lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
LUTY 2009
nr 2/2009

Błogosławiony kapłan według Serca Jezusowego

Pod datą 30 VIII 1937 Święta Faustyna zapisała skierowane do niej słowa Jezusa o jej wileńskim spowiedniku: „Jest to kapłan według Serca Mojego, miłe są Mi jego wysiłki… Przez niego rozsiewam pociechy dla dusz cierpiących, udręczonych; przez niego upodobało mi się rozgłosić cześć dla miłosierdzia Mojego, a przez to dzieło miłosierdzia więcej dusz do Mnie się zbliży, aniżeliby on dzień i noc rozgrzeszał aż do końca życia swego, bo tak pracowałby tylko do końca życia, a przez to dzieło pracował będzie aż do końca świata” (Dzienniczek, 1256). Wcześniej, dzięki Bożemu światłu Święta rozpoznała w nim tego, kto pomoże spełnić zlecone jej posłannictwo w służbie Miłosierdzia Bożego. Po paru latach Jezus upewnia ją, że podejmowane przez niego trudy apostolskie wiernie odpowiadają pragnieniom Jego Serca, które jest, jak wyznajemy w Litanii, „cierpliwe i wielkiego miłosierdzia”.

Osobista świętość księdza Michała Sopoćki, potwierdzona przez akt beatyfikacji, kształtowała się i dojrzewała przede wszystkim jako kapłańska tożsamość posługi i życia. Ta tożsamość jest nie tylko znamieniem jego świętości, ale i kluczem do zrozumienia wszystkiego, co w jego życiu było jedynie ważne, inspirujące do służby Bogu i ludziom, twórcze apostolsko. Bez tego klucza możemy łatwo zagubić się w roztrząsaniach na temat jego życia i działalności, mówić nie o tym, co trzeba. Dar i tajemnica kapłaństwa są bowiem zwornikiem całej jego osobowości, oddanej bez reszty na służbę wielkiej idei, tak niezbędnej „dla nas i całego świata”.

W autobiografii Księdza Sopoćki znalazło się wyznanie: „Sięgając wstecz, aż do lat dziecinnych, widzę jedno pasmo objawów nieskończonego Miłosierdzia Bożego… Miłosierna Opatrzność stawiała na mojej drodze idealnych kapłanów, będących po dziś dzień niedościgłym wzorem. Przede wszystkim sprawiła, iż poznałem ludzi, którzy w najtrudniejszym momencie podali mi rękę, ułatwili najbliższe przygotowanie i wstąpienie do Seminarium Duchownego, gdzie również znalazłem wzorowych wychowawców i profesorów. Najwięcej Miłosierdziu Bożemu zawdzięczam powołanie kapłańskie, które odczułem dość wcześnie, podtrzymywanie tej chęci pomimo tylu przeszkód, prowadzenie przez liczne doświadczenia, w których na pewno bym upadł i zginął, gdyby litość Stwórcy nie zsyłała mi wyraźnej pomocy z góry” (Dziennik , z. 2, s. 39).

Doświadczenie Bożego Miłosierdzia przenika jego życie od najwcześniejszych lat, łącząc się z obecnością i posługą gorliwych duszpasterzy. To oni pociągają serce chłopca do naśladowania ich w oddaniu się na służbę Bogu i ludziom, Kościołowi i Ojczyźnie. Prawidłowość dobrze znana, tworząca klimat, w którym rodzi się i rozwija się kapłańskie powołanie. W przypadku księdza Sopoćki znakomicie harmonizuje z aspiracjami wychowawczymi. Wierzył, że można przez mądre oddziaływanie kształtować charaktery, zwłaszcza ludzi młodych, uodporniając ich na wpływy zła, otwierając na dobro, prowadzić do pełni człowieczeństwa. Stąd jego wczesne zaangażowanie na polu oświaty i wychowania, z którego nigdy się nie wycofał. Rozumiał, jak wielkie i niezastąpione znaczenie w procesie wychowawczym ma dobra, normalna rodzina i szkoła świadoma swoich zadań. Jedno i drugie znajduje niezastąpioną pomoc w Kościele, którego drogą jest właśnie człowiek, odzwierciedlający we wszystkim, czym jest, prawdę i piękno Bożego obrazu.

Dlatego chciał zostać kapłanem, by łączyć w swojej posłudze to wszystko, co daje człowiekowi rodzina, szkoła i Kościół, postrzegane przez swe naturalne posłannictwo. Kapłaństwo pojmował właśnie jako wierną służbę Bogu i ludziom, wzorowaną na Chrystusie tych kapłanach, którzy tak wiele dobra wnieśli w jego własne życie. Mentalność wychowawcy i duszpasterza, kazała mu się skupić na prawdzie, że w przypadku kapłana najważniejszym zadaniem pozostaje niezmiennie ars atrium – regimen animarum. Tę trudną sztukę posiadł w stopniu wybitnym i służył nią najlepiej jak potrafił.

