lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
MARZEC
nr 3/2010

Świadek miłości

Wspomnienie o ś.p. Elżbiecie Łaniewskiej-Hauzer

„Należałoby zapisywać czyny miłości i nagłaśniać je w mediach” – z „Listu pasterskiego na rozpoczęcie nowego roku duszpasterskiego” ks. abp. Edwarda Ozorowskiego

30 stycznia 2010 roku odprowadziliśmy na miejsce wiecznego spoczynku ś.p. Elżbietę Teresę Łaniewską-Hauzer, która zmarła tragicznie w wyniku wypadku drogowego, jaki wydarzył się w okolicach Jeżewa, w feralnym i zagadkowym miejscu. Ponieważ była to niezwykła osoba ośmielam się uchylić rąbka wiedzy o Niej. Osobiście poznałam Ją w 2007 roku, kiedy zwróciła się do mnie z prośbą o przyjęcie do Stowarzyszenia Czcicieli Miłosierdzia Bożego. Oczywiście z radością wypełniła deklarację, zgodnie ze statutem i na mocy Uchwały Zarządu Stowarzyszenia została przyjęta w poczet jego członków, a na pierwszym spotkaniu formacyjnym w II niedzielę miesiąca serdecznie powitana.

Od razu z zapałem włączyła się do „pracy”. Z Jej relacji dowiedziałam się, że należy już do innych wspólnot modlitewnych, m.in. do Ruchu Światło-Życie. Jak stwierdziła nieustannie poszukiwała miejsca, gdzie mogłaby realizować swoje marzenia i możliwości, spełniać się do końca. Właśnie taką przystań znalazła w naszej parafii. Mogła świadczyć swoją miłość Bogu i ludziom nieograniczenie, w różnorodnych aspektach i formach, na nieograniczonej przestrzeni czasowej i terytorialnej. Jej młodzieńcza sylwetka i entuzjazm, umiłowanie Eucharystii stały się ożywiającym duchem wspólnoty Czcicieli Miłosierdzia Bożego.

Od samego początku weszła w nurt pracy wspólnoty realizującej Orędzie Miłosierdzia Bożego, która żyła duchowym przygotowaniem do konsekracji i poświęcenia Świątyni, jak też do uroczystości beatyfikacji ks. Michała Sopoćki. Świętej pamięci Elżbieta była gotowa i dyspozycyjna nieustannie. Umiała doskonale pogodzić obowiązki rodzinne i wspólnotowe. Nie zaniedbywała małżonka i rodzin swoich synów, żyła na co dzień ich problemami, które polecała Bogu za wstawiennictwem bł. ks. Michała. Wraz z mężem uczestniczyła we wszystkich niemalże koncertach, imprezach charytatywnych, ewangelizacyjnych; żyła autentycznie Ewangelią, zgodnie z Programem Formacji Apostołów Jezusa Miłosiernego. O różnych porach dnia przyjeżdżała często na adorację Najświętszego Sakramentu do Miłosierdzia Bożego, ( po drodze odwiedzała katedrę i inne kościoły). Z reguły czynnie uczestniczyła w Eucharystii w Godzinie Miłosierdzia włączając się do Koronki i Liturgii Słowa.

Dzięki umiejętności posługiwania się komputerem przepisywała wiele tekstów, artykułów, sporządzała odpowiednie tabele informatyczne, śledziła nowości internetowe dotyczące życia Kościoła i ruchów katolickich. Nigdy nie przyszła do biura naszego zanim nie pokłoniła się Panu Jezusowi wystawionemu w Monstrancji i nie zapaliła światełka przy relikwiach bł. ks. Michała Sopoćki.

W ostatnim roku intensywnie pracowała przy ubogaceniu obrazków bł. ks. Michała jego relikwiami. Co więcej: zarówno obrazki Jezusa Miłosiernego z Koronką, jak i bł. ks. Michała z relikwiami oraz foldery Sanktuarium Miłosierdzia Bożego dziesiątkami, a nieraz setkami rozwoziła po wielu kościołach w Warszawie i we Wrocławiu – przy okazji odwiedzania synów tam mieszkających. Nawiązywała kontakty z kapłanami i wiernymi, zachęcała do odmawiania Koronki codziennie o godz. 15.00 w duchowej łączności z czcicielami Bożego Miłosierdzia w Białymstoku, sama włączała się też do modlitw w tych kościołach. Autentycznie przeżywała swoją „misję” świadka Bożej Miłości.

