lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
MARZEC 2009
nr 3/2009

W 20. rocznicę śmierci ks. Stanisława Suchowolca

„Wzbudzę im proroka spośród ich braci, takiego jak ty, i włożę w jego usta moje słowa...” – słyszeliśmy w pierwszym czytaniu słowa Pana do Mojżesza. I wzbudzał Bóg proroków w narodzie izraelskim. Przemawiali w Jego imieniu, głosili prawdę, która nieraz nie podobała się władcom, a nawet i narodowi. Nawet za tę prawdę ginęli... Prorok – człowiek przemawiający w czyimś imieniu, w imieniu Pana Boga, w imieniu Kościoła, w imieniu narodu... głoszący prawdę, podtrzymujący ducha...

Idąc do kościoła wielu z was zatrzymało się przy grobie ks. Stanisława Suchowolca na chwilę zadumy i modlitwy. Wszak jego 20. rocznica śmierci gromadzi nas tu tak licznie. Czytaliście napis na płycie nagrobnej:

„Ten dzwon nie zagra

pieśni o prawdzie.

Trafiony w serce

zamilkł na wieki”.

Słowa przejmujące, bolesne... Ale czy można z nimi się zgodzić do końca?

Dzwon ze spiżu trafiony pociskiem już nie zagra. Tak! Ale ks. Stanisław – choć trafiony zbrodniczo w serce – on ciągle gra pieśń prawdy... Chociaż minęło już 20 lat od jego śmierci, my ciągle pamiętamy go, echo jego głosu wciąż się rozchodzi... jak głosu proroka... I z pewnym zażenowaniem i wstydem – za odpowiedzialne czynniki w naszym kraju – przez tyle lat ciągle pytamy o prawdę o jego śmierci i jej sprawcach. Przecież żyjemy już w wolnej Polsce.

Ksiądz Stanisław przeżył zaledwie 30 lat i kilka miesięcy. Był synem naszego miasta. Urodził się bowiem w Białymstoku w 1958 r. Po ukończeniu III Liceum Ogólnokształcącego wstąpił w 1977 r. do naszego Seminarium Duchownego. Tak się złożyło, że byłem wówczas prefektem seminarium i przez jakiś czas alumn Stanisław był pod moją opieką i mieszkaliśmy przy kościele Najświętszego Serca Jezusowego przy ul. Traugutta. To było na terenie jego rodzinnej parafii. Do rodzinnego domu miał zaledwie kilkaset metrów. Poznałem go wówczas bliżej. Był bardzo energicznym, spontanicznym i szczerym aż do bólu, i bardzo wrażliwym na ludzkie cierpienia, na to, co się wokół działo, także w naszej Ojczyźnie. A były to czasy zrywu solidarnościowego, w który też się zaangażował już jako kleryk.

Na kapłana został wyświęcony w czerwcu 1983 r. i w tymże miesiącu czerwcu otrzymał nominacje na wikariusza do Suchowoli. Tam zapoznał się i zaprzyjaźnił z ks. Jerzym Popiełuszką, kapelanem warszawskiej Solidarności. Ksiądz Jerzy przyjeżdżał tam do swoich rodziców do rodzinnych Okopów. Obaj kapłani byli jednego ducha, zatroskani o Kościół, a zarazem i Ojczyznę. Ksiądz Jerzy Popiełuszko stał się dla ks. Stanisława wzorem duszpasterza i zaangażowania społecznego. Zabójstwo ks. Jerzego mocno przeżył, ale i poczuł się zobowiązany do tego, aby jego dzieło w jakimś stopniu kontynuować. Zaczął odprawiać w Suchowoli solidarnościowe Msze Święte za Ojczyznę. Pierwszą taką

Mszę Świętą w kościele św. Apostołów Piotra i Pawła odprawił bp Edward Kisiel 11 XI 1984 r., a więc w tydzień po pogrzebie ks. Jerzego Popiełuszki.