Wewnętrzną zasadą, syntezą i zarazem kryterium jego świętości kapłańskiej była caritas pastoralis. Pojmował ją w duchu chrystocentrycznych wskazań Jana Pawła II: „Miłość pasterska jest tym przymiotem, dzięki któremu naśladujemy Chrystusa w Jego darze z siebie i w Jego służbie. Nie tylko nasze czyny, ale nasz dar z siebie jest tym, co ukazuje miłość Chrystusa do Jego owczarni. Miłość pasterska określa nasz sposób myślenia i działania, nasz sposób odnoszenia się do ludzi i jest dla nas miłością szczególnie wymagającą” (PDV, 23). Taka miłość samorzutnie prowadzi do odkrycia, że „Miłosierdzie odpowiada nie tylko najgłębszej prawdzie owej miłości, jaką jest Bóg (i która jest Bogiem), ale także całej wewnętrznej prawdzie człowieka i świata, który jest jego doczesną ojczyzną” (DM, 13). Odpowiada wewnętrznej prawdzie kapłana, powołanego do służby Miłosierdzia na miarę potrzeb człowieka i świata.

Na drogę apostolstwa Bóg wprowadził Księdza Sopoćkę przez siostrę Faustynę. On zaś, wiodąc ją na szczyty świętości, rozpoznał w niej duszę charyzmatyczną, wybraną do posłannictwa o uniwersalnym zasięgu i znaczeniu. Zgłębiając jego istotę, odkrył niezwykłe walory duszpasterskie tej wielkiej idei, która w klimacie Miłosierdzia odnawia i doskonali obraz Boży w człowieku. Odnalazł w niej wszystko, co go porywało jako człowieka, wychowawcę, a nade wszystko duszpasterza, odpowiadało jego zelus animarum. Apostolstwo w jej służbie otwierało rozległą przestrzeń aktualizacji kapłańskiego powołania. Umacniało wiarę w możliwość przemiany człowieka, jeżeli tylko całym sercem przyjmie przesłanie o Bożym i ludzkim miłosierdziu, stanowiące „sam rdzeń etosu Ewangelii” (DM, 3). Dzięki ufności w bezmiar Bożego Miłosierdzia zagubiony moralnie człowiek zawsze może przez nawrócenie i pokutę odbić się od dna grzechu ku wyżynom świętości.

W posłannictwie Faustyny Bóg wyznaczył rolę także jemu samemu, zaplanowaną od dawna, na wskroś kapłańską. Jego przenikliwość teologa i gorliwość pasterza nie pozwoliły, aby zlecona Faustynie idea umarła wraz z nią. Wyostrzona zmysłem wiary intuicja ukazała mu w apostolskiej służbie Miłosierdzia Bożego ostateczny sens kapłańskiego powołania. Tajemnica Miłosierdzia oraz tajemnica Kapłaństwa urzekły go, olśniły, zaangażowały bez reszty i prowadziły drogą kapłańskiej świętości. Na tej drodze stał się sobą jako duszpasterz i apostoł, odpowiadając wiernie pragnieniom i oczekiwaniom Serca Zbawiciela.

Ksiądz Sopoćko doskonale zdawał sobie z tego sprawę, gdy przez długie lata w Wilnie, a później w Białymstoku, wychowywał pokolenia kapłanów-duszpasterzy. Spośród przedmiotów, jakie wykładał, najbliższe jego sercu pozostawały te, które bezpośrednio służyły praktyce duszpasterskiej: pedagogika, katechetyka i homiletyka. Pozostawił cenną spuściznę pisarską z zakresu tych dyscyplin, jak też poświęconą tajemnicy Miłosierdzia w jej duszpasterskich implikacjach. Uświadomił sobie, że służba i apostolstwo Miłosierdzia nie wymagają od kapłana rzeczy niezwykłych, odejścia od normalnych obowiązków duszpasterskich na jakiś obcy, nieznany sobie grunt. Wystarczy wiernie spełniać obowiązki powołania z pomocą środków, w jakie wyposaża swego sługę Kościół na mocy święceń kapłańskich. Wystarczy być kapłanem według Serca Bożego, by stawać się sługą i świadkiem Bożego Miłosierdzia. Wystarczy zgłębiać i przeżywać otrzymany „dar i tajemnicę” kapłaństwa z usilną troską, ażeby go nie „uziemić”, nie udaremnić. Wówczas kapłan będzie udrożniał zbawczy „obieg Miłosierdzia” w odkupionym przez Chrystusa świecie.

