lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
WRZESIEŃ 2009
nr 9/2009

Deo gratias

W pierwszą rocznicę beatyfikacji ks. Michała Sopoćki

Dziękujmy Bogu, za bł. ks. Michała Sopoćkę, który staje się bardziej znany i kochany przez cały chrześcijański świat. To dzięki Jego otwarciu na osobę św. Faustyny oraz wkład intelektualny i cierpienie osobiste, Bóg przypomniał ludzkości ewangeliczne Orędzie Miłosierdzia, które broni przed rozpaczą, budzi w sercach nadzieję i buduje cywilizację miłości. Ten miesiąc, wrzesień, w którym świętujemy pierwszą rocznicę beatyfikacji ks. Michała, każe nam szczególnie spojrzeć na postać tego męża opatrznościowego, który odegrał wielką rolę w pogłębieniu kultu Miłosierdzia Bożego. Przyglądając się jego życiu możemy dojrzeć, jakimi drogami był prowadzony przez Ducha Świętego; jakimi drogami szedł, ile musiał zapłacić, żeby nadążyć za wezwaniami łaski Bożej, by stać się gotowym narzędziem Bożym, i pozwolić, aby dzieło jego miłosierdzia dopełniło się według Bożych zamiarów. Dziś już wiemy, że szedł ufnie drogą, którą Chrystus mu wyznaczył; nie skracał jej ani nie upraszczał, sam siebie upominając: „a teraz czuwaj, módl się i pracuj, by ziemia nie zburzyła w tobie tęsknoty za niebem”.

Wiemy, że ks. Michał zrobił wszystko, by daną mu misję jak najlepiej wypełnić. Dziś tę misję prowadzi z nieba. Wiele się natrudził, wiele wycierpiał, ale jego trud nie poszedł na marne. Kult Bożego Miłosierdzia rozszerza się na całym świecie, jak „ogień na stepie”. Miłosierne Serce Boże pozyskuje nowe rzesze czcicieli i apostołów. Bądźmy także nimi i my. Od niego możemy uczyć się jak być apostołami tego dzieła. Jego przykład niech pobudza nas do gorliwości w głoszeniu i świadczeniu Bożego Miłosierdzia; to z jego osobistych rozważań o Bożym Miłosierdziu rodziło się wielkie zawierzenie Bogu; całkowita, bezkompromisowa ufność wbrew wszystkim ludzkim uprzedzeniom, niepowodzeniom czy zahamowaniom. Ta ufność wyrażała się w jakże często powtarzanym akcie: „Uwielbiony Bóg w Trójcy i Miłosierdziu!”. Ten akt, to jego spontaniczna odpowiedź na Miłosierdzie – Miłosierdzie Boga Ojca, które objawia nam i niesie Jego Syn, a które urzeczywistnia się w Kościele przez Ducha Świętego. Miłosierdzie Boże nosi imię Jezusa. Jezus umacniał go nieustannie. On, Święty, stawał przy nim, i przez Ducha Świętego mówił wprost do jego serca; stał ze swoim zranionym bokiem i z ranami na dłoniach i stopach – Jezus, ten Ukrzyżowany, ten Zmartwychwstały, ten Miłosierny. Wierzył, że każde spotkanie z Jezusem uczyni go tym z ludzi, którzy nie zawiodą Ojcowskiej ufności.

