lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
CZERWIEC 2009
nr 6/2009

To był Boży człowiek

W 40 rocznicę śmierci ks. Adama Abramowicza

Ksiądz Adam Abramowicz, pierwszy proboszcz parafii św. Rocha w Białymstoku i budowniczy jej kościoła u schyłku życia, postanawia napisać wspomnienia: „Pamiętnik z działalności budowniczej kościołów w Polsce”. Tak je rozpoczyna:

„Urodziłem się 2 lutego 1881 roku pod Wilnem z rodziców kolejarzy. Było nas troje rodzeństwa. Rodziców mieliśmy bożych i szlachetnych a dzieciństwo nasze upływało w sielsko – anielskiej atmosferze. Potem przyszła nauka niestety w jedynej szkole cerkiewnej w miasteczku Żośle pod Wilnem. Uczyliśmy się średnio. W roku 1899 wstąpiłem do Seminarium Duchownego w Wilnie, które ukończyłem w 1905. Konsekratorem moim w Kapłaństwie Chrystusowym był śp. Arcybiskup Ropp”.

W 1905 roku ks. A. Abramowicz rozpoczyna posługę kapłańską. „Pierwszym moim stanowiskiem był wikariat w Słonimie na Zamościu, gdzie rozwinąłem pierwszą pracę duszpasterską – pisze we wspomnieniach. Czułem się na tej placówce tak dobrze, jak ryba w wodzie. Poznałem w Słonimie Matkę Założycielkę i Przełożoną Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Świętej Rodziny. Moja młodzieńcza ruchliwość na placówce słonimskiej przyczyniła się do tego, że przy pierwszej wizytacji Ks. Arcybiskup Ropp przeznaczył mnie na stanowisko proboszcza w Dereczynie, położonym o 23 km. od Słonimia”.

W roku 1906, parafię w Dereczynie ks. A. Abramowicz organizuje od podstaw. Została ona zlikwidowana przez władze carskie po upadku powstania styczniowego. „W Dereczynie znalazłem 780 parafian i ani kościoła ani plebani, trochę ziemi i Bożą Opatrzność. Wierząc właśnie w tą Opatrzność przystąpiłem z entuzjazmem do budowy świątyni. Należało najpierw zebrać fundusze. Od swojej parafijki nie sposób było coś wyciągnąć. Zacząłem kwestować u sąsiadów i udało się nieźle. Odważyłem się nawet na dalsze podróże nie tylko do Słonima – gdzie mnie znano ale w głąb kraju a nawet do Rosji. W ten sposób jako kwestarz objechałem w ciągu paru lat kilkadziesiąt parafii katolickich.... Kupujemy więc plac przy cmentarzu, budujemy z desek szopę – plebania czeka. Plany już są – kościół neogotycki” – zanotował.

I tak ks .A. Abramowicz wybudował swój pierwszy kościół. Jednak władzom carskim nie podoba się działalność młodego proboszcza, zakładanie potajemnych szkółek i przyjmowanie prawosławnych do Kościoła. Za to zostaje skazany na karę śmierci, zamienioną na pobyt w klasztorze franciszkanów w Grodnie, który był więzieniem dla księży. Po dwóch miesiącach opuszcza klasztor. Następne lata to lata tułaczki. Zabroniono mu sprawowania jakiejkolwiek funkcji w diecezji. „W pierwszych latach mej tułaczki, poczynając od końca 1910 roku przebywałem w Wilnie. W 1912 roku udało mi się wyjechać za granicę pod pozorem odbycia kuracji. Wykorzystałem ten wyjazd, aby przez Austrię udać się do Rzymu. Tam zapisuję się na Uniwersytet Angelicum, jako wolny słuchacz. Przy okazji zwiedzam wspaniałe biblioteki i muzea rzymskie. Udaje się mi nawet być uczestnikiem Kongresu Eucharystycznego na Malcie. Byłem sześć razy na audiencji prywatnej z kolegami u Ojca Świętego. Powróciłem do kraju na wezwanie ks. prałata Lubiańca, który napisał mi – „przyjeżdżaj i zaopiekuj się rodzicami. Ojciec Marcin z osłabienia pada w kościele.” Tak wspomina te lata.

W 1914 roku, po powrocie do kraju, zostaje wikariuszem w parafii św. Rafała w Wilnie, a potem wikariuszem w Suchowoli. Jest rok 1917. Księdza A. Abramowicza powołano na proboszcza w Uhowie. We wspomnieniach pisze: „W Uhowie znalazłem w stadium budowy, rozpoczętej przez mego poprzednika, nieduży lecz kształtny kościółek murowany w stylu neogotyckim. W ciągu 2 lat wykańczam budowę, buduję murowaną plebanię i zakładam na dużej przestrzeni sad owocowy”.

