lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
MARZEC 2005
nr 3/2005

Palestyńska karmelitanka (III)

Siostra Maria należała do grupy sióstr konwersek prowadzących dom. Ta kategoria zakonnic istniała wówczas w większości Zgromadzeń, co wynikało z tego, że część wstępujących do klasztoru dziewczyn nie posiadała żadnego wykształcenia, a często także wymaganego posagu. Kapituła Karmelu w Pau doszła jednak do przekonania, że Palestynka wyróżniona przez Boga nadprzyrodzonymi darami marnuje się w kuchni. Postanowiła więc, iż będzie ona odtąd należała do tzw. chórzystek, które o różnych porach dnia recytują razem psalmy. Ponieważ nie umie czytać, pobiera codziennie lekcje francuskiego i łaciny, niestety bez większych rezultatów. Na swoją usilną prośbę wraca więc po kilku latach do kuchni.

Mniej więcej w tym samym okresie, Wikariusz Apostolski Mangalore, biskup Garrelon, zaprasza karmelitanki z Pau do Indii. Mówi, że chce mieć duchowe wsparcie dla swoich dzieł apostolskich. Sam jest zresztą karmelitą. Klasztor w Pau odważnie podejmuje to wyzwanie, a wśród zakonnic, które w sierpniu 1870 r. wyruszą do Indii pod wodzą przeoryszy matki Elii, będzie także Mała Arabka. Co więcej, jest ona w pewnym sensie fundatorką nowego klasztoru. Na podstawie jednej z wizji jakie regularnie miewa, udało się bowiem znaleźć ofiarodawcę, który sfinansował całe przedsięwzięcie.

W czasie kilkumiesięcznej podróży umierają trzy zakonnice, w tym przeorysza. Zaważy to negatywnie na pobycie Marii w Indiach chociaż przez pierwszy rok wszystko układa się pomyślnie. Mury Karmelu pną się szybko w górę, rośnie liczba nawróceń na chrześcijaństwo, ona sama składa śluby wieczyste. Problemy zaczynają się w chwili, gdy nowa przeorysza żąda dokładnych relacji o ekstazach i wizjach. Nie chodzi bynajmniej o dobro duchowe młodej zakonnicy lecz o zwykłą kobiecą ciekawość. Ta odmawia, otwierając swoją duszę tylko wobec spowiednika ojca Łazarza od Krzyża. Przeorysza nie daje za wygraną i przekonuje biskupa, że siostra Maria ulega jednej wielkiej iluzji, zaś stygmaty zrobiła sobie sama. W rezultacie jej spowiednik zostaje zwolniony z piastowanych dotąd funkcji i przeniesiony w inne miejsce.

Wobec siostry Marii narasta natomiast nieufność otoczenia. Doświadcza jednocześnie ataków ze strony szatana. Zdarzały się już one w Pau, bo księciu ciemności nie są obojętne dusze promieniujące świętością na otoczenie. Tam jednak miała do pomocy dwóch egzorcystów wyznaczonych przez biskupa Lacroix, więc chociaż sporo wycierpiała obrona była skuteczna. W Mangalore jest sama niczym biblijny Hiob. Szatan nie przebiera w torturach fizycznych i psychicznych, próbując nakłonić karmelitankę do opuszczenia klasztoru, a nawet do samobójstwa. Sercem pozostaje zjednoczona z Bogiem, chociaż pewne zewnętrzne gesty jakie wykonuje wbrew swojej woli (tu widać dopiero potęgę złego ducha), są odbierane przez otoczenie jako nieprzestrzeganie reguły. Zapada decyzja: ma natychmiast wrócić do klasztoru w Pau. Zaraz po jej wyjeździe, biskupa zaczynają dręczyć wyrzuty sumienia, odkrywa, że został wprowadzony w błąd. Nie zazna spokoju aż do śmierci, która nastąpi po kilku miesiącach. Wkrótce zmieniona zostanie także przeorysza. Jej następczyni wysyła do Marii list z przeprosinami, błaga o przebaczenie.

Ona sama spotyka się z życzliwym przyjęciem w Pau, dzięki czemu odzyskuje wiarę we wspólnotę. Równie lecznicze właściwości, choć pod innym względem, ma jędrne górskie powietrze, tak bardzo różne od wilgotnego klimatu Mangalore. Wraca szybko do normalnego rytmu pracy i modlitwy. Ponownie objawia się bogactwo jej niezwykłych charyzmatów. Wydawać by się mogło, że nikogo w klasztorze już nie zadziwi, a jednak... Pewnego dnia siostry widzą Marię na wierzchołku olbrzymiej lipy. Jest w ekstazie i śpiewa pobożne hymny. Chociaż wszyscy mówią o niej "Mała Arabka", waży pewnie ze 100 kilogramów. Tymczasem wątła gałązka, na której stoi ani drgnie, jakby zostało zawieszone prawo grawitacji. Posłuszna poleceniu przełożonej schodzi na dół, lecz powtórzy się to wielokrotnie. Zakonnice będące naocznym świadkiem tego zjawiska zeznają pod przysięgą, że za każdym razem konary drzew opuszczały się ku ziemi, ona zaś wchodziła po nich na samą górę niczym po schodach.