Pomimo szybkiego rozwoju techniki i nauki stajemy w zadumie wobec wielości otaczających nas tajemnic. Mimo że wciąż bada się glob ziemski, kosmos, ciało człowieka to wciąż napotykamy na tajemnice, które trzeba mozolnie wyjaśniać. Trudno poznać człowieka, a co dopiero mówić o poznaniu Boga. „Poznanie Boga oraz wielbienie Go w Jego nieskończonym Miłosierdziu jest największym obowiązkiem i głównym celem człowieka” – stwierdził ks. Sopoćko, dla którego poszukiwanie Boga było drogą, na której tylko ten, kto nią idzie, może zobaczyć i Ojca, i Syna, i Ducha Świętego. Kto wzbrania się do odważnego wejścia na tę drogę, kto chce jedynie patrzeć z boku ciekawymi oczami, kto nie chce się w pełni zaangażować całym swoim życiem, ten nie znajdzie Boga w Trójcy i Miłosierdziu. Tu stajemy wobec największej z tajemnic. Z własnej inicjatywy Bóg wychodzi naprzeciw człowiekowi, uchyla rąbka tajemnicy, objawia się w swoim Synu – Jezusie Chrystusie. Syn zaś objawia Ojca, będącego Początkiem i nieskończoną Miłością oraz Ducha Świętego. Ksiądz Sopoćko poznając Boga, wielbił całą Trójcę. W imię Trójcy podejmował wszelki trud. W imię, to znaczy poddając się Jej mocy i działaniu. To, w imię Trójcy narzeczeni zawierają związek małżeński, w imię Trójcy święceni są kapłani, w imię Trójcy odpuszczane są grzechy. Całemu życiu chrześcijańskiemu towarzyszy Trójca. Te trzy Osoby Boskie są zawsze z nami, idą obok nas, choć często Ich nie rozpoznajemy. Ważne jest jednak trwanie przez łaskę w kręgu działania Osób Boskich. Ono już daje pewien stopień poznania Boga i miłości ku Niemu: tęsknoty, szukania, pragnienia. Prośmy, aby Bóg w Trójcy Jedyny przyjął nas jako swoje dzieci, przyciągnął do siebie przy pomocy Ducha Świętego, abyśmy nie gubili się w drodze, jaka nam została jeszcze do przejścia. W tej tajemnicy wyrażamy wdzięczność Bogu za Jego nieskończoną dobroć, wyrażamy szczere pragnienie, by przez dobre życie chrześcijańskie zawsze podobać się Bogu, stając się w ten sposób żywym mieszkaniem Trójcy Świętej. Mówiąc o Trójcy Świętej dotykamy jednej z największych tajemnic Boga. Warto więc zastanowić się nad tym, czy potrafimy stanąć wobec tej tajemnicy z pokorą. Jak ks. Sopoćko podchodził do tej tajemnicy? Czy potrafił zająć pozycję ucznia, przed którym Wielki Nauczyciel pragnie odkrywać swoją prawdę? Może właśnie w taki sposób stawał przed swoim Bogiem, wsłuchując się w Jego głos, w wielkiej ciszy świątyni, a przede wszystkim w izdebce swojego serca.

„Ze wszystkich doskonałości Boga – pisał ks. Sopoćko – najłatwiej jest poznać Jego Miłosierdzie i przez to samo kochać Go i uwielbiać, a samego siebie uszczęśliwić: ono bowiem «uprzedza nas», towarzyszy nam zawsze i «idzie za nami poprzez wszystkie dni życia naszego»”. Potrzebna jest nam wszystkim szczera, głęboka wiara w tajemnicę Trójcy. Wiara, która będzie kształtować nasz dzień powszedni, nasze życie codzienne, by móc łączyć życie z religią, to co ludzkie – z Boskim, niedziele – z dniem powszednim, a postępowanie – z wyznawanymi zasadami. Tajemnica Boga w Trójcy Świętej każe nam – ochrzczonym w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego, wyznającym Trójcę słowami Składu Apostolskiego i jeszcze na wiele innych sposobów poprzez różne modlitwy – zastanowić się nie tylko nad głębią tego misterium, bo prawdziwe świadectwo, jakie chrześcijanin daje światu, jest możliwe tylko w imię Ojca i Syna i Ducha. To właśnie w tej tajemnicy są ukryte skarby łask, które czynią nas uczniami Chrystusa, solą ziemi i światłem świata... Tajemnicą, przed którą by się chciało uklęknąć, kontemplować ją i razem z ks. Michałem zawołać: „o słońce Boskiego miłosierdzia, oświecaj mnie i rozgrzewaj na każdy dzień życia mego, by światłość łaski Twojej nigdy nie znikła z mej duszy”.

