lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
GRUDZIEŃ
nr 12/2009

Miejcie odwagę!...

Homilia wygłoszona 11 listopada 2009 r. w katedrze białostockiej

W narodowe Święto Niepodległości zgromadziliśmy się w białostockiej katedrze, której mury są milczącym świadkiem historii minionego wieku, by dziękować Bogu w Trójcy Jedynemu za to, iż nas uczynił Polakami, że przez tak liczne wieki otaczał Polskę blaskiem swojej potęgi i chwały. Przede wszystkim zaś za to, iż modlimy się dziś nie o wolną Polskę, ale za wolną Najjaśniejszą Rzeczypospolitą. 

Najważniejszym świętem państwowym, najbardziej uroczyście ob­chodzonym w każdym wolnym kraju, jest święto niepodległości. Niepodległość jest podstawowym dobrem niematerialnym, z któ­rego korzystają wszyscy obywatele państwa, bez względu na wiek, płeć, poglądy polityczne i wyznanie. Niepodległość jest niewidoczną przestrzenią, która pozwala na swobodny rozwój języka, kultury i edukacji, na artykułowanie swoich interesów, nawet jeśli teraz będą one wprzęgnięte w unijną konstrukcję, mocno je na wielu płaszczyznach nadwyrężającą.

Niepodległość jest skarbcem narodowym, w którym przechowujemy najcenniejsze dobra materialne i duchowe wytworzone przez naszych przodków i wzbogacone przez naszą pracę i twórczość, w wielu przestrzeniach życia codziennego, dlatego też świętowanie dnia niepodległości jest nie tyle przywilejem, co obowiązkiem każdego świadomego własnej tożsamości Polaka.

W dniu dzisiejszym celebrujemy 91. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Musimy jednak pamiętać, że zanim Rzeczpospolita Polska powróciła na mapy Europy, przez cały wiek XIX żyła w duszach wielu miesz­kańców dawnych ziem polskich, wiernych religii i pielęgnujących własną kulturę i język. Bez tego ofiarnego patriotyzmu i umiłowania wolności nie byłoby dzisiaj wolnej Polski. Niepodległość, którą dziś świę­tujemy, jest nierozerwalnie złą­czona z głębokim patrioty­zmem, wyrażanym miłością do ojczyzny, gotowością poświęce­nia oraz umiłowaniem wolności i to, aż po pogardę śmierci.

Patriotyzm jest dzisiaj w niełasce. Jest mylony z szowinizmem i fanaty­zmem. Tymczasem w naszej cywilizacji patriotyzm jest cnotą miłości do oj­czyzny. Słowo patriotyzm pochodzi, jak wiadomo, od łacińskiego: patria, patriae, co oznacza ojczyznę, ale także pokolenie, rodzinę i ród, z którego się wywodzimy. A zatem patriotyzm jest postawą pełną miłości i czci do ojczy­zny, jej przyrody, jej dziedzictwa materialnego (w postaci zabytków architek­tury i sztuki), czy też dziedzictwa duchowego. Patriotyzm inspiruje rozwój uczuć wyższych i nigdy nie występuje przeciwko komuś lub czemuś. Praw­dziwemu patriotyzmowi nie towarzyszy uczucie nienawiści.

We współczesnym świecie, pomimo kryzysu patriotyzmu, nadal wiele narodów okazuje publicznie swoją miłość do ojczyzny i szacunek do symbo­li narodowych. Dlatego też my, Polacy, nie powinniśmy się wstydzić swoich uczuć do ojczyzny, ponieważ ten zdrowy patriotyzm jest nadal waż­nym spoiwem łączącym nas ze sobą, jak i z naszymi przodkami, których przy okazji święta niepodległości wspominamy.