Pomimo bolesnego doświadczenia z Mangalore, oświadcza przeoryszy oraz biskupowi, że Chrystus domaga się od niej otwarcia Karmelu w Betlejem. Znajduje nawet fundatorkę klasztoru pannę Dartigaux, która przeznacza na ten cel cały swój majątek. Biskup pisze więc do Kongregacji Rozkrzewiania Wiary, gdyż ona miała wówczas pieczę nad Ziemią Świętą. Zgodnie z praktyką kurialną, ta zwraca sią z zapytaniem do łacińskiego Patriarchy Jerozolimy lecz Monsignore Bracco daje odpowiedź negatywną. Mówi, że nie posiada środków na utrzymanie Karmelu. Trzeba tu wyjaśnić, że instytucje katolickie w Ziemi Świętej utrzymują się głównie z Ofiar na Grób Pański, zbieranych na całym świecie w Wielki Piątek. Nie są one w stanie zaspokoić wszystkich bieżących potrzeb, więc trzeba stale szukać różnych dobroczyńców.

Wydawało się więc, że profetyczna wizja siostry Marii będzie musiała długo czekać na swą realizację. Opatrzność Boża sprawiła wszakże, iż dowiedział się o wszystkim Sekretarz Stanu kardynał Simonelli, pamiętający doskonale ostrzeżenia otrzymywane niegdyś z Pau. Przedstawił sprawę papieżowi Piusowi IX, który bez chwili wahania wyraził zgodę na utworzenie Karmelu w Mieście Dawidowym. "Mała Arabka" dotarła tam z innymi zakonnicami 11 września 1875 r. Betlejem liczyło wówczas zaledwie 5 tysięcy mieszkańców, przy czym chrześcijanie stanowili zdecydowaną większość. Znalezienie miejsca pod klasztor nie sprawiło więc żadnych problemów. Miał on stanąć na jednym ze betlejemskich wzgórz według projektu siostry Marii, która z polecenia przełożonej będzie nadzorowała prace budowlane. Podziwiam zawsze księży i zakonnice, podejmujących się podobnych zadań. Później, kiedy kościół, czy dom zakonny są już gotowe, oni sami odchodzą nieraz do Pana sterani wieloletnim trudami, zawałem bądź chorobą nowotworową. Siostra Maria także się nie oszczędza: pilnuje robotników, razem z nimi kładzie cegłę i miesza wapno, troszczy się o materiały budowlane. W międzyczasie przekonuje Patriarchę do otwarcia jeszcze jednego Karmelu, tym razem w Nazarecie, w związku z czym odbywa podróż do miejsc swojego dzieciństwa.

Porywy mistyczne i ekstazy bynajmniej nie ustały. Greckie słowo "ekstasis" znaczy po prostu "wyjście", w tym wypadku wyjście z samego siebie, poza sferę cielesności i całkowite zanurzenie się w rzeczywistości Bożej. Jej dusza wzlatuje wciąż wyżej i wyżej na skrzydłach miłości; nadchodzi moment całkowitego rozstania się z ziemskim życiem.

Jest coraz bardziej wycieńczona budową, ma problemy z oddychaniem, opuchnięte nogi. Dźwigając pewnego razu wiadra z wodą dla robotników, potyka się i łamie sobie ramię. Po kilku dniach wdaje się gangrena. Umiera 26 sierpnia 1878 r. w wieku 33 lat. Chociaż wszyscy uważają zmarłą karmelitankę za Świętą, na beatyfikację trzeba będzie czekać przeszło sto lat. Łatwo jednak zrozumieć, że sprawa wymagała gruntownego zbadania.

Nie chciałbym, aby ktoś wytrwale dążący do doskonałości poczuł się zniechęcony opisami fenomenów mistycznych, jakimi naznaczone było życie "Małej Arabki". W gruncie rzeczy nie dodawały one niczego do jej osobistej świętości i nie są wcale konieczne, żeby pójść do Nieba. Przypominają jednak o istnieniu rzeczywistości nadprzyrodzonej, która dodaje skrzydeł i kolorów naszej codziennej egzystencji. W świecie zdominowanym coraz częściej przez "mędrca szkiełko i oko" to duża pomoc.

Jak w każdej homilii brakuje tu jeszcze słowa "amen". Tak się złożyło, że wracając do centrum Betlejem spotkałem autobus z polską pielgrzymką. Mogłem więc bez problemów wrócić do Jerozolimy.

K. N.