lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
MAJ 2009
nr 5/2009

„Kłamstwo wałęsińskie” i (znowu) sprawy okołolustracyjne

Każdy chyba słyszał o tzw. kłamstwie oświęcimskim, które zostało narzucone przez wiadome środowiska opinii publicznej oraz światu naukowemu. W jego ramach pisanie na temat Holocaustu inaczej, niż według narzuconego szablonu, nazywane jest „kłamstwem oświęcimskim” i w niektórych krajach – niewątpliwie w ramach wolności słowa oraz wolności badań naukowych – podlega odpowiedzialności karnej. W Polsce zdaje się mamy do czynienia z czymś, co można nazwać „kłamstwem wałęsińskim”, w ramach którego pisanie o byłym prezydencie inaczej, niż w sposób hagiograficzny, jest niedopuszczalne. Można to było zauważyć już po ukazaniu się w ubiegłym roku słynnej książki Cenckiewicza i Gontarczyka.

Zjawisko ogromnie przybrało na sile, gdy drukiem ukazała się magisterka absolwenta UJ Pawła Zyzaka – magisterka, która „wstrząsnęła światem” (no, może pewnym półświatkiem). Bohater książki wpadł w furię i zagroził, że niewdzięczną Ojczyznę opuści, bo mu tu jego „niepokalaność” bluźnierczo kalają. Uparł się bowiem prezentować się jako niepokalany, bez skazy i zmarszczki żadnej. Po co? Chyba tylko on sam to wie (choć też nie wiadomo, może wie, a nawet nie wie?). Przecież nawet różni święci Kościoła mieli sporo „za uszami”. Znamy historię św. Augustyna, który zanim się nawrócił, nieźle sobie poużywał. Znana jest przednawróceniowa profesja Marii Magdaleny. Szaweł, zanim został Pawłem gorliwie prześladował i mordował wyznawców Chrystusa. Tymczasem nasz były prezydent uparł się być niepokalanym i czyściuteńkim, niczym łza 14-letniej dziewicy. Wspierają go oczywiście klakierzy, bo dobrze widzą, że jeśli nie ma on immunitetu, to tym bardziej pomniejsze „autorytety” i „autorytecięta” chronione nie będą.

Ot choćby taki TW „Jurek” obecnie pełniący wysoką funkcję w jednym z kościołów chrześcijańskich. Był tak gorliwy w donosicielstwie na swoich współbraci, że nawet aranżował spotkania z oficerami prowadzącymi. Tyle im miał do powiedzenia. A i szczery TW „Jurek” był przy tym bardzo. Pieniądze za kapowanie też inkasował, ale w ramach zakonnego ubóstwa przekazywał je na potrzeby swojej wspólnoty. Pieniądz nie śmierdzi.

I takie to mamy „autorytety”. Nasz święty Kościół zamknął kwestię lustracji, ale czy ona się rzeczywiście zamknęła, to się jeszcze okaże. Chyba, że w tzw. międzyczasie zamkną, pardon „przekształcą” IPN ustawowo, a wówczas jurkopodobni wszelkich maści i frakcji odetchną pełną piersią. Z głęboką ulgą odetchną i jako „autorytety”, w dodatku „niekwestionowane”, będą mogły spokojnie pouczać nadwiślański ludek.

ks. Marek Czech

Kto nie znudził się moim pisaniem, tego zapraszam na swój blog „Piórem z pazurem” marguar.bloog.pl na Wirtualnej Polsce.