lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
MARZEC
nr 3/2010

Pokorne męstwo bł. Jerzego Matulewicza

Parafia Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny w Dobrzyniewie Kościelnym uczciła bł. Jerzego Matulewicza w niedzielę 24 stycznia. Kościół w Dobrzyniewie, podobnie jak wiele innych w naszej Archidiecezji są niejako relikwią tegoż Błogosławionego. A oto próba przybliżenia parafianom jego pokornej, a zarazem pełnej męstwa, troski o chwałę Bożą i zbawienie ludzi. Po zakończonych Mszach Świętych ich uczestnicy podchodzili do ucałowania relikwii.

Pan Jezus w mocy Ducha Świętego przyszedł do ludzi ubogich, zniewolonych i zaślepionych, aby wyzwolić w nich poczucie godności dzieci Bożych i wspomóc w czynieniu swego życia przebywaniem w jedności z Nim. Dziś przychodzi do nas w swoim Słowie i w Eucharystii. Słowem poucza w sposób wyzwalający prawidłowy osąd sumienia. Jeśli sumienie coś nam pod wpływem Słowa Bożego zarzuca, Jezus Miłosierny czeka na nas w sakramencie Pokuty i chce na co dzień umacniać naszą jedność ze sobą w Eucharystii, a przynajmniej w niedzielę.

Dziś poświęcamy naszą uwagę bł. Jerzemu Matulewiczowi, biskupowi wileńskiemu, który tu, w tym kościele w roku 1921 głosił Słowo Boże, sprawował Eucharystię, udzielał sakramentu Bierzmowania, ale także osobiście w modlitwie zatrzymywał się przed Najświętszym Sakramentem. Umocniona jedność z Chrystusem, wiecznym Kapłanem, pozwalała mu w pokoju serca wsłuchiwać się w głosy miejscowych ludzi, by rozeznać, co można uczynić dla ich pełniejszego pojednania ze Zbawicielem. Owocem takich spotkań mogło być np. erygowanie nowych parafii w Starosielcach, w Mońkach, a później w Jaświłach i Downarach, by ułatwić ludziom dostęp do kapłana i udział w niedzielnej Mszy Świętej.

Błogosławiony Jerzy Matulewicz, jako biskup wileński, otaczał wielką troską rodzinę i pouczał, że to rodzice katoliccy decydują o nauczaniu i wychowaniu swoich dzieci tak, aby nie odniosły one uszczerbku religijnego, ani fizycznego, ani moralnego. Upominał rodziców, aby nie rozpowszechniali negatywnych opinii o nauczycielach, ale zarazem od nauczycieli oczekiwał stawania na poziomie swoich odpowiedzialnych zadań. Przyznawał, że to rodzice katoliccy mają pełne prawo domagać się, aby nauczanie ogólne było zharmonizowane z nauczaniem religijnym. Mają nadto prawo zabronić swoim dzieciom uczęszczania do szkół, które eliminują nauczanie religijne, a mają obowiązek to uczynić, jeśli szkoła ideologicznie występuje przeciw Bogu i Kościołowi.

Sam pochodził z wiejskiej rodziny katolickiej, w której spoglądało się na świat okiem wiary, czerpanej głównie ze Słowa Bożego i Eucharystii w Kościele. Wprawdzie miał tylko 3 lata, kiedy zmarł jego ojciec, a zaledwie 10 lat, kiedy zmarła matka. Zdawałoby się, że w tak krótkim okresie rodzice mieli niewielki wpływ na jego wychowanie religijne. Dalsze życie sieroty w gospodarstwie starszego brata wymagało wiele przedwczesnej samodzielności, która okazała się bardzo trudna.

