lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
PAŹDZIERNIK
nr 10/2009

Nierozerwalni

Mk 10,2-16

Faryzeusze to żydowskie stronnictwo religijne, którego członkowie mieli skrupulatnie przestrzegać żydowskiego Prawa. Dlatego zostali nazwani „oddzielonymi” (faryzeusz pochodzi od hebrajskiego słowa peruszim, co znaczy oddzielony). Nowy Testament przedstawia ich, prawie zawsze, jako przeciwników głoszonej przez Jezusa doktryny i kultu, wspartych o odmienne postrzeganie roli Prawa w życiu człowieka. Dla przykładu faryzeuszem był ewangeliczny Nikodem (J 3,1) i Szaweł, późniejszy Apostoł Narodów, św. Paweł (Dz 9,1-19).

To właśnie przedstawiciele faryzeuszów przychodzą, w 10 rozdziale Ewangelii według św. Marka do Jezusa. Po co? Nie po prawdę, której Ten był depozytariuszem. Nie po rozwianie wątpliwości, które nagromadziły się w ich świadomości. Przychodzą oni do Jezusa, aby wystawić Go na próbę. Dotyczyła ona możliwości rozwodu. «Czy wolno mężowi rozwieść się z żoną?». «Mojżesz pozwolił spisać dokument rozwodu i oddalić». To prawda. Księga Powtórzonego Prawa wyraźnie określa, że «Jeśli mężczyzna poślubi kobietę i zostanie jej mężem, lecz nie będzie jej darzył życzliwością, gdyż znalazł u niej coś odrażającego, napisze jej list rozwodowy, wręczy go jej, potem odeśle ją od siebie» (24,1). Prawo to pochodziło od Mojżesza. Jezusowi ważniejszym jest prawo Boże, dane człowiekowi w chwili stworzenia: «Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę» (Rdz 1,27); «Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem» (Rdz 2,24). «Tego więc, co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela!» (Mk 10,9). Wynika z tego, że Bóg nie pozwala zrywać związku małżeńskiego. Słowa Jezusa są jasne: każdy rozwód dokonany przez człowieka jest w gruncie rzeczy nieważny, jak również kolejne małżeństwo zawierane po takim rozwodzie jest nieważne i równoznaczne z cudzołóstwem. W tym konkretnym przypadku Jezus unieważnił dawny przepis ludzki, a nadto orzekł, że małżeństwo z Bożego postanowienia jest nierozerwalne. W ciągu dwóch tysięcy lat swojej historii stworzono piękne obrazy nierozerwalności małżeństwa: niepodzielna Trójca Święta, czy też jedność Chrystusa i Kościoła.

«Kiedy wreszcie Kościół uzna rozwody? Tylu katolików się rozwodzi». To pytanie, uzasadnione ilością rozbitych małżeństw (w Polsce ponad 26%, a w wielu innych krajach ponad połowa) mówi o dokonującym się wielkim złu, którego Kościół nigdy nie może zalegalizować, bo został założony po to, by bronić dobro (zupełnie czym innym jest stwierdzenie przez Kościół nieważności zawartego małżeństwa). W przeciwnym razie podobnie należałoby postąpić z innymi przejawami zła: dlatego, że wielu je popełnia trzeba ogłosić, że np. już od przyszłego miesiąca stają się one normą ludzkiego postępowania. A to już niechętnie byśmy zaakceptowali. To prawda, za każdym rozwodem kryje się dramat człowieka: żony, męża, dzieci i ich dzieci. Dlatego Kościół tak bardzo stoi na straży jedności i nierozerwalności małżeństwa. Ci zaś, którzy doświadczyli dramatu rozwodu, jeśli tylko chcą mogą znaleźć w Kościele wsparcie poprzez włączenie się choćby w proponowaną formację małżeństw niesakramentalnych.

W lipcu byłem na pięknych rekolekcjach rodzin. Poznałem wielu wspaniałych małżonków, pięknie wychowane dzieci. Czy nie przeżywają rodzinnych, małżeńskich problemów? Czy niejednokrotnie nie idą pod wiatr? Bynajmniej! Do późnej nocy potrafili mówić o swoich porażkach i zwycięstwach, o smutkach i radościach, o zranieniach i przebaczeniach. Swoistym refrenem wszystkich świadectw była moc płynąca z łaski sakramentu. Każdej wypowiedzi słuchałem, jak wytrawnego rekolekcyjnego kazania, bo wspartego o doświadczenie, o życie. Potwierdziły mi one, że w małżeństwie musi przestać istnieć „ja” i „ty” na korzyść „my”; że w małżeństwie mąż i żona nie służą sobie nawzajem, ale małżeństwu; że nie ma małżeńskiego szczęścia bez przebaczenia; że prawdziwą miłość małżeńską można zbudować jedynie na ofierze; że w małżeństwie trzeba zaufać Bogu i przed Nim wspólnie stawać na modlitwie o trwałą miłość, że ta modlitwa musi być w prawdzie, co zakłada też wypowiadanie swoich smutków, a także i pretensji do Boga. W ten sposób utrwala się małżeńską nierozerwalność. Tak jedność małżeńska nabiera podobieństwa do swojego Stwórcy, który w zamyśle swoim chciał, aby dwoje stanowili jedno. Tej jedności człowiek niech nigdy nie rozdziela.

ks. Radosław Kimsza