Jesteśmy im jednak winni nie tylko pamięć, ale także powinność przekazywania całej prawdy historycznej o polskiej drodze do niepodległo­ści. Nie ograniczajmy naszej pięknej historii do mitów. Ukazujmy prawdziwe losy Polaków i poniesione na ołtarzu ojczyzny ofiary. Pamiętajmy, iż powrót Polski na mapę Europy w roku 1918 i 1919 był następstwem dwóch czynników, jakimi były pomyślna koniunktura międzynarodowa, z której najważniejsza była pierwszowojenna klęska Niemiec i zajęcie przez Polaków właściwego miejsca w obozie zwycięskich mocarstw oraz niezłomna praca i walka sześciu pokoleń Polaków we wszystkich trzech zaborach.

Proces odzyskania niepodległości przez Polskę to naprawdę najdłuższa wojna nowoczesnej Europy. Przestrzenie tej walki to nie tylko pola bitewne, ale także kultura, religia i gospodarka. Przy rocznicowej okazji chciejmy uświa­domić sobie skalę tego wysiłku. Otóż nie byłoby niepodległej Polski u progu XX wieku gdyby nie:

1) wysiłek zbrojny – od legionów gen. Jana Henryka Dąbrowskiego aż po legiony Józefa Piłsudskiego, Błękitną Armię gen. Józefa Hallera i polskie Orlęta broniące Lwowa.

2) wysiłek cywilizacyjny kreowany poprzez pracę organiczną i tworzenie podstaw gospodarczych dla rozwoju ziem polskich, organizowanie banków, spółdzielni, budowę fabryk i walkę z wywłaszczaniem polskiej własności. Najbardziej znani działacze to książę Ksawery Drucki Lubecki, ks. Stanisław Staszic, ks. Piotr Wawrzyniak, Hipolit Cegielski, Franciszek Stefczyk, Stanisław Skarbek i tysiące lokalnych działaczy społecznych niewyobrażających sobie życia w bierności. Wielu z nich po ukończeniu zagranicznych uczelni, zamiast „karier urzędniczych”, wybrało los tułaczy pracujących nad pogłębieniem świadomości i zachowaniem tożsamości polskiego ludu.

3) wysiłek dyplomatyczny i polityczny zainicjowany przez księcia Ada­ma Jerzego Czartoryskiego na emigracji i margrabiego Aleksandra Wielopolskiego w kraju, jako próba rozbicia sojuszu prusko-rosyjskiego poprzez zbli­żenie Polaków i Rosjan. Zakończył się on wielkim sukcesem Romana Dmow­skiego i Ignacego Paderewskiego na Konferencji Wersalskiej w 1919 r. Pol­ska znalazła się w obozie zwycięzców I wojny światowej i brała aktywny udział w tworzeniu nowego ładu powojennej Europy. W skład delegacji polskiej na tę konferencję wchodził również trzeci wielki patriota, Władysław Grabski, dzięki któremu Polska została zwolniona z wszelkich zobowiązań finansowych zaciągniętych przez mocarstwa zaborcze.

4) wysiłek duchowy twórców kultury – świadczy o nim przebogata spu­ścizna literacka pisarzy i poetów, takich jak: Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki, Cyprian Kamil Norwid, Aleksander Fredro, Zyg­munt Krasiński, Maria Konopnicka, Eliza Orzesz­kowa, Bolesław Prus, Włady­sław Reymont, Henryk Sienkie­wicz, Stanisław Wyspiański, Adam Asnyk i wielu innych. Muzy­kę wówczas tworzyli: Fryderyk Chopin, Stanisław Moniuszko, Karol Szymanowski i Henryk Wieniawski. W tym czasie po­wstały także dzieła wybitnych polskich malarzy: Piotra Michałowskiego, Józefa Chełmońskiego, Artura Grottgera, Jacka Mal­czewskiego, Jana Matejki i Stanisława Wyspiańskiego. Podczas zaborów podejmowano liczne nicjatywy, nieocenione dla polskiej nauki i kultury, takie jak Towarzystwo Przyjaciół Nauk, Towarzystwo Zachęty Sztuk Pięknych, zakładano biblioteki, teatry i filharmonie.