A potem od stycznia 1985 r. co miesiąc w suchowolskiej świątyni miały miejsce Msze Święte za Ojczyznę, które gromadziły nie tylko parafian Suchowoli i okolic; przybywali też z Białegostoku, chociażby robotnicy z Fast czy Uchwytów, ale i z całej Polski, z huty Warszawa, z Ursusa, z parafii św. Stanisława Kostki. Była to kontynuacja warszawskich Mszy za Ojczyznę, ale już na mniejszą skalę – wiadomo – Suchowola – daleko – na uboczu. Ale i tu wymownie brzmiały słowa pieśni „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie!”

Wtedy zaczęło się szczególne zainteresowanie młodym kapłanem służb bezpieczeństwa: pogróżki, telefoniczne groźby i kamień wrzucony przez rozbitą szybę okna z kartką „zginiesz jak Popiełuszko”.

W czerwcu bp Edward Kisiel powierzył ks. Stanisławowi stanowisko wikariusza w parafii Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny w Dojlidach. Tu za przyzwoleniem ks. proboszcza dziekana Macieja Pawlika rozpoczął celebrować Msze Święte za Ojczyznę. Zaczęły one gromadzić wszystkich, którym drogie były sprawy kraju, ludzie Solidarności, opozycjoniści. Ksiądz Stanisław stał się postacią znaną w kraju i zapraszano go z kazaniami do nieraz bardzo odległych miejsc. A on swoją pracę społeczną, patriotyczną łączył z gorliwą pracą duszpasterską, zaopiekował się także dziećmi niepełnosprawnymi w Ośrodku w Zaściankach.

Zaangażowanie patriotyczne ks. Suchowolca powodowało, że jeszcze bardziej interesowały się nim służby bezpieczeństwa. Specjalna międzywydziałowa grupa operacyjna starała się ograniczyć jego działalność, zastraszyć, wyeliminować. Były próby spowodowania wypadku, rzucania kamieniem w szybę jadącego samochodu ks. Stanisława, pobicie. Najbliżsi współpracownicy stworzyli wtedy społeczną straż, która miała czuwać nad bezpieczeństwem kapłana.

A wiemy, że lata 1988-1989 obfitowały w wydarzenia ważne dla naszego kraju. Wrzenie solidarnościowe – niepodległościowe i przygotowanie do „obrad okrągłego stołu”. W takiej sytuacji zamordowano w dniu 21 I 1989 r. ks. Stefana Niedzielaka, a w dziesięć dni później ks. Stanisława Suchowolca – kilka dni przed rozpoczęciem obrad „okrągłego stołu”. W obu wypadkach pozorowano nieszczęśliwy wypadek. Taką też wersję przekazywano opinii publicznej. Ale nikt tej wersji nie wierzył. Zbyt wiele było dowodów, że w obu wypadkach sprawcami były osoby trzecie.

Ksiądz Stanisław w ostatnich dnia swego życia czuł coraz bardziej grożące mu niebezpieczeństwo. Był czymś mocno przytłoczony. Mówił najbliższym: „Czuję się osaczony i zdradzony... Żyję pod ciągłą presją...” Sprawiał wrażenie człowieka, któremu ciąży jakaś tajemnica. Może rzeczywiście ten kapitan milicji, który rzekomo popełnił samobójstwo w Wojewódzkim Urzędzie Bezpieczeństwa nie zgodził się na morderstwo ks. Stanisława i mu to wyznał. Uczynili to jednak inni. Nadal pozostaje pytanie – kto?

W czasie uroczystości pogrzebowych ks. Suchowolca w dniu 3 II 1989 r. kaznodzieja, ks. prałat Antoni Lićwinko, mówił: „Śmierć ks. Stanisława napełniła bólem, smutkiem i niepokojem (...) Szczególnie jednak dotknęła nas – Kościół Archidiecezji w Białymstoku. Dlatego Lud Boży ze swoim Biskupem zgromadził się wokół stojącej przed ołtarzem trumny. Wszyscy jesteśmy przepełnieni niepokojem, bólem i smutkiem. Mamy nadzieję, że ten niepokój ustąpi, gdy zostaną wyjaśnione wszystkie okoliczności śmierci”.