Miał około 12 lat, kiedy doświadczył bardzo bolesnej choroby, której lekarze nie potrafili wówczas rozpoznać, a była to gruźlica kości. Zimno i wilgoć powodowały ból uniemożliwiający poruszanie się. Z tego powodu musiał przerwać naukę w gimnazjum w momencie, kiedy była ona dla niego bardzo interesująca. W niedziele i święta jednak uczestniczył we Mszy Świętej, a ludzie spotykali go wspierającego się na kulach i odprawiającego osobiście nabożeństwo Drogi Krzyżowej oraz w parafialnej bibliotece, w której wypożyczał interesujące go książki. Pokonując ból, wzmacniał siłę swojego charakteru, zapatrzony w Chrystusa dźwigającego niewinnie krzyż.

Nie ukrywał swojego zainteresowania nauką i przy nadarzającej się sposobności zaryzykował, jako 18-letni młodzieniec wyjazd do Polski, aby kontynuować naukę w Kielcach, a potem – w Warszawie(czasy carskie). Kiedy mógł wybrać: święcenia kapłańskie albo studia teologiczne w Petersburgu, wybrał kontynuację studiów, aby lepiej się przygotować do wypełnienia zadań kapłańskich zanim przyjmie święcenia kapłańskie i obowiązki duszpasterskie.

Podobnie, kiedy nasiliła się choroba i potrzebował wyjechać do Niemiec na leczenie, dobrze spożytkował czas i podjął studia specjalistyczne we Fryburgu Szwajcarskim. W ten sposób poszerzało się też grono przyjaznych osób. Potrafił iść pod prąd napotykanych trudności tak, aby rozwijać dobro i zwyciężać zło.

Okazuje się, że nie tylko młodość, ale całe jego życie było mężnym kroczeniem pod prąd przeciwności. Jako kapłan w Warszawie został uratowany z niebezpieczeństwa śmierci, a nawet w chorobie wytrwale posługiwał kapłanom, siostrom zakonnym, robotnikom, inteligencji i młodzieży (np. ks. Wincenty Tatarkiewicz, autor Filozofii chrześcijańskiej, należał do grona młodzieży korzystającej z kapłańskiej posługi bł. Jerzego Matulewicza). Zdarzało się, że młodzi stawiali zarzuty Kościołowi i wierze katolickiej, a on wsłuchiwał się uważnie w ich głosy, a potem punkt po punkcie odpowiadał. Zbuntowana młodzież pod jego kierownictwem odnajdywała swoje powołanie i pojednana z Chrystusem, nie lękała się trudności na drodze jego realizowania.

Pan Bóg tymczasem dotknął w sposób szczególny jego duszę. Dzięki temu rozpoznał, że najważniejszą sprawą jest troska o chwałę Bożą, o rozwój Bożego Królestwa w ludzkich duszach, o wzrost Kościoła tj. Mistycznego Ciała Chrystusa. Znajdujemy w jego dzienniku modlitwę: „Daj to, o Panie, bym był w Twoim Kościele jakby ścierką, którą wszystko wycierają, a zużywszy ją wyrzucają gdzieś w najciemniejszy kąt. Niech i mnie tak zużyją i wykorzystają, aby tylko w Twoim Kościele przynajmniej jeden kącik był lepiej oczyszczony, aby tylko w Twoim Domu było czyściej i schludniej.” (Dd.13.01.1911)

