lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
MAJ

nr 5/2010

Miasto oddaje hołd Marszałkowi

Święty Paweł mówi, iż przez chrzest weszliśmy w taką Bożą rzeczywistość, w którą Chrystus pierwszy wszedł, a śmierć nad Nim nie ma władzy. I byśmy Nasze rozważania, naszą radość trudną, bolesną, ale pełną nadziei dalej opierali na słowie natchnionym. Ukazuje nam św. Jan, pełnię szczęścia w wizji apokaliptycznej, nowe Jeruzalem. A tam już ani płaczu, ani bólu. Wszystko nowe. Śmierci nie ma.

Jest czas modlitwy. Jest czas liturgii, która towarzyszy pogrzebom. Ceremoniał wojskowy i bardzo bogata oprawa zespołów artystycznych harmonizuje idealnie z tym, co jako ład modlitwy ustawia i porządkuje Kościół Święty, czytając słowa natchnione, zachęcając do medytacji i przewodząc modlitwie. A wszystko to w najbliższej łączności – chcemy mówić w kontekście, lepiej w rzeczywistości – Ofiary Jezusa. To On dopełnia i uobecnia wszystko. To On, nad którym nie ma już śmierci i to On, który pełni wolę Ojca, to On, który dba, by niczego nie stracić, co Ojciec Mu darował. To On ostatecznie wyjaśnia to, co jest trudne do wyjaśnienia wręcz nie do pojęcia naszym ograniczonym pojmowaniem.

Już 10 dni tak trwamy. W całej Polsce. Warszawa najpierw. A potem rozeszliśmy się na wszystkie strony. Tak jak rozwieziono owoce tej wielkiej ofiary pielgrzymów do Katynia. Na wszystkie strony. Cała polska w modlitwie, w rozważaniu. Dzisiaj tu fizycznie obecny śp. Marszałek Krzysztof Putra i osoby, które włączył przewodniczący liturgii nasz Metropolita we wspólną modlitwę. Synowie i córki tej ziemi. (...)

Milczenie. Modlitwa. Kilometry i godziny oczekujących na to, by zewnętrznym znakiem powiedzieć: „Jestem we wspólnocie tego dotkniętego cierpieniem narodu i dotkniętego cierpieniem każdego domu rodzinnego”. Ale równocześnie jest to czas, kiedy nasze otwarte oczy i pobudzona świadomość mają przejąć w szczegółach odpowiedzialność za jutro. Za nas nawzajem, za Ojczyznę wspólnie. Co możemy do tych dziesięciu dni dopowiedzieć dzisiaj? O czym możemy mówić przy trumnie śp. Krzysztofa Putry? Przy trumnie Arcybiskupa, duszpasterza wojskowego ze wspólnoty Kościoła Prawosławnego i innych osób z tą najmłodszą mieszkanką tej ziemi? Co możemy powiedzieć? To są męczennicy, którzy szli wołaniem historii. Szli wezwaniem historii po to, by tę historię dopełnić. Bo ona jest przerwana. Bo ona jest zakryta. Pan Prezydent i przedstawiciele narodu poszli, by tę historię dopisać. Tak starannie dobrał Bóg reprezentantów ze wszystkich środowisk. Tak starannie. I wszystkich zaprosił do siebie, aby tam u Jego tronu upadły wszelkie różnice i opadły wszelkie uprzedzenia i przeszkody. Wszyscy świadczą o Ojcu, który włada nad każdym i który nam zlecił dopisanie historii. Jakie to zdania mieli dopisać? I dopisali do historii? Przede wszystkim chcieli oddać hołd pomordowanym, tym którym nie urządzano pogrzebów, nie modlono się nad ich mogiłą, wtedy, gdy padali w piach, tych którzy według moralności posthumanistycznej – tak to się nazywa językiem dziwnym, jakimś językiem nie do pojęcia, nieludzka uwolniona od elementarnych zasad ludzkości, ludzkiego postępowania. Jaka moralność? Oczywiście również przekreślone wszelkie prawa żołnierskie, wszelkie prawa honoru, wojny i tak dalej. O tym się już nie mówi. Człowiek przekreślony. I w tej moralności miał się rozpocząć nowy świat. Dlatego po drodze tyle ofiar. Dlatego Katyń, dlatego wywózki, dlatego Sybir, dlatego obozy koncentracyjne, dlatego numery, a nie nazwiska, dlatego fabryka śmierci i najnowocześniejsza technika zastosowana w ludobójczym, masowym niszczeniu wszystkiego, co ma jakikolwiek wymiar ludzkiego postępowania. Przecież to nie tylko czas wojny. Przecież przedłużył się ten czas o najrozmaitsze wymiary tych samych agresji i tych samych krzywd. (...)

