lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
MAJ

nr 5/2010

Prezydent z naszej ziemi

Kazanie wygłoszone w kościele Świętego Krzyża w Warszawie, 16 kwietnia 2010 r.

Któż zdołałby pomyśleć, że my którzy tyle razy spotkaliśmy się z Prezydentem w radości, dziś będziemy opłakiwać jego odejście od nas. Smuci się Polska, smucą się Polacy, rozproszeni po całym świecie, a w sposób szczególny smuci się miasto Białystok, białostocczyzna i Metropolia Białostocka. Bo żegna swojego syna, syna tej ziemi, z której wyrósł, i z którą się zrósł i której był ambasadorem przez całe swoje życie. Zawsze kiedy przyjeżdżał do Białegostoku wzruszał nas swoją miłością do tego miasta i do tej ziemi. Pokazywał gdzie stał jego dom rodzinny, szkołę, w której się uczył, a także inne miejsca, w których jako harcerz przebywał. Miasto starało się mu odwdzięczyć dając honorowe obywatelstwo, a Uniwersytet w Białymstoku dając doktorat honoris causa.

Każdy człowiek jest trochę jak drzewo. Swoje soki ciągnie z gleby, a kiedy już dorośnie zaczyna upiększać ziemię, z której wyrósł. I tak traktujemy zmarłego Prezydenta Kaczorowskiego, jako naszego współbrata, można powiedzieć jako krewnego i zarazem jako tego, który nobilitował naszą ziemię. Dodał jej jakby nowego blasku. Rozpowszechnił miejsce swego urodzenia po całym świecie, dzięki czemu nawet ludzie żyjący daleko wiedzą, gdzie jest Białystok i co znaczy ziemia białostocka.

Zmarły Prezydent był Polakiem i swoją polskość zawsze nosił ze szlachetnym dostojeństwem. Był obrońcą Polski i jednocześnie ambasadorem. Bronił Polski jeszcze za lat młodzieńczych jako harcerz, potem jako żołnierz, więzień, skazaniec łagrów kołymskich i wreszcie żołnierz w armii Andersa, z którym przeszedł cały szlak bojowy, aż zatrzymał się w Anglii. Polskość i patriotyzm dzisiaj często doznaje jakby poniżenia. Prezydent Kaczorowski nigdy nie nazwał Polski krajem dzikim i nigdy nie wypowiadał pod jej adresem słów przykrych, bądź też nikczemnych, jak często niestety dzisiaj się to słyszy. I nie przeszkadzało mu to ze swoją polskością bywać na różnych ważnych zjazdach, konferencjach, i nikomu myślę także nie przeszkadzało, że oto wśród nich, zwłaszcza obywateli Europy zjednoczonej znalazł się ktoś pochodzenia polskiego. Patriotyzm pana Prezydenta daleki był od ksenofobii i od szowinizmu i łączył to, co narodowe z tym, co ponadnarodowe. Jego patriotyzm przekraczał granicę poszczególnych państw, narodów, ale zawsze pozostawał sam w sobie nienaruszony i nietknięty i dziś można budować się z tej postawy, jaką zdołał osiągnąć i którą to pielęgnował aż do samego końca. Prezydent Kaczorowski był człowiekiem wierzącym, należał do Kościoła rzymskokatolickiego i nigdy nie wstydził się swojej wiary. Na publicznych zebraniach, manifestacjach, podczas liturgii świętych zwykle siedział w pierwszym szeregu, na klęczniku klękał i przystępował do sakramentu Eucharystii, czyli przyjmował Ciało Pańskie. Ci wszyscy, którzy tak masowo i tak w sposób zacietrzewiony dzisiaj smagają krytyką Kościół rzymskokatolicki myślę, że powinni zawstydzić się patrząc na Prezydenta, ostatniego Prezydenta Rzeczypospolitej i tego, który stał się pomostem między dawnymi a nowymi czasy. Ojczyzna to matka. Może mieć ona różnego rodzaju zmarszczki, może być mniej lub bardziej uboga, ale zawsze jest to matka i nigdy nie wolno o niej źle mówić. Prymas Wyszyński powtarzał: „zły to ptak, który własne gniazdo kala”. Prezydent Kaczorowski jest więc dla nas nauczycielem, a może więcej jeszcze i mistrzem. Mistrzem w ten sposób, że przypatrując się jego postawie, przypatrując się świadectwu jakie dawał możemy odpowiednio sterować naszymi krokami i obierać właściwą drogę.

Można by wiele mówić o zmarłym Prezydencie, a jakże nie wspomnieć dziś o jego ukochanej małżonce. Pani Karolino: dziękujemy Pani za wszystkie wyrazy miłości, czułości jakie okazywała Pani swojemu mężowi. Dziękujemy, że podarowała mu taki piękny prezent: dwie córki, które dalej myślę poniosą pałeczkę swojego Ojca i z wdzięcznością będą wspominać swoją matkę. Mędrzec Pański pyta: niewiastę dzielną któż znajdzie? A my mamy odpowiedź, właśnie znaleźliśmy, jest pośród nas.

Tak się szczęśliwie składa, że w tym tragicznym wydarzeniu dwie pary małżeńskie, prezydenckie są przykładem właściwego pojmowania małżeństwa. I dzisiaj, kiedy w ogóle słowo małżeństwo zostaje zafałszowane, dzisiaj kiedy proponuje się wszystko inne tylko nie to, co ugruntowane jest na Bożych przykazaniach, to dwie pary prezydenckie niewątpliwie podnoszą nas na duchu, sprawiają, że w tym zetknięciu odrobinę stajemy się lepsi.

Kiedy doszło do tej tragicznej katastrofy to wielu ludzi pytało: a gdzie był Pan Bóg? Pewnie i dzisiaj takie pytanie niektórzy zadają. Otóż trzeba powiedzieć; wypadek spowodowali ludzie i może nie bez winy, ale Pan Bóg był tam obecny. Zdarzyło się to i też jakby jest symbolem w wigilię uroczystości Bożego Miłosierdzia. Pięć lat temu w tę wigilię odszedł od nas Jan Paweł II, a po pięciu latach odeszło tak wielu i jak się powtarza kwiat inteligencji polskiej. Po prostu odeszli ci, których uważa się za najlepszych. Bóg był w Smoleńsku i Bóg jest także tu w kościele Świętego Krzyża, i Bóg jest wszędzie bo nie ma takiego miejsca ani takiej chwili, gdzie, i w której by Go nie było.

My jako ludzie wierzący smucimy się, ale nie rozpaczamy. I chociaż wiemy, że odejście Prezydenta napełnia nas smutkiem to jednocześnie nadzieja nasza pełna jest nieśmiertelności. Czyż więc nie możemy przy tej okazji nanieść korektę na dotychczasowe projekty, jeśli w nich było wiele błędów. Czyż teraz nie możemy zawrócić jeśliśmy szli błędną drogą. Póki żyjemy, póki wierzymy zawsze mamy możliwość poprawy, zawsze mamy możliwość naprawienia zła czynionym dobrem. I tacy pozostańmy, bo Jezus Chrystus wziął wszystkie nasze słabości i nasze grzechy i przybił do krzyża, powstał z martwych i nam otworzył bramy niebios. Bądźmy więc i ludźmi i Polakami i ludźmi wierzącymi i z tą nadzieją idźmy w naszą przyszłość. Amen.

abp Edward Ozorowski