„Uwielbiony Bóg w Trójcy i Miłosierdziu” – uwielbiając Boga padamy przed Nim, ponieważ Bóg jest Bogiem. Nie po to, by o coś prosić, ani coś osiągnąć, nie dla pięknych uczuć, ani spokoju ducha. Wielbiąc Boga nie mówimy o swoich problemach, nie chwalimy się ani nie ganimy siebie; po prostu padamy przed Bogiem, ponieważ On jest naszym Panem. Nie krążymy wokół siebie i swoich problemów, raczej próbujemy popatrzeć na Boga jako na Stwórcę, od którego całe nasze życie jest zależne. W takim wielbieniu Boga tkwi tęsknota, by uwolnić się od nieustannego krążenia wokół siebie i swoich problemów, uwolnić się od pytań, czy jestem zły czy dobry, czy odpowiadam Bogu, czy nie. W modlitwie ważny jest tylko Bóg. On wtedy jest tak blisko, że na dalszy plan schodzi natarczywa bliskość moich trosk i potrzeb. Gdy Boża obecność wszystko wypełnia, nic innego nie ma w nas miejsca. Wielbiąc Boga możemy Go kochać, ponieważ nie pozostał w niedostępnej dla nas odległości, ale wszedł i wchodzi osobiście w życie każdego z nas. Na wiele różnych sposobów Bóg wkracza w nasze życie, pierwszy ku nam wychodzi i puka do naszych serc, pobudzając do odpowiedzi. Modlitwa uwielbienia jest więc darem Boga. Ona stanowi podstawowy warunek wzrostu życia duchowego i świętości. Bez niej człowiek zaczyna „spadać”. Taką modlitwę ks. Sopoćko porównuje do klucza otwierającego skarbiec Miłosierdzia Bożego lub do „fontanny, tryskającej dla wszystkich zdrojami żywota”.

Chciejmy raz jeszcze, za przykładem bł. Michała, oddać się, poddać i uwierzyć Miłosierdziu Trójcy Świętej. W następstwie „poznanie i uwielbienie Boga w Miłosierdziu – jak uczy ks. Michał, ma nas również pobudzić do naśladowania Go w tej doskonałości”. Pragnijmy Miłosierdzie Boże uczynić podstawą naszego życia, a czynienie miłosierdzia wobec bliźnich i wobec siebie zadaniem priorytetowym. Wypełniajmy je nie przez czyny niezwykłe, ale przez nasze zwyczajne życie, wszędzie tam, gdzie nas Pan postawił, wśród szarej, prostej próby codziennych obowiązków, które stają się przez tę postawę miłosierdzia czynami niezwykłymi, wspaniałymi, błyszczącymi i przynoszącymi na ziemi upragniony pokój. Modląc się o kanonizację ks. Michała, prośmy, aby Miłosierdzie Boże było umiłowane, aby Miłosierdziu Bożemu służono, aby miłosierdzie pomiędzy ludźmi stało się powszechnym i obowiązującym prawem. Niech nasze pielgrzymowanie do Jezusa Miłosiernego i do grobu bł. Michała przynosi także i ten owoc, którym jest świętość własna każdego z nas. Pragnijmy, by świętość bł. Michała została potwierdzona uroczystym orzeczeniem Kościoła przez wyniesienie go do chwały świętych w uroczystej kanonizacji. Wtedy jego światłość rzucona w ciemność tego świata będzie świecić jasnym blaskiem i oświecać drogi tych, którzy zechcą iść jego śladami. Obyśmy mieli odwagę, za wstawiennictwem bł. Michała wypowiedzenia Jezusowi wszystkiego; bezgranicznie ufne prośby naszych serc. Niech żadna nie zostanie nie wypowiedziana. Przedłóżmy je wszystkie, zanieśmy je, nie lękając się, że może któraś za wielka i nie do spełnienia. Jezus osądzi, Jezus będzie wiedział, co czynić; to On przez łaskę Ducha Świętego poprowadzi nas do miejsca, z którego będziemy mogli rozpoznać, jakie są zamysły Jego Ojca. „«Jezu, ufam Tobie!» – wołajmy z bł. ks. Michałem – a przez Ciebie ufam Ojcu i Duchowi Świętemu”.

s. Maksymiliana Kroczak, ZSJM