Odwołajmy się do jego własnej, spełnionej w życiu wizji kapłaństwa: „Kapłaństwo jest wielkim miłosierdziem Bożym dla wszystkich ludzi, a przede wszystkim dla samych kapłanów... Kapłaństwo chrześcijańskie nie jest niczym innym, jeno ponowieniem i dalszym ciągiem kapłaństwa Chrystusa, który jako Bóg-człowiek składa siebie Bogu w ofierze. Ono tedy czyni obecnym w Kościele Chrystusa Pana, odradza Go w sercach ludzkich przez sakramenty święte i łaski z nich wypływające oraz prowadzi dusze ludzkie do doskonałości” (M. Sopoćko, Miłosierdzie Boga w dziełach Jego, t. III, Rzym-Paryż-Londyn 1962, s. 234-235).

Równoznaczna ze świętością tożsamość posługi i życia, to sposób owocnego – dla siebie i drugich – sprawowania charyzmatu kapłaństwa. Ma ona swoje źródło w Sercu Najwyższego Kapłana Chrystusa, w Jego miłosiernej miłości do tych, których wybrał i „umiłował do końca” (por. J 13, 1). Wyraża się w naśladowania Zbawiciela, który o Bożym Miłosierdziu „nie tylko mówi i tłumaczy je przez porównania i przypowieści, ale nade wszystko sam je wciela i uosabia” (DM, 2). Kapłańskie upodobnienie się do Zbawiciela odzwierciedla nade wszystko Jego Miłosierdzie, ukazuje i przybliża je ludziom. Cała kapłańska posługa daje się sprowadzić do głoszenia i uobecniania światu Miłosierdzia Bożego (por. M. Szymula, Kapłan szafarzem i korzystającym z Miłosierdzia Bożego, Wiadomości Archidiecezjalne Warszawskie 11(2004) s. 1141). Mówiąc skrótowo, kapłan nie może normalnie funkcjonować neutralnie w odniesieniu do Bożego Miłosierdzia.

Znamiennym rysem formatu kapłańskiej osobowości Księdza Sopoćki jest jego sensus Ecclesiae. Lepiej od innych wiedział, że zbawcze posłannictwo Kościoła realizuje się przez gorliwą posługę duszpasterską kapłanów, wiernych Bogu i Stolicy Apostolskiej, oddanych ludowi Bożemu. Dlatego kapłani tak zaciekle są atakowani przez antychrześcijańskie ideologie i siły wrogie Bogu i ludziom. Jednocześnie miliony wiernych ufają swoim duszpasterzom, korzystają z ich wielorakiego posługiwania w Kościele, kierują ku nim swoje nadzieje i oczekiwania. Ksiądz Sopoćko doskonale zdawał sobie z tego sprawę, gdy przez długie lata w Wilnie i Białymstoku wychowywał liczne pokolenia kapłanów-duszpasterzy. Czynił to nie tylko przez pracę formacyjną określoną przez regulamin, lecz przez wszystko, czym był. Jego wkład w formację kapłańską miał jasno określony cel: tożsamość, którą osiąga się przez współpracę z łaską powołania i wierne spełnianie obowiązków duszpasterskich w duchu miłosiernej miłości w jej najbardziej kapłańskiej postaci.

Na czym polega miłosierdzie kapłana, wiernego oczekiwaniom Serca Miłosiernego Zbawiciela? Najpierw jest to miłosierdzie wobec samego siebie – nie jako punkt odniesienia, lecz wyjścia. Wola umiłowania siebie tą miłosierną miłością, jaką Chrystus umiłował i miłuje tych, których wybrał i powołał do służby kapłańskiej. Bez tego ogniwa cały łańcuch lub też, jeśli ktoś woli, cały „obieg miłosierdzia” na niewiele się zda. W sobie samym jest pierwsza przestrzeń miłosierdzia, której kapłanowi nie wolno przeoczyć.

Dla Księdza Sopoćki Miłosierdzie i Kapłaństwo stanowiły rzeczywistości wzajemnie się przenikające, organicznie nierozdzielne. Wewnętrzna więź pomiędzy nimi stanowiła dla niego klucz do kapłańskiej tożsamości, do spełniania się kapłana w wierności obowiązkom powołania. Chodzi tutaj o tożsamość, jaką rodzi żywa więź z Jezusem: „Prezbiter odnajduje pełną prawdę o swojej tożsamości w tym, że jego kapłaństwo pochodzi od Chrystusa, jest szczególnym uczestnictwem i kontynuacją samego Chrystusa, Najwyższego i jedynego Kapłana Nowego i Wiecznego Przymierza. Kapłan jest żywym i przejrzystym obrazem Chrystusa Kapłana… Odniesienie do Chrystusa jest więc absolutnie niezbędnym warunkiem zrozumienia kapłaństwa hierarchicznego” (PDV, 12). Z tego odniesienia do Chrystusa wynika odniesienie do Kościoła, jako że Kościół jest pełnią, ciałem i oblubienicą Chrystusa (por. PDV, 12).

