lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
MARZEC
nr 3/2010

Kościół Chrystusa czy „kościołek” marzeń i wyobrażeń?

Chrystus Pan założył Kościół i przekazał go na Ziemi pod władzę Piotra. To Piotr miał (i ciągle ma) za zadanie strzec depozytu wiary, wyjaśniać go, przekazywać, pogłębiać jego rozumienie – czyli wciąż wyciągać ze skarbca Objawienia zarówno rzeczy stare jak i nowe. W swej pielgrzymce przez wieki, Kościół kreuje Tradycję, czyli wciąż formułuje przekaz wiary. Niektóre prawdy, obecne w Tradycji od wieków, zostały przez Kościół zdogmatyzowane – oficjalnie podane do wierzenia – dopiero w XIX czy XX stuleciu (np. Niepokalane Poczęcie Najświętszej Maryi Panny czy Wniebowzięcie). Tradycja nie jest objawiona, nie tworzy ona Kościoła. To Kościół tworzy, ożywia i rozwija Tradycję. Wierzący w Chrystusa winni otwierać się na prawdę ewangeliczną, nauczaną przez Kościół. Nie wolno im traktować jej wybiórczo, czyli brać tylko to, co odpowiada subiektywnym gustom i potrzebom. Nie można jej dostosowywać do apriorycznych założeń ani redukować do własnych, ciasnych wyobrażeń czy myślowych schematów.

Tymczasem dzisiejszy Kościół zmaga się z wszechobecnym subiektywizmem i relatywizmem. Z różnych stron te prądy weń uderzają, jak też rozmywają go od środka. Mamy obecnie kuriozalną sytuację, w ramach której zasadniczo każdy „ma rację” i głosi jej pewność, a wręcz nawet „nieomylność” wszem i wobec. Tylko jedna osoba „się myli”, albo jest – co najmniej – „kontrowersyjna”. Tą osobą okazuje się być… namiestnik ziemski Chrystusa (tak!). Ileż to gromów miotano i miota się na Czcigodnego Sługę Bożego – kandydata na ołtarze – Jana Pawła II? Lewactwo i postępactwo krzyżuje go za obronę życia, za ochronę małżeństwa i rodziny, za potępianie praktyk homoseksualnych i zakaz antykoncepcji, za zdławienie zatrutej marksizmem „teologii wyzwolenia”, za rzekome „wyhamowanie reform posoborowych”, za torpedowanie „kapłaństwa” kobiet. Z kolei tzw. tradycjonaliści kamienują go za ekumenizm, za zgodę na wolność religijną, za ekskomunikę lefebrystowskiej schizmy; ogólnie za tzw. modernizm. Jego pontyfikat nazywają pogardliwie „erą wojtylianizmu”. Szyderczo mówią o „kremówkowym katolicyzmie”. Zarzucają polskiemu papieżowi, że nie był wierny Tradycji (sic!). Śmiać się czy płakać!? Papież był „niewierny”, za to tzw. tradycjonaliści mianują siebie najwierniejszymi z wiernych!!?? Czyż to nie zakrawa na jakąś „tradycjopatologię”!?

Kościół jest i ma być Chrystusowy, ale zarówno postępowcy, jak i tzw. tradycjonaliści życzyliby sobie „Kościoła” własnych marzeń i wyobrażeń. Dla pierwszych miałby to być „kościół” aprobujący rozwody, aborcję, antykoncepcję, praktyki homoseksualne; „kościół”, w którym posługiwałyby „księżyce” i „biskupice” (nawet lesbijki praktykujące, nie mówiąc o aktywnych „homosiach”); „kościół” – albo raczej – „kościołek”, który Prawdę Objawioną traktowałby jak swoją własność i mógł ją dowolnie pewnie nawet demokratycznie) – według życzeń moralnych eunuchów – modyfikować.

Z kolei tzw. tradycjonaliści nie zorientowali się w „znakach czasu” i w sposobie odczytywania ich przez Kościół, dlatego – za swoim „guru” abp Lefebvre’m – uznali, że Kościół odszedł od… Kościoła (?!). Nieszczęsny arcybiskup Lefebvre postanowił być wierny Kościołowi… swoich marzeń, Kościołowi przeszłości i spetryfikowanej (niby skamienielina) tradycji, który zatrzymał się na ostatnich dokumentach Piusa XII. Podobnie czynią jego dzisiejsi admiratorzy – tzw. tradycjonaliści – atakujący Sobór Watykański II i wieszający przysłowiowe psy na tzw. posoborowiu, które dla nich jest synonimem upadku. Szczególną odmianą rzeczonego „tradycjonalizmu” – swoistą „tradycjopatię tradycjopatologiczną” – stanowią tzw. sedewakantyści. Według nich ostatnim papieżem w Kościele był… Pius XII (naprawdę!), a od jego śmierci w 1958 roku na Stolicy Apostolskiej jest wakat (tak!!!) – czyli: Kościół nie ma „prawdziwego papieża”(!!!). A przecież Kościół i jego Tradycja to nie dostojne skamienieliny, nie żadne muzeum figur woskowych, ani też archiwum cennych starodruków. To nie historia. Kościół żyje!!! Do Tradycji należą zarówno orzeczenia Vaticanum I, encykliki św. Piusa X czy Piusa XII, dokumenty Vaticanum II, jak też encykliki Pawła VI i Jana Pawła II. Jak bodaj nigdy w przeszłości, niektóre z nich – choćby Humanae vitae czy Sacerdotalis caelibatus Pawła VI; albo Veritatis splendor, Evangelium vitae czy Fides et ratio Jana Pawła II – były prawdą rzuconą przeciw światu, który głośno żądał nauczania innego, niż to przedstawili papieże.

Przywiązanie do „Kościoła” swoich marzeń i wyobrażeń, wywiodło nieszczęsnego abpa Lefebvre’a w pole schizmy, gdy wyświęcił wbrew Stolicy Apostolskiej, czyli niegodziwie, czterech biskupów i popadł w ekskomunikę z mocy prawa. Niektórzy „tradycjonaliści” (żeby nie rzec: „tradycjoci”) sugerują, że skoro Benedykt XVI zdjął tę ekskomunikę ze schizmatyckich biskupów, to znaczy, że Jan Paweł II się pomylił, uprzednio ją nakładając. Nic z tego. Obecny namiestnik Chrystusa w ten właśnie sposób otworzył ekskomunikowanym schizmatykom drzwi do Kościoła Chrystusowego, wyciągnął do nich przebaczającą, ojcowską dłoń. Żeby tylko oni nie chcieli w swej pysze nadal obsesyjnie trzymać się „kościoła” swoich marzeń i wyobrażeń.

ks. Marek Czech

P.S. Zapraszamy do blogu „Piórem z pazurem” na portalu fronda.pl