lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
KWIECIEŃ 2009
nr 4/2009

Święto Miłosierdzia Bożego - szansą nowego życia w Bogu

Jakie święto Miłosierdzia Bożego będziemy mieli tego roku? Rozglądamy się wokół, czytamy gazety, oglądamy telewizję, słuchamy radia – i rodzą się w naszych sercach rozmaite pytania i lęki. W czasie wiosennych spacerów mijamy wiele osób; często ich twarze są przygnębione i smutne, można w nich wyczytać rozczarowanie, smak porażki, zniechęcenie. Jakże wielu z nas ma serce, umysł, oczy przywiązane do adorowanych trosk, smutków, swoich planów na życie. Zanurzeni w cierpieniu, zaliczając kolejny bolesny upadek, szukamy sensu życia. Nerwowo rozglądamy się za pomocnym drogowskazem. Popularna wśród młodzieży grupa Myslovitz śpiewa w jednym z utworów: „na drodze krzyż zatrzymał mnie, kazał mi żyć. Pozwolił wstać, pozwolił iść, pozwolił mi być”. Nie ma innej drogi – szlak uczniów Chrystusa musi wieść przez górę kuszenia, aż na Golgotę, pod przebite Serce Jezusa, z którego przelała się Krew i Woda – źródło nowego życia w Bogu. I tylko wtedy, gdy pozwolimy się zanurzyć w zdrojach Miłosierdzia Bożego znajdziemy siłę pozwalającą przezwyciężyć wszystkie ziemskie pokusy, wszak jak pisał ks. Sopoćko „śmierć Chrystusa na krzyżu jest wzorem naszego nowego życia nadprzyrodzonego i mamy umrzeć grzechowi, a żyć życiem Bożym”.

Dlaczego tegoroczne święto Miłosierdzia Bożego obchodzimy w szczególny sposób? Odpowiedź jest prosta. Ponieważ 28 września 2008 r. „na niebie zaświeciła jeszcze jedna gwiazda, na imię, której bł. ksiądz Michał Sopoćko” – jak mówił podczas uroczystości beatyfikacyjnej abp Tadeusz Kondrusiewicz. To „za jego staraniem owe światło zajaśniało w Kościele Bożym dla pociechy dusz” (Dz. 1390). Obecne czasy nie potrzebują dowodów na istnienie Boga, ale potrzebują świadków. Potrzebują ludzi, którzy doświadczyli miłości Boga i mówią o tym pełną piersią, prostym i zrozumiałym przykładem swego życia; herosów wskazujących na wartości, które nie butwieją. Takim świadkiem jest bez wątpienia ks. Michał Sopoćko, o którego ponadczasowości osoby i przesłania mówi jego duchowość głęboko osadzona na idei miłosierdzia Bożego. Wraz z beatyfikacją zaczyna się odsłaniać przed nami jakże drogocenna perła wydobyta z Bożego lamusa. To on na dzisiejsze czasy jest dla nas świetlanym przykładem, drogowskazem przy drodze wiodącej do Miłosiernego Boga. On to potrafił w sposób niezwykły połączyć dwie, wydawałoby się nieprzystawalne rzeczywistości: głębokie życie kontemplacyjne z niesłychaną energią działania praktycznego, bo przecież jak mawiał: „niech uwielbiony będzie Bóg w Trójcy i Miłosierdziu”.

Przez charyzmat bł. Michała i św. Faustyny, Bóg dał nam na te czasy wielki dar orędzia Miłosierdzia Bożego, które oświetla ludzkie drogi. Ustanowienia święta Miłosierdzia Bożego życzył sobie sam Jezus. Jak wynika z notatek św. Faustyny mówił o tym do niej kilkanaście razy: „pragnę, aby było święto Miłosierdzia” (Dz. 47); „pragnę, aby święto Miłosierdzia było ucieczką i schronieniem dla wszystkich dusz, a szczególnie dla grzeszników. W tym dniu otwarte są wszelkie upusty Boże, przez które płyną łaski” (Dz. 699). Jan Paweł II w przemówieniu na Błoniach Krakowskich zapowiedział, że oto teraz „nadszedł czas, aby orędzie o Bożym Miłosierdziu wlało w ludzkie serca nadzieję i stało się zarzewiem nowej cywilizacji – cywilizacji miłości”. Jest w nas tyle nieufności i czarnowidztwa, a święto Miłosierdzia Bożego to czas, który dokonuje nowej klasyfikacji myślenia, nowego sposobu patrzenia na życie. Dziś każdy, kto doświadcza miłosierdzia Jezusa, powinien stać się nowym człowiekiem, w którym pulsuje Jego życiodajna Krew. „Ta krew i woda – pisze ks. Michał – płynie ustawicznie w Kościele w postaci łask oczyszczających duszę (w sakramencie chrztu i pokuty) i życiodajnych (w Sakramencie Ołtarza), a sprawcą ich jest Duch Święty”. O taką wewnętrzną troskę – o zmartwychwstanie naszych serc i dusz dzisiaj chodzi.