5) wysiłek polskich rodzin – w XIX wieku, mimo niesprzyjających warun­ków materialnych i represji, ludność polska przeżywała bardzo dynamiczny przyrost. W latach 1850-1910 liczba Polaków w zaborze rosyjskim wzrosła o 173%, w zaborze pruskim o 61%, austriackim o 85%. Cechą cha­rakterystyczną polskiej społeczności w tym okresie była głęboka religijność, która zrosła się na stałe z tradycyjną polską kulturą i obyczajowością. Pomimo antyreligijnej polityki zaborców katolicyzm polski pozostał zjawiskiem masowym, aż do dnia odzyskania niepodległości.

Najważniejszym bowiem fundamen­tem naszej narodowej tożsamo­ści jest nierozerwalny związek religii i polskości. Od ponad ty­siąca lat chrześcijaństwo determinuje życie zbiorowe Polaków. W czasach pokoju staje się źró­dłem inspiracji do rozwoju kul­tury, sztuki, działalności chary­tatywnej, pracy na rzecz dobra wspólnego. Natomiast w cza­sach niewoli i zagrożeń religia zawsze była elementem spajają­cym naród i wyzwalającym ukryte pokłady sił duchowych, które pozwalały przetrwać najcięższe chwile i mieć nadzieję wbrew rozsąd­kowi. Kościół, z polskimi kazaniami, pieśniami i modlitwą był w czasach niewoli instytucją narodową, w której przetrwała nasza kultura i idea nie­podległości. Orzeł biały i krzyż stały się symbolami uświęconymi krwią i zarazem największymi wartościami narodowymi.

Warto o tym przypomnieć zwłaszcza dziś, gdy po niedawnym absurdalnym wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka nakazującym zdjęcie symboli religijnych w postaci krzyży ze szkół we Włoszech, również i u nas odezwały się głosy przedstawicieli prawdziwie rewolucyjnego ducha postępu, którzy chcieliby zniknięcia znaku krzyża z przestrzeni naszego życia publicznego. Dlatego w tym kontekście należy przypomnieć postać polskiego Żyda Michała Landy, który 8 kwietnia 1861 r. wyszedł z domu, by wziąć udział w patriotycznej manifestacji ludu Warszawy. Dołączył do jednej z procesji. Zakonnik niosący w niej krzyż został raniony przez rosyjskich żołnierzy. Upadający krzyż z wizerunkiem Chrystusa, który zgorszeniem jest dla żydów, a głupstwem dla pogan podniósł i ujął w ręce uczestniczący w procesji młody Żyd Michał Landy. Uniósł go w górę zaledwie na chwilę, gdy – według jednej relacji – cięty pałaszem, zaraz także upadł, według innej relacji – padł trafiony kulą, gdyż wzniósł Krzyż Polaków ponad głowy mordowanego ludu Warszawy.

Elity polskie przełomu XIX i XX wieku posiadały pełną świadomość, iż umiłowanie Boga, wolności i Ojczyzny to wartości stanowiące filary tożsamości narodu polskiego i źródło jego siły. Najwybitniejsi synowie polskiej ziemi i jednocześnie twórcy niepodległej Polski na tych wartościach budowali swój program walki o wolną Polskę. Ignacy Paderewski streścił go w tych słowach: Nie dać się ruszyć z ziemi, z wiary, z języka, z ducha polskiego. Stać murem, aż przyjdzie wyzwolenie” To wyzwolenie przyszło realnie w listopadzie 1918 roku.

Na takich fundamentach budowaliśmy naszą przeszłość. Kolejna rocznica odzyskania niepodległości staje się wyzwaniem do kontynuacji tego dzieła. Na kanwie tamtej niepodległości zdolni byliśmy przetrwać drugowojenną okupację i choć okaleczeni obronić także swoje oblicze w starciu z komunizmem. To wyzwanie staje się dziś wielce palące. Bo z bezpośrednio doświadczalnych obserwacji może wynikać, że powodzi się nam nawet i coraz lepiej, jednakże nasz niepokój musi budzić to, co nazwałbym wypłukiwaniem wnętrza właśnie z owych wartości i zasad, o których wyżej rozważaliśmy. Ze zdobyczy minionych pokoleń nie tylko naszych, ale i europejskich przejęliśmy wypracowane wówczas instytucje i urządzenia społeczne, które dziś pozwalają kierować państwem i mniejszymi społecznościami państwo stanowiącymi. Chociażby demokratyczną zasadę trójczłonowości władzy: władzy ustawodawczej, wykonawczej, sądowniczej i innych władz.

