lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
MARZEC
nr 3/2010

O synach potrzebujących miłosiernego ojca

Łk 15,11-32

Różnie nazywa się opowiadanie z piętnastego rozdziału Ewangelii według św. Łukasza: Przypowieścią o marnotrawnym synu, Przypowieścią o miłosiernym ojcu, Przypowieścią o dwóch synach i ojcu. Tytuły wskazują na trzech bohaterów. Odnosi się wrażenie, że chodzi tu o niepełną rodzinę. Ewangelista nie wspomina nic o matce. Być może dlatego, że w czasach Jezusa „pierwsze skrzypce grał” ojciec. On decydował o wszystkim. A może … Ale zacznijmy od pierwszej sceny Łukaszowego przekazu. Młodszy z dwóch synów prosi ojca o przypadającą mu część majątku. Ojciec bez pytań, komentarzy, pertraktacji dzieli majątek na dwie części i obdarza młodszego syna tym, co mu się należy (brak rozsądku?). Przy ojcu zostaje starszy syn. Młodszy opuszcza dom i udaje się do „dalekiego kraju”. Po co? Bynajmniej nie po to, aby lepiej zainwestować to, co dostał i pomnożyć przynajmniej o drugie tyle. Udaje się w podróż po utratę tego wszystkiego, co posiadał, łącznie ze swoją godnością. Żyje rozrzutnie (można sobie wyobrazić jak z tego, co o swoim bratu powie później starszy syn), a gdy już nie ma nic, zatrudnia się u hodowcy świń – zostaje pastuchem. Nędzna to była praca, bo nie dawała nawet utrzymania. Chciał jeść to, co świnie, ale mu na to nie pozwolono. Przekroczył wszystkie możliwe granice: opuścił dom, ojca, żył rozrzutnie pośród pogan, zniżył się do zajęć, które czyniły Żydów nieczystymi – pasł świnie. Nie postępował, jak syn, którego miejsce jest przy ojcu, ale jak buntownik, jak ten, kto traci poczucie rzeczywistości i rzuca się w przepaść, bez nadziei na godne życie.

Jednakże przekroczenie wszystkich możliwych granic, szczególnie tych, które ściśle określają człowieczeństwo wzbudziło w nim refleksję: „Tylu najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja ginę tu z głodu. Wstanę i pójdę do mojego ojca i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw niebu i względem ciebie. Już nie jestem godny nazywać się twoim synem”. Niektórzy powiadają, że marnotrawny syn podjął decyzję o powrocie tylko dlatego, bo miał dokąd wrócić. Miał świadomość istnienia prawdziwego domu: poczucia bezpieczeństwa, dobrego (nie naiwnego ojca), klimatu zrozumienia i kiedy trzeba wsparcia. Taka świadomość stworzyła się w nim przed odejściem. Była ona wcześniej jego osobistym doświadczeniem, bez którego powrót nie byłby możliwy. I nie zawiódł się. „Kiedy był jeszcze daleko, zobaczył go ojciec i ulitował się. Podbiegł, rzucił mu się na szyję i ucałował go”. Wymownie scenę tę przedstawił Rembrandt. Na pierwszym planie płótna jest ich dwóch: ojciec i syn. Postać syna przejmuje widza stanem, w którym jest: porwane sandały, a raczej prawie ich brak, odsłaniają poranione stopy, strzępy złachmanionego ubrania, ogolona głowa pokryta strupami. Jest prawie bez twarzy. Lekki profil pozwala jednak zauważyć na niej grymas bólu, który rysuje smutek i cierpienie nie tylko fizyczne, ale i duchowe. Klęcząc wtula się w ojca. W nim widać wybaczenie i ulgę w cierpieniu z rozłąki. Dłonie: jedna szorstka, spracowana, druga smukła, biała, jakby kobieca. Nimi obejmuje ciało nędznika, wybacza. Ubrany jest ubogo, ale schludnie. Inaczej niż starszy syn: ubrany bogato, dostojnie, ale smutny, rozgniewany tym, co zrobił ojciec.

O czym mówi nam przypowieść i jej interpretacja uczyniona po mistrzowsku przez Rembrandta? Zdolna do przebaczenia jest tylko osoba, zaś sprawiedliwość wymierza prawo. Boga uosabia tu ojciec, choć w istocie swojej Bóg nie jest mężczyzną ani kobietą, nie ma płci. Stąd dłonie ojca w rembrandtowskim przekazie są męskie i kobiece. W ewangelicznym miłosiernym ojcu, marnotrawnemu synowi przebacza Bóg. Jest On miłosierną miłością, która pochyla się nad ludzką słabością zawsze ilekroć człowiek tego chce. Ludzka wola wyrażająca pragnienie Bożego przebaczenia objawia się uznaniem popełnionego zła i żalem za nie. Każdy człowiek potrzebuje Bożej miłości i miłosierdzia, bo każdy człowiek grzeszy. Trwoni mniej lub więcej tego, co otrzymuje od Ojca. W takim porządku nie był bez winy i starszy syn, który też, choć pewnie nieświadomie, miłosierdzia potrzebował i je otrzymał („wszystko, co moje należy do ciebie”, usłyszał od ojca). Jeden i drugi ma możliwość mieszkania w domu ojca. Młodszy do niego powrócił, już w nim jest, doświadczył miłosierdzia, starszy rozgniewany nie chce do niego wejść. Ewangelista nie rozwiązał sporu pomiędzy ojcem i starszym synem. Ostatecznie wybór pomiędzy być i nie być w domu Ojca zależy tylko od człowieka.

Jesteśmy na półmetku Wielkiego Postu. Kościół czyta nam tę przypowieść byśmy utożsamili się z jednym z synów nie dlatego, żeby marnotrawnych wezwać do nawrócenia, powrotu do domu Ojca, a wiernych utwierdzić w przekonaniu, że idą dobrą drogą i nie potrzebują już nic ze sobą robić, lecz po to, by uświadomić, że nawrócenia potrzebuje każdy, a czas Wielkiego Postu jest szczególną ku temu okazją.

ks. Radosław Kimsza