Mijają lata i ks. A. Abramowicz przyjeżdża do Goniądza. „W 1923 roku pożar strawił drewnianą świątynię w Goniądzu – pisze we wspomnieniach. W tymże roku przeznaczony zostałem przez moje władze wileńskie z Uhowa na proboszcza w Goniądzu, z obowiązkiem przystąpienia do odbudowy świątyni... Powstaje szybko komitet budowy, który jest w ciągłym ruchu. Sławny już wówczas architekt inż. Oskar Sosnowski dostarcza nam plany świątyni dla Goniądza o pięknym wystroju barokowym. Zagrało! Sprowadziliśmy wagon wapna, zaczęliśmy zwozić na plac goniądzki materiały budowlane... W ciągu 2 lat od rozpoczęcia, prowadzonej w rekordowym tempie przy wyraźnej pomocy Bożej, wysmukła piękna świątynia zapanowała w Goniądzu na miejscu spalonej”. Za to dzieło biskup wileński Jerzy Matulewicz mianuje księdza na kanonika honorowego kapituły wileńskiej.

I nadszedł rok 1925. Biskup Matulewicz 9 lutego nominuje księdza na proboszcza parafii św. Rocha,czyni to na jego prośbę. 1 maja obejmuje parafię z kaplicą z połowy XVIII wieku na wzgórzu św. Rocha oraz domem przy ul. Lipowej 49 jako tymczasową plebanią. 20 maja biskup Matulewicz wystawia dokument erekcyjny dla parafii. Ksiądz A. Abramowicz zanotował: „Początki budowy świątyni białostockiej były niezwykle ciężkie zwłaszcza, że musiałem najpierw zorganizować parafię. Ponadto spiętrzył jeszcze trudności i fakt, że zamiarem moim było wzniesienie świątyni, która miała stać się Pomnikiem ku Chwale Boga i Ojczyzny. Wykonałem po wielu, wielu latach, ogromnym wysiłkiem dzieło, które nawet władze świeckie uznały za dzieło sztuki, a na widok którego nie tak dawno Jego Eminencja ks. Kardynał Wyszyński powiedział – „trzeba było mieć wielką odwagę, aby podjąć się takiej budowy”. Zanim przystąpiłem do budowy musiałem dokonać wiele przygotowawczych czynności, zbadać dokładnie teren, zbudować kościół drewniany aby parafianie mieli gdzie się modlić – no i najważniejsza rzecz zorganizować konkurs na projekt wymarzonej przeze mnie świątyni. Aż 74 architektów nadesłało projekty świątyni dla Białegostoku. Jury konkursowe wyróżniło i odznaczyło 9 projektów, a ja z komitetem budowy wybrałem z pośród nich projekt odznaczony drugą nagrodą – sporządzony przez profesora Oskara Sosnowskiego.”

Zaprojektowany w stylu modernistyczno-ekspresjonistycznym kościół na planie ośmioboku, składający się z trzech stopniowo narastających brył, miał być poświęcony Królowej Korony Polskiej – Matce Boskiej Częstochowskiej z tematem architektonicznym „Gwiazda Zaranna” z litanii do Matki Bożej. Projekt już był i w 1926 roku, jak pisze we wspomnieniach „już można było przystąpić do budowy, która po dziesiątkach lat wytężonej pracy budzi podziw u innych a we mnie większą wdzięczność dla Łaski Opatrzności, dzięki której potrafiłem zebrać krocie potrzebne dla wykonania zamierzonego dzieła. To właśnie Łaska Opatrzności podsuwała mi coraz to lepsze pomysły do uzyskiwania niezbędnych funduszy na budowę. Nie mogłem przecież ograniczyć się do kwest po kościołach, choć z tego płynęły podstawowe fundusze – ale organizowałem loterie fantowe, wydawałem w druku tak zwane cegiełki z wizerunkiem przyszłej, potężnej i imponującej świątyni, które były rozpowszechniane przez ofiarnych parafian w bardzo odległych nieraz od Białegostoku miejscowościach... Uzyskałem z magistratu dotacje na zatrudnienie bezrobotnych. I tak ziarnko do ziarnka zbierała się miarka choć nigdy jej nie wystarczało na pokrycie wszystkich wydatków w porę. Niezwykle pomocny w moim działaniu organizowania funduszów na budowę i pobudzenia do ofiarności był miesięcznik informacyjno-literacki pt. Jutrzenka Białostocka. Redagowałem ją przez długie lata budowy świątyni do wybuchu II wojny światowej... Wzywałem w niej wszystkich ludzi dobrej woli – „pomóżcie” tym wiele mówiącym hasłem, które umieściłem na rusztowaniu przyszłej wysokiej wieży kościelnej. Dla urozmaicenia Jutrzenki umieszczałem w niej obrazki literackie, wiersze, artykuły polemiczne i kącik humoru pt. Trochę śmiechu bez grzechu.

Obok kościoła ks. A. Abramowicz buduje dom parafialny na plebanię zaprojektowany również przez Oskara Sosnowskiego w stylu modernistycznym.

