lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
CZERWIEC 2009
nr 6/2009

Pozostać uczniem Chrystusa

(Mt 28,16-20)

Kolejny raz Jezus woła swoich uczniów na górę. Wcześniej na górze słuchali kazania o ośmiu błogosławieństwach (por. Mt 5,1nn), oglądali Przemienienie (por. Mt 17,1-9), jeden z nich na górze był świadkiem śmierci Jezusa (por. J 19,25-30). Tym razem Zmartwychwstały woła uczniów, by ich posłać. Gdzie? Do wszystkich narodów. Po co? By pozyskiwać uczniów. To posłanie dokonuje się pełnią władzy, mocą otrzymaną przez Jezusa od Ojca. Dzięki temu posłaniu wszyscy ludzie mają poznać prawdę o Bogu, który objawił się w Jezusie, by zbawić człowieka. W praktyce znaczyło to zostawić ojczyznę, dom, rodzinę, bliskich i w jednym ubraniu, bez torby podróżnej, bez chleba i pieniędzy pójść w nieznane (por. Łk 9,1-6). I poszli, by życie dać za Jezusa: Piotr do Rzymu, Andrzej nad Morze Czarne i do greckiego Patras, Jan do Efezu, Filip do Hierapolis, Bartłomiej do Armenii, Indii, Arabii i Etiopii, Tomasz do Partów i Indii, Mateusz do Arabii i Etiopii, Jakub Mniejszy prawdopodobnie do Egiptu a Juda Tadeusz do Mezopotamii i Persji. Co tam robili? Chrzcili i uczyli, że trzeba zachowywać wszystko, czego nauczał Jezus (por. Mt 28,20).

Skąd w galilejskich rybakach tyle odwagi, mądrości, męstwa, samozaparcia? Przyjęli do swego życia Jezusa, uwierzyli, że jest z nimi (por. Mt 28,20), że przez nich mówi i dokonuje cudów pozyskiwania dla Królestwa Bożego ludzi wszystkich ras i narodów. Siebie uznali jedynie za narzędzia, którymi Jezus się posługuje, by objawiać swą nieustanną obecność i cały świat pociągnąć ku Sobie to znaczy ku wiecznej miłości.

I tak jest do dziś i tak będzie na zawsze, przez wszystkie dni aż do skończenia świata. Człowiek staje się uczniem Chrystusa poprzez chrzest – „fundament całego życia chrześcijańskiego”, „bramę życia duchowego”. To chrzest uwalnia nas od grzechu, włącza w Chrystusa – Kościół i Jego posłanie. Chrzcić (gr. baptizein) znaczy zanurzyć w śmierci Chrystusa, by z Nim zmartwychwstać jako „nowe stworzenie” (por. 2Kor 5,17; Ga 6,15). Chrzest jest «obmyciem odradzającym i odnawiającym w Duchu Świętym» (Tt 3,5), rodzi z wody i z Ducha gwarantując udział w Królestwie Boga (por. J 3,5). Św. Grzegorz z Nazjanzu nazywał chrzest najpiękniejszym i najwspanialszym darem Boga, «łaską, zanurzeniem, namaszczeniem, oświeceniem, niezniszczalności, obmyciem odradzającym, pieczęcią i wszystkim, co może być najcenniejsze. Darem – ponieważ jest udzielany tym, którzy nic nie przynoszą; łaską – ponieważ jest dawany nawet tym, którzy zawinili; chrztem – ponieważ grzech zostaje pogrzebany w wodzie; namaszczeniem – ponieważ jest święty i królewski (a królów się namaszcza); oświeceniem – ponieważ jest jaśniejącym światłem; szatą – ponieważ zakrywa nasz wstyd; obmyciem – ponieważ oczyszcza; pieczęcią – ponieważ strzeże nas i jest znakiem panowania Boga».

Tak! Człowiek przez chrzest staje się uczniem Chrystusa, ale pozostaje nim wówczas, gdy zachowuje Jego nauczanie. To znaczy żyje tak, jak wierzy. Można być tylko „metrykalnym uczniem Jezusa” i to, jak wskazują statystyki, nie jest to „chrześcijańską normą” (w 2007 r. na 388 tys. urodzonych ochrzczonych zostało 367 tys.). W 95 procentach „katolicka Polska” ma ponad dwa miliony zadeklarowanych ateistów, wielu swoją niewiarę ukrywa, a dla wielu (według danych ok. 53 procent) nie istnieją absolutne wartości moralne. O czym to świadczy? Wielu stało się uczniami Chrystusa, ale nimi nie pozostało. Otrzymało bezcenne dar wiary, nadziei i miłości, ale głęboko go zakopało codziennością, niejednokrotnie grzechem. Czasami przybliżają się do Źródła np. przy okazji I Komunii swoich dzieci, ale z Niego nie piją i nieświadomie spragnieni odchodzą do życia bez Życia.

Zapytał mnie ktoś: „możliwe jest zachowywanie tego wszystkiego?” (mając na myśli Boże i Kościelne Przykazania). Możliwe! Pod warunkiem, że spotka się Jezusa. To spotkanie jest tak fascynujące, że doświadczający go są gotowi zrobić dla Niego wszystko byle przedłużyć (najlepiej w nieskończoność) bycie z Nim i dla Niego. Zaświadczyli o tym Apostołowie, którzy dla Jezusa zostawili wszystko i tylu innych świadków Zmartwychwstałego.

W ostatnie niedziele obserwowałem pierwszokomunijne uroczystości – pięknie wyreżyserowane przez rodziców i katechetów. To doskonała okazja, zarówno dzieciom jak i rodzicom, do tego, by „przedłużyć licencję” na bycie uczniem Chrystusa albo ją nabyć (w chrześcijaństwie nigdy nie jest za późno na bycie chrystusowym uczniem). Często jednak odnoszę wrażenie, że Jezus kolejny raz usłyszy: „Tymczasem! Adios Jezu! Spotkamy się przy bierzmowaniu”.

ks. Radosław Kimsza