lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
WRZESIEŃ 2009
nr 9/2009

„Mój rok 1944” ks. Stanisława Strzeleckiego

„Ocalić od zapomnienia”, to motyw i zarazem przesłanie książki Mój rok 1944 ks. infułata prof. Stanisława Strzeleckiego. Memuarystyka polska dzięki tym wspomnieniom, wzbogacona zostaje o bardzo znaczące, wartościowe dzieło. Autor odtworzył w nim obraz swojego rodzinnego oraz nieco szerszego świata, w którym przebiegało jego dzieciństwo. Pisze swoje wspomnienia z perspektywy ówczesnego dwunastolatka, skupiając się przede wszystkim na przełomowym 1944 roku, niosącym ze sobą tragedie rodzinne i bolesne doświadczenia II wojny światowej. Jak sam pisze: „W tym jednym roku, obejmującym nie tylko dni kalendarza oznaczonego kolejną liczbą, lecz będącym swego rodzaju syntezą czasu wojny, działo się bardzo dużo. Przedstawiony kilkuletni okres mojego życia poprzedza i niejako wprowadza w ten właśnie Mój rok 1944, w którym skupiają się najważniejsze wydarzenia z lat wojny, jakie przeżyłem szczególnie mocno. Przeżycia z owego roku, które tak mocno odcisnęły się w mojej pamięci, musiały zostawić jakiś ślad na duszy, a myślę, że także w jakiejś mierze ukształtowały mnie samego”. Wspomnienia w swojej zasadniczej części zamykają się pod koniec stycznia 1945 roku. Wychodzą poza rok tytułowy, nieco go przedłużając. Przyjęte ramy czasowe stały się więc nieco elastyczne i zawarta w nich treść tworzy pewną całość.

Autor urodził się w Grodnie, gdzie mieszkali po ślubie jego rodzice Stanisław i Jadwiga z Moniuszków Strzeleccy oraz nieco starsza siostra, Halina. Gdy przyszedł na świat (16 października 1931 r.), ojciec zmarł kilka tygodni wcześniej. Miał zaledwie kilka miesięcy, gdy jego, mamę i siostrę, zabrali do Sławna w Sokólskiem dziadkowie – Ignacy i Marianna z Kaczanowskich, Moniuszkowie. Dziadkowie posiadali średniej wielkości gospodarstwo rolne. Staś zamieszkał tam na sierocym chlebie, pod jednym dachem z dziadkami, ciotką i czterema wujkami.

Tak, jak wielu mieszkańców wschodnich ziem II Rzeczypospolitej, Autor doświadczył ogromu cierpienia i okrucieństwa okupacji – sowieckiej w okresie 1939-1941, niemieckiej lat 1941-1944 i ponownie sowieckiej od 1944 roku. Kreśląc swoje bardzo osobiste wspomnienia sprzed ponad sześćdziesięciu lat, stara się odtworzyć głównie rzeczywistość 1944 roku, przybliżyć w małym fragmencie historię i losy swojej rodziny i przyjaciół uwikłanych w codzienną walkę o przetrwanie. Jak sam podkreśla: „Nie wymyśliłem jej, ani nie miałem na nią wpływu. Ona sama kształtowała mój ówczesny świat myśli, wyobraźni i przeżyć. Czasy, ludzie i wydarzenia, o jakich piszę, nie są wytworem mojej fantazji, realizacją założeń i celów literackich, lecz stanowią tworzywo historii mojego życia”.

Zaskakująca i godna podziwu jest pamięć Księdza Infułata. Sam dziwi się, że zapamiętał aż tyle szczegółów: „Może dlatego, że byłem ciekaw ludzi, którzy coś nowego wnosili w nasze życie. Może i dlatego, że nadal szukałem podświadomie ucieczki od swoich lęków, które zakradały się w chwilach monotonii i bezczynności. Wartki strumień życia pozwalał je wyeliminować, zostawić za sobą. Nic dziwnego, że tam, gdzie coś się w pobliżu działo, nie mogło mnie zabraknąć (…) Moje oczy, uszy i pamięć rejestrowały otaczającą rzeczywistość, wypierając tragiczne obrazy, wspomnienia i myśli. Liczyłem już sobie trzynasty rok życia, miałem sprawne ręce i nogi, jak też głowę, która potrafiła myśleć, domyślać się, kombinować na swój sposób i nieraz coś sensownego wymyślić”.

