lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
MAJ 2009
nr 5/2009

Na Dzień Strażaka

Watykańscy strażacy nie jeżdżą na sygnale. Najwyraźniej nie ma takiej potrzeby, bo ostatni pożar zdarzył się przeszło dwadzieścia lat temu. Jakiś sędziwy kanonik wywrócił przez nieuwagę świecznik i zajęły się zasłony, ale ogień wkrótce ugaszono. Na szczęście nic podobnego się nie powtórzyło. Watykan zajmuje co prawda tylko 44 hektary, lecz żadne państwo nie ma tylu unikalnych dzieł sztuki na metr kwadratowy co tutaj. Dodajmy do tego obiekty sakralne, bezcenne archiwalia, biura i dziesiątki tysięcy przewijających się codziennie ludzi.

Watykańskich strażaków wspierają święci patronowie. Jest ich oficjalnie dwoje: św. Barbara męczennica i św. Leon IV papież, chociaż w koszarach znalazło się również miejsce dla figurki św. Floriana, którą ktoś podarował Benedyktowi XVI.

Każdy z nich ma swoje racje, żeby patronować Straży Pożarnej. Ponieważ chodzi o Stolicę Apostolską, pierwszeństwo należałoby przyznać papieżowi Leonowi. Jego pontyfikat, przypadający na lata 847-855, to czas najazdów saraceńskich. Cesarz Lotar I, oficjalny protektor zachodniego chrześcijaństwa, był za daleko i nie kwapił się z przysłaniem pomocy. Ciężar obrony Italii przed muzułmańskimi wojownikami z Afryki Północnej spoczywał więc na barkach papieża. Pokonał ich w bitwie morskiej naprzeciw Ostii. Jednocześnie otoczył wzgórze watykańskie wraz z przylegającą doń dzielnicą mieszkalną potężnymi murami. W przeciwieństwie do lewobrzeżnej części miasta, którą chroniły fortyfikacje wzniesione jeszcze w starożytności, nie miała ona dotąd należytego zabezpieczenia. A mity o papieskich skarbach kusiły tak saracenów jak chrześcijańskich władców.

Pontyfikat św. Leona IV obfitował w wydarzenia religijne i polityczne. Jeśli ktoś zwiedzał Muzea Watykańskie, pamięta komnaty ozdobione freskami Raffaella Sanzio. Jeden z nich – Incendio di Borgo (Pożar przedmieścia) – przedstawia epizod z życia papieża Leona. W dzielnicy sąsiadującej z Bazyliką św. Piotra wybuchł groźny pożar. Wszyscy jak jeden mąż rzucili się do walki z żywiołem. Nawet małe dzieci biegały do Tybru po wodę. Bezskutecznie. Płomienie trawiły kolejne budynki, przybliżając się nieuchronnie do bazyliki. Papież rezydował wówczas na Lateranie. Na wieść o nieszczęściu, pogalopował co koń wyskoczy na Watykan, oddalony o pięć kilometrów. Pomodlił się u grobu św. Piotra, a potem z balkonu bazyliki pobłogosławił ludziom walczącym z pożarem. Płomienie zaczęły momentalnie słabnąć i wkrótce zupełnie zgasły. Raffaello utrwalił tę scenę na swoim fresku, dodając mityczne postacie z oblężenia Troi, bo tam się również paliło.

Watykan ma obecnie 28 strażaków. To niewiele jeśli pomyśleć, że tylko w ubiegłym roku dokonali oni ponad 600 interwencji. Podczas jesiennej powodzi spowodowanej potężnymi ulewami, trzeba było stale udrażniać studzienki kanalizacyjne. Strażacy obecni są zawsze podczas ceremonii papieskich, dokonują codziennie obchodu Pałacu Apostolskiego, Muzeów Watykańskich, archiwów i drukarni. Wszystkie dykasterie mają czujniki reagujące nawet na dymek z papierosa. Są one podłączone do centrum operacyjnego straży i palacz musi się potem tłumaczyć. A mandaty za palenie w biurze dotkliwie uderzają po kieszeni.

Obok rutynowych kontroli, trzeba nieraz interweniować w sytuacjach nietypowych. Po trzęsieniu ziemi w Abruzji, Ojciec Święty Benedykt XVI wysłał na miejsce katastrofy trzy oddziały watykańskich strażaków ze specjalistycznym sprzętem. Dołączyli oni do akcji ratunkowej w miasteczku Onna, gdzie co drugi dom legł w ruinach.

Są także sytuacje groteskowe. Niedawno pewien Francuz dostał się o piątej rano do dzwonów Bazyliki św. Piotra. Pilnująca placu włoska policja, nie zauważyła wspinającego się po fasadzie mężczyzny. Kiedy jednak uderzył w dzwony, zorientowali się, że coś jest nie tak. Zaraz jednak rozłożyli bezradnie ręce, bo upomnienia i groźby nie zrobiły na nim wrażenia. Dopiero dyżurny oddział strażaków sprowadził żartownisia na ziemię.

Prowadzenie tego typu akcji umożliwia doskonały sprzęt. Dzięki papieżowi, który otrzymuje czasami w darze, a to wóz bojowy, a to podnośnik, watykańscy strażacy mają w czym wybierać. Ostatecznie jednak liczy się człowiek i nie ma znaczenia, gdzie pełni służbę. Prawdziwy strażak jest zawsze ofiarny.

K. N.