Już dwukrotnie prowadzono śledztwa, które kończyły się umorzeniem sprawy. Po 20 latach od zbrodni pozostaje bez odpowiedzi pytanie, jakie postawił bp Edward Kisiel na pogrzebie: „Jaka jest prawda o tej śmierci?”

Ostatnio prowadzi dochodzenie Instytut Pamięci Narodowej – w ramach większej sprawy – na ile uda mu się dojść do prawdy. Rzeczywistość, w jakiej żyjemy nie napawa nas optymizmem. Na naszych oczach widzimy, co się dzieje ze sprawą morderstwa Krzysztofa Olewnika. Giną świadkowie – zabójcy, jakoby samobójczo, giną akta – czy to przypadkowo? Zresztą i śmierć ks. Edwarda Rafało, który mieszkał za ścianą mieszkania ks. Suchowolca, była jakaś zagadkowa i niewyjaśniona.

Przed laty – w 1991 r. na Jasnej Górze było spotkanie Ojca Świętego Jana Pawła II z młodzieżą całego świata – u stóp Czarnej Madonny. Przemawiali przedstawiciele młodzieży z różnych kontynentów. Mnie utkwiło w pamięci to, co powiedział przedstawiciel młodzieży polskiej. Mówił on: „przez dziesiątki lat walczyliśmy, walczyliśmy o wolność, o prawa religijne i narodowe. Teraz tę wolność mamy. Nastał czas budowania”. Ale budowanie bywa trudniejsze od walki. Te prawie 20 lat pokazało nam wyraźnie, jak trudne jest budowanie w naszym kraju. Podzieliśmy się. Nie zaczęliśmy budować na trwałych fundamentach, na fundamencie prawdy i sprawiedliwości. Gruba kreska nie mogła być fundamentem wolnej Rzeczypospolitej. To była próba zatarcia śladów i rozmycia rzeczywistości. W konsekwencji, ci co zbierali profity z wysługiwania się komunie, w nowej rzeczywistości nadal są uprzywilejowani, a ci co walczyli o wolność, jakże często żyją w biedzie.

We wrześniu 1953 r. w kościele św. Anny prymas kard. Stefan Wyszyński w kazaniu mówił: „Kościół będzie wiecznie żądać prawdy i wolności. Może dlatego Kościół ma tylu wrogów, bo chrześcijaństwo będzie zawsze wzywało do oporu, do walki z każdym zakłamaniem...”

Gdyby ks. Stanisław żył, z pewnością mówiłby o tym, co nas boli w wolnej Polsce. A wiele rzeczy nas dziś boli i niepokoi. Był on zatroskany o dzieci i młodzież, o Ojczyznę i jej przyszłość. Znamy to powiedzenie wielkiego męża stanu hetmana Jana Zamojskiego: „Takie będą Rzeczypospolite, jakie młodzieży chowanie”. A my z czym obecnie mamy do czynienia. Z próbą pomniejszenia tego, co buduje szacunek do własnego narodu, jego historii i języka. Radykalnie obcina się ilość godzin historii i lektur szkolnych z literatury polskiej. Może patriotyzm już dziś nie ważny, może na pierwszym miejscu stawia się pieniądz, byle gdzie i byle jak zdobyty. Może komuś potrzebni są kosmopolici, nie Polacy. Może ważniejszy jest tzw. piar, wizerunek społeczny przy pomocy przychylnych mediów, a nie rzetelna praca dla kraju.

Księże Stanisławie. Składamy ci dziś hołd za twoją postawę, kapłana i Polaka. Twój głos nadal do nas dociera, jak głos proroka. Dajemy ci naszą ufną modlitwę. W to wszystko włączamy naszą Ojczyznę, by w niej budowano nie na swarach i zwalczaniu się, ale na prawdzie, sprawiedliwości i poszanowaniu każdego człowieka, zwłaszcza pokrzywdzonego. Oby też zbrodnia dokonana na tobie – została wreszcie wyjaśniona.

ks. Tadeusz Krahel

Kazanie wygłoszone w kościele Niepokalanego Serca Maryi w Białymstoku-Dojlidach 1 lutego 2009 roku podczas Mszy Świętej koncelebrowanej, której przewodniczył abp Edward Ozorowski, Metropolita Białostocki.