Współuczestnicy 12 pieszych pielgrzymek do Częstochowy wspominają ś.p. Elżbietę jako osobę rozmodloną, zatopioną w Boże Tajemnice, ale otwartą na potrzeby bliźnich, skromną, mało wymagającą, samowystarczalną, ustępującą miejsca innym. Podczas ostatniej swojej pielgrzymki rozdała mnóstwo obrazków i folderów, kalendarzy w miejscowościach, w których zatrzymywali się na nocny spoczynek.

Na swych barkach i obolałych nogach niosła swoje i nasze intencje; szczególnie ludzie nieuleczalnie chorzy rozpaczliwie, ale z ufnością prosili Ją o modlitwę i ofiarę trudów pielgrzymowania. Pozostały ewidentne dowody wysłuchanych próśb i modlitw. Niech będzie uwielbiony Bóg w Trójcy i Miłosierdziu! Niech będzie pochwalona Maryja Najświętsza, Dziewica i Matka!

Po powrocie z pielgrzymki Ela czuła się szczęśliwa, „uskrzydlona”, spełniona. Mimo swej filigranowej budowy nie regenerowała nadwątlonych sił fizycznych, ale poszcząc o chlebie i wodzie w każdą środę i piątek wypraszała łaski swoim synom i możliwości uczestnictwa w pieszej pielgrzymce do Rzymu. Mówiła o niej z entuzjazmem, choć nie bez obawy, czy rodzina pozwoli jej na to „szaleństwo”. Pragnęła stanąć przed tronem Papieża doszedłszy o własnych nogach.

Na skutek tragicznego wypadku, jakiemu uległa wraz ze swoim synem w dniu 26 stycznia, stanęła bezpośrednio przed obliczem Boga Miłosiernego, zdając sprawę ze swej życiowej misji. Rodzinę, czcicieli Bożego Miłosierdzia, sąsiadów i wielu, wielu znajomych pogrążyła w żałobie i nieutulonym żalu. Droga Elu, jak bardzo nam Ciebie brakuje!.

Świętej pamięci Elżbieta Hauzer swoim życiem doskonale realizowała przesłania ks. abp. Edwarda Ozorowskiego, zawarte w Liście pasterskim na rozpoczęcie roku duszpasterskiego: „Dawanie świadectwa miłości Boga jest obowiązkiem człowieka. Obowiązek ten rozciąga się na całe życie chrześcijanina, nie zamyka się w jednostce czasu lub kawałku przestrzeni [ …] jest po prostu życiem wiary w miłości Boga. Świadczenie jest wspólnototwórcze. Dając świadectwo miłości, przekazujemy miłość będącą duchem ożywiającym wspólnoty […] Należałoby zapisywać czyny miłości i nagłaśniać je w mediach”. Spełniam zalecenie zawarte w ostatnim zdaniu.

Ponieważ ś.p. Elżbietę znałam bliżej, wiele z Nią przebywałam w biurze Stowarzyszenia i w Świątyni, czuję moralny obowiązek i potrzebę serca, by podziękować Jej za to niezwykłe zaangażowanie w apostolstwo szerzenia kultu Miłosierdzia Bożego za wstawiennictwem bł. ks. Michała Sopoćki i „rozbudzenia ufności w ojcowską dobroć”

Ela nieustannie odkrywała miłość Boga rozważając teksty biblijne, o Miłosierdziu Bożym bł. Michała prezbitera, dzieliła się nią ze wszystkimi, pokładała w niej nadzieję. Kiedy kompletowałyśmy przesyłkę osadzonemu w areszcie śledczym w Opolu, przekazała różaniec, ofiarowała Pismo Święte i inne rekwizyty religijne, o które prosił w liście.

Po śmierci swej niedawno zmarłej mamy dziękowała Bogu, że zabrał ją w I sobotę grudnia, że w 2 dni po udarze mózgu odeszła cichutko bez żadnego cierpienia. Płaczące rodzeństwo upominała, iż żałuje mamie Nieba. Swój ból po stracie rodzicielki koiła w adoracji Najświętszego Sakramentu i w Eucharystii. Sąsiedzi zapamiętali Ją jako niezwykle życzliwą, zawsze uśmiechniętą i otwartą, usłużną szczególnie starszym i ubogim. Nie sposób wypowiedzieć całej prawdy o Eli Łaniewskiej – Hauzer, gdyż była to bardzo bogata duchowo osobowość, wzorowa żona, matka i babcia (l. 58). Dlatego będzie wszystkim Jej odczuwalny brak, nie tylko rodzinie ale i wspólnotom oraz sąsiadom. Niech Bóg Miłosierny obdarzy Ją życiem wiecznym w Ojczyźnie Niebieskiej.

Genowefa Suchocka