„W 1939 roku, we wrześniu, gdy rozpoczęła się druga wojna światowa świątynia stała jeszcze w zrębach – wspomina po latach. Zdawałoby się, że działania wojenne zmuszą nas do przerwania budowy, a jednak szła ona nieprzerwanie pomimo strasznych represji siepaczy hitlerowskich, pomimo reglamentacji materiałów budowlanych i pomimo tego, że dwa razy byłem osadzany w więzieniu jako zakładnik, oczekując w każdej chwili śmierci”.

We wrześniu 1939 roku po rewizji w mieszkaniu zostaje aresztowany jako „wróg Niemiec” i wywieziony do lasu pod Choroszczą na rozstrzelanie, już klęczał nad dołem i czekał na strzały ale Niemcy postanawiają nie wykonać kary. Wojna trwała a ks. A. Abramowicz prowadził w domu parafialnym tajną szkołę podstawową, pomagał ukrywać Żydów wydając im podrobione metryki. 15 lipca 1943 roku zostaje aresztowany i osadzony w więzieniu jako zakładnik, w którym przebywa do lipca, a już 20 września zostaje ponownie uwięziony. Dzięki staraniom parafian wychodzi z więzienia w listopadzie 1943 roku.

W domu parafialnym od wybuch wojny Siostry Misjonarki Świętej Rodziny, w ubraniu świeckim prowadzą przedszkole. W czasie okupacji 1940 roku, władze sowieckie chciały w niedokończonej świątyni urządzić cyrk, aby temu zapobiec ks. A. Abramowicz postanawia przenieść tu nabożeństwa z kaplicy.

W 1946 roku „gdy wystrój świątyni już był ukończony ówczesny arcybiskup wileński Romuald Jałbrzykowski w dniu 18 sierpnia pokonsekrował ołtarz główny kościoła św. Rocha, nadając mu miano – Ołtarz Chrystusa Króla – pisze we wspomnieniach.. Uczestniczyło przy tym czterech biskupów przy udziale mnóstwa ludu Bożego, przybyłego na uroczystość odpustową Świętego Rocha”. Autorem rzeźby w ołtarzu głównym jest Stanisław Horno-Popławski. Spod jego rzeźbiarskiej ręki pochodzi Matka Boska z Dzieciątkiem w ołtarzu zewnętrznym i Chrystus Dobry Pasterz na galerii dziedzińca. I tak zakończyła się budowa ostatniego wielkiego dzieła proboszcza parafii św. Rocha.

Ksiądz A. Abramowicz był kapelanem Armii Krajowej. Za swoją działalność został odznaczony Krzyżem Niepodległości z Mieczami i Krzyżem Walecznych. W 1947 roku otrzymał godność prałata papieskiego i do 1950 roku pełnił obowiązki dyrektora archidiecezjalnej „Caritas”. Miał jeszcze jedno marzenie – kościół św. Kazimierza na Antoniuku, ale władze miasta na to nie pozwoliły. Udało mu się tylko wybudować na cmentarzu św. Rocha kaplicę pod wezwaniem tego świętego i plebanię.

„Mimo podeszłego wieku mój wuj odznaczał się wielką sprawnością, aż do końca lutego 1967 roku, wspominał Alojzy Stankiewicz. Wstawał jak za dawnych lat o godzinie piątej, aby punktualnie być w kościele i przy biciu dzwonów na prymarię udzielić Komunii Świętej dla śpieszących do pracy. Po tej czynności zasiadał do konfesjonału, który był zawsze oblężony przez stałych i przygodnych penitentów i spowiadał do godziny siódmej, poczym odprawiał zwykle Mszę Świętą... Uważał też za swój obowiązek przygotować niedzielne ogłoszenia parafialne, które urozmaicał aktualnymi apelami do wiernych i ważniejszymi wiadomościami ze świata katolickiego. Rady najbliższego otoczenia, aby pamiętał o prawach wieku i folgował powoli w pracach duszpasterskich zbywał krótko słowami: „muszę dawać przykład”.

I przyszły dni, o których czcigodny kapłan napisał w pamiętniku: „Gdy teraz z wózka inwalidzkiego spoglądam na dzieło jakiego dokonałem mam możność podziwiać dobroć i łaskę opatrzności Wszechmocnego, który dał mi siły i wytrwanie w pracy ku Jego chwale... Pewien kapłan, kończąc swe męczeńskie życie wypowiedział znamienne słowa – «wszystko jest łaską». I ja za nim powtarzam «wszystko jest łaską i za te łaski doznane od Wszechmocnego – pokornie dziękuję».

W ostatnich miesiącach choroby dzień i w nocy czuwała przy księdzu siostra Józefata. „To był Boży człowiek”, powiedziała o Nim opiekunka ostatnich dni. Ksiądz Adam Abramowicz zmarł 4 czerwca 1969 roku i został pochowany przy kościele św. Rocha. Miejsce jego spoczynku zdobi Matka Boska z Dzieciątkiem – rzeźba Stanisława Horno-Popławskiego.

Małgorzata Polecka