadprzyrodzonych. Oznacza to intensywniejszą modlitwę w intencji dziecka w kryzysie, podjęcia jakiejś ofiary w jego intencji. Rodzice przecież współpracują z Bogiem, który jest pierwszym Wychowawcą człowieka.

ks. Adam Skreczko