Jednakże z całym naciskiem trzeba powiedzieć, że w myśli Twórców tych koncepcji kryło się to, że instytucje te, jako coś zewnętrznego, będą wypełnione wewnętrzną treścią nie zawsze spisaną, tzn. moralnością, szlachetnością, uczciwością, poświęceniem, stylem, smakiem, poczuciem służby u tych, którzy władzę tę będą sprawować. Zapewne dziś „Ojcowie Założyciele” tych instytucji przewracają się w grobie widząc, jak całe to wnętrze wyparowało, stało się puste i zostały jedynie zewnętrzne szkielety. Wyparowało gdzieś dobro Ojczyzny, nie umiemy jasno określić, na kogo mamy wychowywać młode pokolenie. To, co w indywidualnych przypadkach musi być ocenione jako zło: gwałt, przemoc, maltretowanie słabszych, perwersja, bardzo często w publicznym przekazie służy jako zabawa. Stajemy bezradni i bezsilni wobec tych, którzy w imię wolności słowa drwią nawet z największych świętości. Życie na co dzień staje się bezideowe, banał zaczyna męczyć i dusić.

Przyznacie, że jesteśmy już znudzeni aferami w naszym kraju. I zirytowani, bo w sejmie pracuje kilka komisji śledczych, wciąż więcej, które niczego nie są w stanie wyjaśnić. Ciągle dowiadujemy się o czymś nowym w polityce, w gospodarce, w ochronie zdrowia, w szkolnictwie niższym i wyższym. Za każdym razem, gdy nie wiadomo, o co chodzi, okazuje się, że chodzi o duże pieniądze, których brakuje. Nie lubię podczas kazań szerzyć czarnowidztwa, ale, przyznacie, że życie wokół nas robi się coraz bardziej szare. Ktoś trzyma w ręce wiaderko z czarną farbą, inni łapią za pędzle i malują nasz świat w czarno-szarych odcieniach.

Może czas się przebudzić. Może czas zobaczyć, że demokracja była wspaniałym sposobem współistnienia dla ludzi, ale ludzi odpowiedzialnych za czyny i słowa, a czasy takich dinozaurów mijają. Teraz nadchodzi pokolenie „kopiuj-wklej”. Bezmyślnie kopiuj z telewizji, wklej do życia, kopiuj z gazety, wklej do poglądów. Kopiuj z reklamy, z muzycznych idoli, z internetu, a wklej, nawet jeśli nie powstanie nic sensownego, tylko kolaż, abstrakcyjna wydzieranka przeciwstawnych elementów. W dobie, gdzie techniki manipulacji wykłada się na wyższych studiach, a sztaby ludzi kreują wizerunki politykom, gdzie telewizyjne informacje są modelowane przez rzekomo niezależnych dziennikarzy według wzorca ideowego preferowanego przez właściciela stacji, demokracja staje się coraz bardziej demagogiokracją i w tej postaci traci rację bytu.

Szkoda, że u początków niepodległej III Rzeczypospolitej, wtedy, gdy wszyscy myśleliśmy o demokracji, nie słyszeliśmy, że Jan Paweł II w czasie swojej pielgrzymki w 1991 r., także tu w Białymstoku, mówił nam o Dekalogu. Chcieliśmy tylko słyszeć „Solidarność” i „wolność”, a nie usłyszeliśmy: „wierność!”.

Gdybym miał odpowiedzieć na pytanie: „No to co zamiast takiej demokracji? Jako katolik i kapłan odpowiedziałbym: to co legło u podstaw naszej państwowości w 966 roku, czyli EWANGELIZACJA!