Mój rok 1944, to fascynująca książka, którą można określić frazeologicznie, jako dwa w jednym. Jest to z jednej strony autorska refleksja i subiektywne wspomnienia z autopsji, które są zarazem pewnym rozliczeniem przeszłości. Dotyczą one lat dzieciństwa i wczesnej młodości spędzonych w rodzinnym Sławnie. Z drugiej zaś strony mamy udaną próbę przedstawienia skomplikowanych realiów wojennych, działalności podziemia niepodległościowego oraz życia codziennego polskiej rodziny, doświadczonej przez wojnę i dwojaką okupację. Autor przywołuje z pamięci obrazy bliskich sobie ludzi i społeczności, żołnierzy Armii Krajowej, a także złych i dobrych żołnierzy sowieckich. Wielkie bogactwo stanowią obszerne relacje dotyczące tradycji, zwyczajów świątecznych i różnorodne opisy fauny, flory, zmieniających się pór roku, dziecięcych zabaw, przydomowego ogrodu czy sklepu. Nie ulega wątpliwości, iż dotykamy tutaj sfery nie tylko historycznej, etycznej i estetycznej. Dotykamy i doświadczamy tego, co już przeminęło, co już niestety… nie istnieje.

Miejscowość Sławno, położona na pograniczu Białostocczyzny i Grodzieńszczyzny, stała się świadkiem zmagań dwóch wielkich antagonistycznych totalitaryzmów. Znamienny dla nich stał się rok 1944, który po wielu tragediach, mordach i wywózkach, przyniósł długo oczekiwane wyzwolenie spod okupacji niemieckiej. Jednocześnie, wraz z przyjściem „wyzwoleńczej” Armii Czerwonej, mieszkańcy, zwłaszcza związani konspiracyjnie z Armią Krajową, musieli się ukrywać, doświadczali kolejnej fali represji. W tym tytułowym roku dokonały się doniosłe przemiany polityczne, niosące ze sobą straszliwe następstwa dla Polski. Symboliczna cezura w świetle wspomnień wydaje się stanowić apogeum II wojny światowej. Eksterminacja i masowe aresztowania najbardziej aktywnych i twórczych jednostek społeczności polskiej nie ominęły także rodziny, licznych krewnych, sąsiadów i przyjaciół Autora. Dnia 17 marca 1944 roku, podczas napadu bandy na dom rodzinny w Sławnie, został śmiertelnie postrzelony Antoni Moniuszko – wujek Księdza Infułata. Po tym tragicznym wydarzeniu, dwunastolatek ogarnięty koszmarem niepokoju, nurtującego lęku i pragnieniem ucieczki, musi zdawać trudny egzamin życiowy.

Pośród wielu różnych osób, ukazanych w obszernym zapisie wspomnień, dominuje świat, który możemy utożsamiać z dziejami i tradycjami ziemi podlaskiej, doświadczonej niejednokrotnie wrogimi najazdami. Przez Sławno przewinęło się w tym czasie wiele jednostek wojskowych, zmieniały się tylko grupy żołnierzy w sowieckich lub hitlerowskich mundurach. Na szczególne podkreślenie zasługują takie postacie, jak chociażby marszałek Żukow, przebywający w domostwie na rekonwalescencji sowiecki pułkownik Kościewicz oraz żołnierze struktur AK, jak por. Antoni Obiedziński ps. Górny i por. Stanisław Kot ps. Szczapa.

Autorowi udało się w książce w trafny sposób przedstawić specyfikę niepodległościowej działalności Polskich Sił Zbrojnych, na przykładzie poznanej konspiracyjnej komórki Armii Krajowej. Barwny fragment wspomnień ukazuje godny podkreślenia fenomen i przedziwną symetrię. Tak się złożyło, iż pod jednym dachem wiejskiej chaty Księdza Infułata, pracowały równocześnie dwa zwalczające się ideologicznie obozy polityczne. Oba miały identyczny skład osobowy, podobny charakter i narzędzia pracy – posiadały czarne maszyny do pisania. Jedni i drudzy należeli do formacji wojskowych – jedni do jawnej, drudzy do ukrytej. Sąd wojskowy Armii Czerwonej pracował oficjalnie w dzień, zaś trzyosobowa komórka Armii Krajowej, konspiracyjnie w nocy. Powyższe wspomnienia potwierdzają, iż pomimo represji na terenach zajętych przez Sowietów w 1944 roku, działały struktury organizacyjne AK, które stawiły opór sowietyzacji kraju i kontynuowały działalność niepodległościową w warunkach nowej komunistycznej okupacji.

