lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
KWIECIEŃ
nr 4/2010

Świadek Chrystusa

Pierwsi chrześcijanie uważali, że wspólne imię jakie otrzymali na chrzcie ma wielką wartość i znaczenie w ich życiu. Imię to brzmi – chrześcijanin. Oznacza, że należę do Chrystusa oraz że mam tak żyć, aby inni to imię we mnie bez trudu dostrzegli. Mam więc po prostu być świadkiem Chrystusa.

Autor Listu do Diogneta (II wiek) przedstawia w jaki sposób żyją chrześcijanie, jak starają się w swoim życiu postępować cnotliwie oraz, że taki sposób bycia spotyka się z niezrozumieniem ze strony pogan, a wręcz nawet z prześladowaniem: „Żenią się jak wszyscy i mają dzieci, lecz nie porzucają nowo narodzonych. Wszyscy dzielą jeden stół, lecz nie jedno łoże. Są w ciele, lecz żyją nie wedle ciała. (...) Słuchają ustalonych praw, a własnym życiem zwyciężają prawo. Kochają wszystkich ludzi, a wszyscy ich prześladują. Są zapoznani i potępiani, a skazani na śmierć zyskują życie. Są ubodzy, a wzbogacają wielu. Wszystkiego im nie dostaje, a opływają we wszystko. Pogardzają nimi, a oni w pogardzie tej znajdują chwałę. Spotwarzają ich, a są usprawiedliwieni. Ubliżają im, a oni błogosławią. Obrażają ich, a oni okazują wszystkim szacunek. Czynią dobrze, a karani są jak zbrodniarze. Karani radują się jak ci, co budzą się do życia. Żydzi walczą z nimi jak z obcymi. Hellenowie ich prześladują, a ci którzy ich nienawidzą, nie umieją powiedzieć, jaka jest przyczyna tej nienawiści”.

To świadectwo, o którym pisze anonimowy autor Listu do Diogneta najwyższy swój wymiar osiąga w oddaniu życia za wyznawane przez siebie wartości czyli w męczeństwie. Rzecz charakterystyczna, że Kościół przyjął na określenie męczeństwa termin „świadectwo”. W języku greckim „martyrion” oznacza i świadectwo i męczeństwo, a „martys” oznacza i świadka i męczennika.

Cierpienie nabiera więc szczególnego wymiaru wówczas, gdy zaistnieją pewne ściśle określone warunki. Ujął je krótko św. Augustyn, wielki Ojciec Kościoła przełomu IV i V wieku. W głoszonych przez siebie kazaniach wskazał, że cierpienie aż do oddania życia włącznie nabiera tego specyficznego wymiaru świadectwa tylko wówczas, gdy jest ono ponoszone „pro fide, pro spe, pro caritate, pro Ecclesiae unitate, pro iustitia, pro Christo” czyli gdy jest ono ponoszone ze względu na wiarę, nadzieję, miłość, jedność Kościoła, sprawiedliwość, Chrystusa”. Zauważmy, że św. Augustyn miłość nadającą sens cierpieniu przedstawia przy pomocy rzeczownika „caritas”, a nie „amor”. Biskup Hippony w tym kontekście chętnie cytuje następujący fragment słynnego hymnu św. Pawła: „I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał” (1Kor 13,3). Poddać się cierpieniom można także dla próżnej chwały, dla miłości własnej. Można narzucić sobie głodówkę planując, że tak ona wyszczupli moje ciało, że stanę się dla wielu przedmiotem zazdrości. Prawdziwa miłość – mówi św. Augustyn – jest natomiast skierowana ku Bogu. To dzięki takiej właśnie miłości chrześcijanie byli zdolni oddać swoje życie czyli ponieść śmierć męczeńską. Nie bali się tortur, nie bali się cierpienia, nie bali się śmierci, ponieważ nie tracili dobra, które było przedmiotem ich miłości. Tym dobrem bowiem był sam Bóg. Owszem, tracili przemijające dobra ziemskie, nabywali jednak w tym samym czasie nieprzemijające dobra wieczne. Caritas skierowana ku Bogu od Boga również pochodzi. To On jej udziela męczennikowi, by mógł naśladować Chrystusa. Nasz Zbawiciel umarł za nas wszystkich. Stąd cierpienie, którego najpełniejszy wymiar realizuje się w oddaniu własnego życia, ma również charakter horyzontalny: każdy świadek Chrystusa cierpi także za swoich braci. Cierpienie ma więc charakter wspólnotowy. Ono buduje Kościół, ono buduje każdą wspólnotę. Dlatego też św. Augustyn bardzo mocno łączy caritas z Ecclesia (Kościołem). Cierpienie ponoszone jest dla jedności Kościoła, ono Kościół cementuje. Święty Augustyn wypowiada się tutaj w duchu żyjącego dwa wieki wcześniej Tertuliana, który jest autorem słynnej sentencji „sanguis christianorum semen Ecclesiae” czyli: „krew chrześcijan jest zasiewem na wzrost Kościoła”.

W taki sposób powinniśmy ukazywać sens cierpienia naszym podopiecznym: chorym, niepełnosprawnym, bezdomnym. Oni są budowniczymi Kościoła i pełnowartościowymi świadkami Chrystusa. Wszystkim pracownikom i wolontariuszom Caritas życzę, by ich posługa budowała Kościół i była autentycznym świadectwem naszej przynależności do Chrystusa.

ks. Wojciech Łazewski