W jego rodzimym mieście, w zakonie oddanym Niepokalanej dla ratowania dusz w czyśćcu cierpiących, pozostał już tylko jeden zakonnik, z którego śmiercią miał on zaniknąć (chodzi o Zakon Marianów). Zajął się więc jego odrodzeniem i to skutecznie. Nowi zakonnicy wspólnymi siłami uwspółcześnili działalność Zakonu na rzecz Kościoła, odradzając poczucie godności i własnej tożsamości w różnych narodach. Dla tej Bożej sprawy on sam przemierzył Rzym, Szwajcarię, Francję, Stany Zjednoczone, Anglię, Niemcy, Polskę. Pierwsza wojna światowa zastała go w Warszawie. Tu ze swoimi braćmi zakonnymi oddał się dziełom niesienia pomocy ludziom w charakterze charytatywnym i duszpasterskim. Między innymi założył ośrodek opieki dla dzieci osieroconych przez wojnę na Bielanach i przyjął prowadzenie domu opieki dla chłopców z ubogich rodzin na warszawskiej Pradze. Wspomnę tu tylko jeden szczegół. Kiedy w sierocińcu gromadzącym około 200 dzieci brakowało koniecznych środków: żywności, opału, ubrania, środków higienicznych, zwrócił się do urzędu miasta kierowanego przez urzędnika niemieckiego. Otrzymał odpowiedź: a ksiądz to mógłby więcej liczyć na Bożą Opatrzność – ks. Matulewicz był już znany w tym czasie jako osoba wielkiego zaufania Bożej Opatrzności. Na to Ksiądz skromnie powiedział: Tak, to prawda. Ale Opatrzność Boża działa przez dobrych ludzi. Otrzymał przydział, o jaki prosił.

Całym sercem, wolą, rozumem był oddany szerzeniu chwały Bożej, przez rozpoznawanie Bożych zamiarów i spełnianie rozpoznanej woli Bożej. W jego dzienniku duchowym czytamy:

„We wszystkim szukać Boga, wszystko czynić na większą chwałę Bożą, we wszystko wnosić ducha Bożego, wszystko przepajać duchem Bożym. Bóg i Jego chwała niech się stanie ośrodkiem całego mojego życia, osią, dokoła której mają się obracać wszystkie moje myśli, uczucia, pragnienia i czyny.

Chwała Boża i zbawienie dusz! Czyż może być jakiś inny cel wyższy i szlachetniejszy ponad ten? W porównaniu z nim jakże nikłe wydaje się wszystko inne! Wobec niego cóż warte najlepsze i najszlachetniejsze dążenia? Czyż nie jest to rzecz godna i sprawiedliwa, abyśmy dla tego celu poświęcili wszystko, co tylko mamy: czas, majątek, zdolności, a nawet samo życie?” (Dd. 14.10.1910)

Polakom wskazywał jako przykład wiary takich bohaterów jak św. Stanisław Kostka, hetman Żółkiewski; Litwinom – św. Kazimierza Jagiellończyka i Matkę Miłosierdzia; Rosjanom – świętych Kościoła Wschodniego; Niemcom – św. Brunona. Wszystkich, mówiących w swoim rodzimym języku, starał się przynajmniej wysłuchać i odpowiadać im w języku dla nich najbardziej zrozumiałym. A wszystkich prowadził do Chrystusa, wiecznego Kapłana. Wszystkich traktował jak braci, chociaż został obwołany „litwomanem” a nawet „krwiożercą Polaków”.

Zdawał sobie sprawę, że ci biedni ludzie, uwikłani w zło, nie reprezentują całych narodów, lecz stali się ofiarą złych manipulacji. Postanowił sobie, że będzie rozmawiać ze wszystkimi, aby mogli osobiście przekonać się o prawdzie i sprawiedliwości. A rozmawiał nie tylko z ludźmi różnych narodowości: np. Litwinami, Polakami, Rosjanami, Białorusinami, Niemcami; ale także różnych wyznań: katolikami, prawosławnymi i protestantami, jeśli do niego się zwracali; z Żydami i wyznawcami islamu, a nawet z ateistami. Kiedy bolszewicy, chcieli przejąć jego biskupie mieszkanie, z nimi też rozmawiał i przekonywał, że działają w ten sposób na swoją własną szkodę, a lud katolicki im na to nie pozwoli. Sam poszedł odprawiać Mszę Świętą w katedrze wileńskiej, a ludzie świeccy obronili jego mieszkanie.

Dlaczego ten człowiek nie stronił od nikogo? Dlaczego nie ukrywał się przed swoimi przeciwnikami? Ostrzegano go przecież przed możliwością zabicia w katedrze, przed zamierzonym uwięzieniem go. Proponowano, aby się ukrył. Ale on nigdy tego nie zrobił. Dlaczego kochał każdego i troszczył się o jego życie oraz zbawienie?