Czytając tę książkę, wyczuwamy pewną ostrożność Księdza Infułata w ocenianiu ludzi, ich postaw, formułowaniu ocen. Przecież już na drodze swego dzieciństwa spotykał tylu różnych ludzi – Polaków, Niemców, Sowietów i przedstawicieli innych nacji – dobrych i złych, ciekawych i pospolitych. Wydaje się też, że nie wszystko nam do końca opowiedział, że pewne sprawy i wydarzenia przemilczał lub uznał może za mniej ważne. Stąd odczuwa się w nas pewien niedosyt, chęć szukania odpowiedzi na liczne, rodzące się podczas lektury pytania… Stąd myśl o osobistym spotkaniu z Autorem i wysłuchaniu Jego dokładniejszych wypowiedzi – odpowiedzi na nurtujące refleksje i pytania…

Cenny skarbiec ubogacający książkę stanowią źródła ikonograficzne w postaci licznych zdjęć i fotokopii obrazów ks. kan. Henryka Błaszczyka. Fotografie pochodzą ze zbiorów rodzinnych Autora, natomiast obrazy znajdują się w białostockim seminarium duchownym. „Jakże dziś cenne są tamte amatorskie, stare, pożółkłe fotografie. Ile postaci, zdarzeń i nastrojów potrafiły utrwalić, zachować i przekazywać z pokolenia na pokolenie. Ile przywołują i ożywiają wspomnień, które bez nich już nigdy nie doszłyby do głosu, pozostając przykryte coraz grubszą warstwą popiołu niepamięci” – pisze Autor.

Ksiądz Infułat napisał książkę, która jak sądzę, nie tylko dla rodziny, kręgu znajomych i przyjaciół oraz mieszkańców Białostocczyzny, stanowić będzie pasjonującą lekturę. W sposób szczególny godna jest polecenia młodemu pokoleniu czytelników, aby mogli poznać autentyczne świadectwo bardzo młodego człowieka uwikłanego w wir przełomowych dla dziejów Polski wydarzeń. Pamiętać także należy o historykach, dla których takie wspomnienia stanowią kolejny, bezcenny i inspirujący dokument. Jego wartość polega nie tylko na rzetelnej faktografii ale i na pięknie formy i języka. Dzięki tym walorom książkę czyta się nie tylko z pożytkiem, ale i z przyjemnością.

Czy da się przywołać miniony czas…?

Gdybyś potrafił Księże Infułacie Stanisławie biec marzeniami w przeszłość? Zatrzymać wszystko… Czujesz tęsknotę… Za Polską swoich lat dziecięcych.

Nad Podlasiem pięknym już gwiazd nie było… Zgasły słoneczne promienie. Tam ludzie ginęli! Twoja Księże najbliższa rodzina. Ogień wypalał blaski… Przerażone oczy dziecka, serce bijące… Krzyki nadziei! Chcieli przeżyć! Aniołowie załamali ręce, zasmuceni okrucieństwa widokiem, czarną skrzynię popiołów! W oczach był strach, zamarłe ciało i płacz. Ale Księże Jesteś! Żyjesz!

Strach… gorycz… ból… Przeminęły jak zwykły dzień. Cieszysz się życiem, takim jakie jest… Bo warto! Rok 1944, to kropla czasu… Biegniesz myślami w przeszłość i piszesz… Wszystko potomnym. Twoje myśli przenikają drżeniem serca.

Księże Infułacie przekazałeś najwspanialszą lekcję życia. Ukazałeś świadectwo wiary, nadziei i prawdy. Wędrowcze Dostojny! W Twoich słowach są wartości… Sprawiedliwość, męstwo, pokój i przebaczenie. To Bóg kochający sprawił, że Masz taką siłę. Zapaliłeś lampę tamtych lat! Idziesz drogą, którą wyznaczył Najwyższy…

Lecz czas, tak szybko mija… Wspomnienia pisane Twoją dłonią pozostaną na zawsze…

Krzysztof Pogorzelski

Ks. Stanisław Strzelecki, Mój rok 1944. Wspomnienia dwunastolatka, Wydawnictwo BUK, Białystok 2009, 366 s.

Książka jest do nabycia w Biurze Radia Maryja przy kościele św. Wojciecha oraz w księgarni parafialnej przy kinie TON. Dochód z jej sprzedaży Autor przeznaczy na pokrycie kosztów trzech witraży w jednym z okien białostockiej bazyliki archikatedralnej.