W pomnik Trzech Krzyży przy Stoczni Gdańskiej wkomponowane są słowa z Psalmu 29, w przekładzie Czesława Miłosza: Pan da siłę swojemu ludowi, Pan da swojemu ludowi błogosławieństwo pokoju (Ps 29 [28], 11). Wydaje mi się, że w tych słowach możemy odnaleźć klucz do zrozumienia tego, co wydarzyło się przed dziewięćdziesięciu jeden laty, a także tego, co przeżyliśmy w tych wszystkich minionych latach.

Dzieje człowieka na ziemi naznaczone są jego mądrością, wiarą, nadzieją i miłością. Niestety, naznaczone są również głupotą, egoizmem i przemocą, cierpieniem i złem. Naznaczone są grzechem. W takie właśnie dzieje wkroczył Jezus Chrystus, Syn Boży, Syn Maryi, Bóg-Człowiek. To On utożsamił się z naszym losem. To On przyjął na siebie to wszystko, co najtrudniejsze w naszym życiu, aby przez swoją krzyżową śmierć i zmartwychwstanie odmienić nasz los i przywrócić nas do życia – do pełni życia, które nigdy nie zazna kresu.

Każdy człowiek, każda wspólnota i każdy naród może przetrwać i ocalić swój los, jeżeli zwiąże się z Jezusem Chrystusem. Jeżeli przyjmie Jego program zapisany w Ewangelii. Jeżeli u Niego będzie szukać „siły”. Jeżeli u Niego uzyska „błogosławieństwo pokoju”. Każda inna droga prowadzi do nikąd.

I dlatego twierdzę, że naszym zadaniem jest konsekwentne podążanie za słowami Jezusa Chrystusa, tak dobitnie powtarzanymi nam przez Sługę Bożego Jana Pawła II: „wypłyń na głębię” – odkryj całą pełnie swojego człowieczeństwa w podążaniu za Jezusem Chrystusem. Buduj cywilizację wiary, nadziei i miłości. Buduj cywilizację wolności uzyskanej przez Prawdę.

Chrześcijaństwo to nie kucyk, osiodłany, w uprzęży, wędrujący wokół palika, za pieniążka gotów przewieźć dzieciaka w kółeczko. To dziki tarpan, któremu uzda jest obca, a tylko Wiatr – ożywczy powiew Ducha Świętego podpowiada kierunek. Galopuje po połoninach wolności, a pasie się na łąkach prawdy. Chrześcijaństwa nie da się osiodłać i wprzęgnąć w jarzmo ludzkich oczekiwań, nie jest wierzchowcem ani demokracji, ani kapitalizmu. Ono samo w sobie nosi swój sens i cel i nie szuka go poza sobą. Chrześcijaństwo jest Chrystusa!

Pięknie – może ktoś powiedzieć – ale to mrzonki. Na ludzki rozum – tak. Jak jednak pokazuje doświadczenie ten, kto szuka Prawdy każdego dnia, kto żyje w przyjaźni z Prawdą i w świadomości Prawdy podejmuje swoje działania, uzyskuje moc przemiany serc. A czyż nie przemiany serc właśnie potrzeba by zmienił się świat? By zmieniła się Rzeczpospolita?

Bez poszanowania zasad moralnych, bez minimalnej choć dozy świętości nie może istnieć normalne życie społeczne. Na nic się zdadzą wszystkie komisje, jeśli nie odbudujemy naszych sumień, jeśli... Jeśli nie zaczniemy na ziemi budować nieba.

Chrześcijanie mają program nakreślony kiedyś przez Jezusa – to odczytane przed kilkoma minutami Osiem błogosławieństw. Jezusowi nie chodzi o ludzi zahukanych, przestraszonych. O ludzi, którzy stanęliby z boku i co najwyżej płakali, że jest źle. Owszem, to początek: smutek i płacz na widok zła panoszącego się w w Ojczyźnie i w świecie: Błogosławieni smutni..., – mówi Jezus – błogosławieni cisi.., błogosławieni, którzy pragną sprawiedliwości... Ale Jezus mówi dalej: Błogosławieni miłosierni, błogosławieni czystego serca i czystych rąk, błogosławieni, którzy wprowadzają pokój. A to wszystko nawet za cenę prześladowania. To już nie ludzie przestraszeni. To ludzie czynu: aktywni, zaangażowani, twardzi, zdecydowani, energiczni, odważni. Odważni w dobrym. Takich ludzi potrzebuje Polska: od posłów i senatorów w Warszawie, przez najmniejsze nawet wioski, aż po nas tu, w Białymstoku.