„Choćby dusza była jak trup rozkładająca się i choćby po ludzku już nie było wskrzeszenia i wszystko już stracone, nie tak jest po Bożemu, cud miłosierdzia Bożego wskrzesza tę duszę w całej pełni” (Dz. 1448). Miłosierny ma moc przemienić drogę śmierci w drogę życia; każdy grzech, katastrofę, zniewolenie – w wolność, radość, szczęście, nadzieję. Jest On jedynym zbawicielem człowieka i tylko w Nim możemy stać się „nowym stworzeniem w Chrystusie”, możemy otrzymać nowe życie w obfitości. Pozwólmy Jezusowi wejść w to, co nas boli, trwoży i niepokoi. Dziś wielu ludzi jest wręcz pogrążonych w smutku Wieczernika – szuka zbawienia, szczęścia, ratunku poza Bogiem, wierzy praktyce okultyzmu, eutanazji, aborcji,… zapomina, że tylko Jezus jest jedynym ratunkiem, nadzieją i zbawieniem. Nie lękajmy się, więc otworzyć drzwi Chrystusowi, drzwi naszych serc, naszego życia rodzinnego, społecznego i zawodowego. On proponuje pokój i radość w zwykłej codzienności krzyża oraz życie wieczne z Bogiem. Jemu można całkowicie zaufać. Jak zapewnia ks. Sopoćko ”przez ufność w Miłosierdzie Boże sprowadzamy błogosławieństwo na siebie”. Ten, kto otworzy swoje serce i zwróci się ufnie, szczerze do Niego w modlitwie, w sakramencie pojednania i Eucharystii przekona się jak wielkim darem jest nowa jakość życia w Bogu.

Człowiek niezmiennie pragnie życia, choć jest w stanie odrzucić najwspanialszy dar „życia po życiu”, jaki daje Chrystus przez swoje Miłosierdzie. Często jednak odrzuca ten dar wbrew logice swoich najgłębszych pragnień. A przecież Miłosierdzie daje perspektywę wiecznej miłości, wiosny ducha. W tej perspektywie śmierć ciała przestaje jawić się jako tragedia wiodąca do nicości, lecz staje się diamentem, który ma wydobyć z nas najpiękniejszą treść wiary w Boga i zaufania Jego miłości. „Wygranie walki o człowieka w człowieku wymaga, by każdy z ludzi stanął w rzędzie walczących o życie każdego z ludzi” – powiedział ks. Tadeusz Styczeń. Rozwój nauki, zwłaszcza postęp w medycynie, chociaż zmierza do ratowania życia, do uczynienia go dłuższym, lepszym, godniejszym, to paradoksalnie staje się również zagrożeniem dla życia. Często życie w rękach lekarzy, genetyków i biologów zostaje odarte ze świętości na naszych oczach. Zagrożenia wartości i świętości życia nie tylko skrywają się w laboratoriach medycznych, klinikach, szpitalach – są tuż obok nas, stykamy się z nimi, na co dzień. Życie nie jest świętością dla pijanego kierowcy, który rusza w drogę, może dla siebie lub dla kogoś ostatnią. Nie jest świętością dla matki, która dobrowolnie i świadomie dopuszcza się aborcji; dla lekarza, który dokonuje eutanazji; dla mężczyzny, który znęca się nad rodziną. O świętości życia zapominają ci politycy, którzy dążą do wojny, zamiast szukać pokojowych rozwiązań. Jak bardzo życie jako wartość jest obce przestępcom, terrorystom, zbrodniarzom wojennym.

Natomiast w Bożej logice, to „śmierć jest zatwierdzeniem (jak podaje ks. Sopoćko) i treścią całej naszej religii, albowiem uczy nas, jak mamy żyć i umierać dla Chrystusa”. Chrześcijanin to człowiek, który powinien nieść w świat kulturę życia, w której ponad grzechem i śmiercią widzi się coś więcej, a nasze ludzkie słabości lokuje się na właściwym miejscu i nie utożsamia grzechu z grzesznikiem. Niełatwo dostrzec rzeczywistość, która objawia się w fakcie darowania wciąż nowego życia. Przerasta ona ludzki sposób patrzenia. Jeżeli jednak człowiek potrafi, choć trochę odczytać Bożą perspektywę, to jego życie zacznie się zmieniać. Tych obszarów ludzkiego życia, które potrzebują ufności – jak płuca powietrze, jest wiele. Ale ufności i zawierzenia uczymy się i przeżywamy nie w pustej przestrzeni, nie przez sensacyjne wydarzenia, nie w miejscach niezwykłych, tylko w samym środku Serca Bożego.

„Nie rozumiem, po co bym żył, gdybym nie żył wiecznie – wyznaje ks. Michał – życie moje byłoby bezcelowe, bezsensowne!”. Natomiast czas, w którym przyszło nam żyć jakże często uwodzi innymi, ziemskimi blaskami. Dopiero wobec tajemnicy Bożego Miłosierdzia blaski te jawią się w całej swojej prawdzie; są blichtrem obliczonym na nasze słabości i zginą wraz z końcem naszego doczesnego życia. Winniśmy, więc szeroko otworzyć oczy na Bożą rzeczywistość: Chrystus jest Drogą, Prawdą i Życiem, radosnym znakiem, że człowiek powinien patrzeć na wszystko, co jest związane z życiem w perspektywie zmartwychwstania, daru nowego życia w Bogu. Musimy ten świat niedowiarków, racjonalistów, oświetlać wiarą w Boga. „Lękam się, że mógłbym nie zauważyć Chrystusa, obok którego przechodzę” – mawiał św. Augustyn. My zaś, wdzięczni za beatyfikację ks. Michała Sopoćki, razem z ks. abp Kondrusiewiczem, w to wyjątkowe święto – święto nowego życia w Bogu „zwracamy się do Ciebie, nasz Patronie (bł. Michale): niech Boże Miłosierdzie rozleje się na całym świecie, niech każdy człowiek będzie miał odwagę i siły rzucić się w ten ocean Bożego Miłosierdzia, niech Ojciec Miłosierdzia obejmie wszystkich ludzi i przyciśnie do swego serca, abyśmy miłując Boga i bliźniego budowali cywilizację miłości na tej ziemi, na chwałę Bożą i dla zbawienia ludzi”.

s. Maksymiliana Kroczak, ZSJM