Pobądźmy chwilę z Panem Krzysztofem. Bo on nas tu zaprosił w tej chwili. I on mówi do nas. Wypisałem sobie kilka zdań, które spontanicznie omawiały jego sylwetkę. Miał rzadką umiejętność przekonywania do siebie ludzi, aby wspólnie z nimi działać dla dobra Polski – dobra wspólnego. A to polityka, to tę jej definicję znam. To dobrze, że on jest politykiem. I to jest wierność. I to jest dobro wspólne. I to jest fantastyczna przyszłość. Osobiście wielokrotnie mogłem doznać dotknięcia tej ciepłej – jak to teraz chętnie mówimy o każdym to słowo zrobiło karierę w ostatnich dniach, zwłaszcza w relacji do opisywania sylwetek tragicznie zmarłych – ten dotyk ciepłej osobowości. Umiejętność tworzenia wspólnoty. Na czym opierał tę umiejętność? Na czymś, co może się wydawać niezbyt popularne jak dla męża zaangażowanego w sprawy publiczne. Stanął wobec problemu: rodzina czy polityka? Rodzina czy awans zawodowy? Przecież to zdanie powtarza większość Polaków. Przecież takie dylematy rozgrywają się zwłaszcza w sercach kobiet, w sercach matek. I jakie odpowiedzi padają! I ile zdolnych wykształconych kobiet, fantastycznych wychowawczyń serc, które mogłyby cudownie pomnożyć swoją mądrość o całą, całą nową Polskę. Ile takich mądrych ludzi idzie na emeryturę i tylko zlicza, jakie procenty po zarobkach w czasie pracy zawodowej zostaną im na starość, a potem kawiarnie i dyskutować: „jak to było, gdy byłam młoda”. Matki, matki przez to, że nie trafiły na właściwą odpowiedź zubożyły naród. Zubożyły całą rzeczywistość polską, świata. A przy nich ojcowie. Nieraz bezradni. Nieraz oklaskujący. Bo też im wygodniej towarzyszyć pięknie wystrojonej damie, aniżeli czuwać przy dziecku. Lepiej kilka razy w roku wyskoczyć na urlop, tak czy inaczej umotywowany, aniżeli pytać co z Jasiem, co ze Stasiem, co z Franią, co z Alinką, przez telefon komórkowy: „Kochanie już jadę”, i tak dalej. Krzysztof rozstrzygał te sprawy bardzo jasno. I gdy urodził się Pawełek, powiedziano, wycofał się z polityki na 5 lat. No nie wycofał się. Pawełka przygotowuje do polityki. I po kolei synów i po kolei córki. Przecież on mi o tym mówił! Co więcej, on mówił, że z każdym z synów dyskutuje sprawy ojczyźniane i oni mają niezależny sąd i niekiedy mają trafniejszy niż on, zawodowy już w tej chwili polityk. Rodzina, rodzina to jest dopiero polityka! (...)

I jeszcze jedno. Powiedziano, raczej napisano, iż Marszałek Krzysztof miał takie proste zalecenie: „Jeśli nie wiesz jak się zachować, to zachowaj się przyzwoicie”. Wydawałoby się, że to proste. A nieproste. Bo są różne rozstrzygnięcia. Co więcej. Mogą nawet powiedzieć: przyzwoitość obniży ci punkty elektorskie. Ludzie dzisiaj nie chcą tych takich bezgrzesznych. Każdy ma coś za uszami. Chętnie widzą słabości, a jak nie widzą, ich nie ma, to zamówią u dziennikarzy, dziennikarze mają całe zapasy słabości, przypiszą, odpowiednio ozdobią. Kieruj się elektoratem. Nastawiaj anteny, wysłuchuj sondaży, pilnuj się, bo przegrasz.

Na koniec wróćmy jeszcze do św. Jana Ewangelisty. No bo zlecił nam Ojciec Niebieski Ojczyznę. Zlecił każdego. Nie tylko tych odwołanych, za których się modlimy. Owszem. Pamięć o nich będziemy bardzo skwapliwie pielęgnować. Zlecił nam każdego z naszych najbliższych, a zwłaszcza z rodzin, które musiały podzielić się najdroższym ze swoich skarbów, z Ojczyzną, ze światem. Zlecił nam troskę o miasto, o Ojczyznę. Miasto oddaje hołd. Ale miasto też bierze odpowiedzialność. Ojczyzna oddaje hołd. Ale Ojczyzna też bierze odpowiedzialność. Mamy różne systemy zabezpieczenia. Ale jak się okazuje systemy są niekiedy sztywne. Do tego stopnia, że mogą niekiedy działać przeciw sprawiedliwości. Na szczęście w naszej starej kulturze mamy klucz do odblokowania tych systemów. A tym kluczem jest cnota solidarności. Cnota w jakiś sposób wcielona w ruch. Społeczny ruch. Solidarność. Mamy szansę i obowiązek odblokować wszystkie siły mieszkańców naszego kraju, synów narodu, aby budować niebieskie Jeruzalem. Tu na ziemi podlaskiej i w całej Polsce. Amen.

bp Stanisław Stefanek

Fragmenty kazania wygłoszonego w katedrze białostockiej, 20 kwietnia 2010 r.