Aktywność musi zaczynać się w rodzinie. Każdy domownik powinien wiedzieć, co do niego w domu należy. Każdy domownik także dzieci. Tu początek odpowiedzialności za wspólne sprawy. Z przerażeniem patrzę na bierność dzieci. Na wyręczanie ich przez babcie i mamy. Na zdejmowanie z nich nawet najmniejszych obowiązków.

Aktywność musi dotyczyć najbliższego kręgu zamieszkania. To nie administracja, to nie właściciel, to nie prezydent miasta, to nie sąsiedzi: to ja tu mieszkam i chcę dbać o wszystko. I o porządek, i o wygląd. I o kulturę, i o zabawę dzieci. W każdym z tych obszarów jest wiele do zrobienia. Nie gdzieś tam – ale u nas, na osiedlach, w naszym mieście, w całym środowisku. Tak jakby od kilku lat coś drgnęło. To cieszy. Ale to zaledwie drgnęło. Do zrobienia jeszcze wszystko.

Aktywność musi dotyczyć najpierw wartości moralnych i religijnych: muszę umieć stanąć w obronie prawdy. Muszę umieć odpowiedzieć oszczercom, prześmiewcom i plotkarzom uprawiającym szeptaną propagandę. Muszę umieć rozmawiać o swej wierze i przekonaniach, o Bogu i o sumieniu. – To też aktywność.

Aktywność musi dotyczyć życia społecznego. Czy to udział w wyborach każdego szczebla. Czy to udział w spotkaniach parafialnych, zebraniach związkowych, klubowych, osiedlowych z odpowiedzialną troską o całość naszych spraw. Z zebrań i narad muszą wyrastać przedsięwzięcia. Potrzebna przynależność do różnych ruchów, stowarzyszeń, związków, organizacji, politycznych partii, aby wspólnie z innymi mieć większy wpływ na kształt dobra w naszym życiu.

Możemy się zrzeszać, walczyć o swoje prawa, wydawać prasę, prowadzić strony internetowe, krytykować i proponować alternatywy, zgłaszać obywatelskie projekty ustaw, stosować jakże skuteczny bojkot konsumencki. Warunki do swobodnego działania mamy najlepsze w historii. Technika umożliwia nam natychmiastowy kontakt, praktycznie w każdym miejscu. Wystarczy tylko chcieć się zorganizować, by stać się skutecznym. A tego, jako Polacy, wciąż nie potrafimy lub nie chcemy. Zamiast łączyć się, oddajemy pole innym, którzy za nas urządzają nam nasze życie. W imię świętego spokoju nie uczestniczymy w wyborach, „bo i tak nic się nie zmieni”. Mając w ręku róg, jako społeczeństwo, wciąż wybieramy sznur...

Dlatego na zakończenie pragnę przywołać słowa naszego poety Adama Asnyka. Strofy, które choć pisane w innej rzeczywistości oraz czasie mogą być wezwaniem skierowanym również i do nas:

Miejcie odwagę!... Nie tę jednodniową,

Co w rozpaczliwym przedsięwzięciu pryska,

Lecz tę, co wiecznie z podniesioną głową

Nie da się zepchnąć ze swego stanowiska.

Miejcie odwagę... Nie tę tchnącą szałem,

która na oślep leci bez oręża,

Lecz tę, co sama niezdobytym wałem

Przeciwne losy stałością zwycięża. (…)

Lecz nie przestajmy czcić świętości swoje

I przechowywać ideałów czystość;

Do nas należy dać im moc i zbroję,

By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość.

ks. Zbigniew Rećko