On uwierzył, że człowiek jest dziełem Boga, stworzonym na Jego obraz i podobieństwo, więc zasługuje nie tylko na szacunek, ale także na życzliwość, jeśli jeszcze nie można z nim się zaprzyjaźnić. Ale najważniejsze, aby człowiek uwierzył, że Bóg go miłuje i przez doświadczenia życiowe prowadzi do zbawienia.

Biskup był osobą bardzo wrażliwą na ludzką biedę, szczególnie moralną. Zależało mu na dobrym wychowaniu i wykształceniu dzieci i młodzieży, na co nie zawsze stać było wielu ludzi. Dbał o to, aby zakonnicy i zakonnice służyli pomocą zwłaszcza uboższym środowiskom w zaradzaniu tym potrzebom. Zanim został biskupem założył zgromadzenie żeńskie do niesienia pomocy na wzór Niepokalanej ludziom ubogim w środowisku litewskim – Sióstr Ubogich od Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.

W okresie jego posługi biskupiej w największym zapotrzebowaniu na taką pomoc, a zarazem z dużą ilością młodzieży, były wschodnie tereny diecezji wileńskiej. Dlatego właśnie tam – w Drui (obecna Białoruś) założył Zgromadzenie Sióstr Służebnic Jezusa w Eucharystii dla nauczania życia chrześcijańskiego głównie kobiet, dziewcząt i dzieci. Swoją radą wspomagał siostry w ich trudnej posłudze wśród wielkiej biedy tego środowiska, krzepiąc nadzieję, że Pan Bóg im pobłogosławi i „do wszystkiego dobrego doprowadzi”.

Siostry przez pewien czas prowadziły tam szkołę, potem zajmowały się chorymi, a z czasem rozwinęły swoją ukrytą działalność apostolską w byłym ZSRR, pracując głównie w szpitalach, aptekach bądź w istniejących jeszcze kościołach. Docierały jako przewodniczki samolotami z kapłanami do bardzo odległych terenów (Gruzja, Armenia, Tadżykistan, Kazachstan, Syberia). Uczyły ludzi modlitwy, przygotowywały do sakramentów świętych, rozwijały cześć do Jezusa w Eucharystii i Jego Niepokalanej Matki, służyły kobietom radą, jak po chrześcijańsku wychowywać dzieci, wspomagały kapłanów, nie jednemu ratując życie.

Do Polski (w granicach powojennych) młode siostry przybyły w roku 1945 i osiedliły się początkowo na warszawskiej Pradze. W diecezji białostockiej przybyły do Sokółki w roku 1950, gdzie skromnie w duchu Założyciela, a w cichej współpracy z kapłanami rozwijały szczególniejszą cześć dla Jezusa w Eucharystii.

Kiedy wchodzicie tu do tego kościoła, pamiętajcie, że tu w Eucharystii jest Żywy Chrystus, Którego ze czcią nawiedzał tu święty Biskup. I proście bł. Jerzego Matulewicza, aby nauczył Was, na podobieństwo Jezusa, rozpoznawać swoje powołanie w Słowie Bożym, żyć święcie i w świętych odnajdywać swoich przyjaciół.

Możecie prosić Go w modlitwach, by wstawiał się za Wami u Boga, szczególnie, gdy trzeba w życiu dobrem sprzeciwiać się złu.

Prośmy bł. Jerzego Matulewicza, który w tym kościele się modlił w 1921 roku, o wstawiennictwo za nami u Boga dla uproszenia nam roztropnego męstwa i mądrej miłości, bo „nie wystarczy kochać – jak mówił bł. Jerzy – ale jeszcze trzeba umieć mądrze kochać”.

Całując relikwie, polecajmy wstawiennictwu bł. Jerzego Matulewicza osobiste zbawienie i świętość, swojej rodziny, spotykanych w życiu osób – nawet przygodnie, a także całej Parafii.

s. Janina Samolewicz SJE