Przez żywą więź z Chrystusem i Kościołem kapłan spotyka się z tajemnicą Bożego Miłosierdzia: wnika w nią, doświadcza jej zbawczej mocy, żyje nią i jej służy przez swoją posługę w Kościele. Kapłańska posługa Słowa staje się wówczas zarówno głoszeniem orędzia Bożego Miłosierdzia, jak i czynem miłosierdzia. Szafarz Sakramentów, będących źródłem wielorakiej łaski Bożej, nie tylko je sprawuje, ale rozumie i przeżywa. Spełniając dobrze swoje obowiązki względem drugich, osiąga własną tożsamość i przez nią się uświęca.

Szczytem kapłańskiej posługi sakramentalnej jest Eucharystia. Drogę do eucharystycznego spotkania z Chrystusem Paschalnym torujesakrament pokuty i pojednania, w którym„każdy człowiek może doświadczyć miłosierdzia, czyli tej miłości, która jest potężniejsza niż grzech” (DM, 13). Sakramenty Pokuty i Eucharystii są przedziwnie ze sobą związane w przyjęciu i wprowadzaniu w życie Ewangelii Miłosierdzia. Przez Pokutę dokonuje się przezwyciężenie i oczyszczenie z grzechu, Eucharystia zaś prowadzi do uczestnictwa w Chrystusowym triumfie nad grzechem i śmiercią. Duszpasterska mądrość Kościoła i gorliwych kapłanów nie pozwala na rozluźnienie więzi między tymi sakramentami, umożliwiając wiernym życiodajne i radosne przeżywanie Komunii z Chrystusem.

Ksiądz Michał Sopoćko uświęcił się przez wierność kapłańskiemu powołaniu. Cała jego osobowość, motywująca apostolskie zaangażowanie, nosi znamiona na wskroś duszpasterskie. W sposobie teologicznego myślenia, we wszystkich podejmowanych inicjatywach i działaniach, był i pozostał przez całe życie na pierwszym miejscu duszpasterzem. Jego fascynacja tajemnicą i kultem Miłosierdzia Bożego przekładała się na formację i praktykę duszpasterską. Jako duszpasterz uświadomił sobie praktyczne implikacje wynikające z prawdy, że „Chrystus jest uosobieniem Miłosierdzia Bożego, a Kościół narzędziem i szermierzem Jego po wszystkie czasy” (M. Sopoćko, Miłosierdzie Boga w dziełach Jego, t. IV, dz. cyt., s. 9-8 ). Kościół przecież istnieje po to, ażeby głosić światu orędzie Miłosierdzia i wcielać je w życie. Spełnia to zadanie, kiedy zgłębia swój depozyt wiary, wyznaje i głosi orędzie Miłosierdzia w całej prawdzie tego, co mówi o nim Pismo Święte, tradycja oraz liturgia Kościoła.

Dzięki swej wiedzy i mądrości pojął, że apostolstwo w służbie Miłosierdzia nie wymaga od kapłana odejścia od normalnych obowiązków duszpasterskich na jakiś obcy, nieznany grunt. Wynika bowiem z tożsamości jego posługi i życia: wystarczy wiernie spełniać obowiązki swego powołania z pomocą środków, w jakie wyposaża swego sługę Kościół mocą święceń kapłańskich. Wystarczy być kapłanem według Serca Bożego, by stawać się sługą i świadkiem Bożego Miłosierdzia.

Obieg Miłosierdzia, który w Sercu Bożym ma swój początek i z niego czerpie moc zbawczą, działa w dużej mierze dzięki tożsamości kapłańskiej. W niej bowiem spełnia się obietnica, jaką Bóg kieruje do swego ludu: „Dam wam pasterzy według mego serca” (Jr 3, 15). Dlatego Ksiądz Sopoćko dokładał wszelkich starań, ażeby Boże orędzie Miłosierdzia rozszerzało się przez tożsamość i posługę kapłańską na cały świat. Robił, co mógł, by jak najwięcej ludzi mogło czerpać z nieprzebranej skarbnicy przebaczenia i łaski, symbolizowanych przez promienie Miłosierdzia, wychodzące z przebitego Serca Zbawiciela. Wiedział, że nikt w tym zbawczym procesie nie może zastąpić kapłanów, których Chrystus – Arcykapłan weryfikuje według kryterium swego Serca wielkiego Miłosierdzia.

ks. Stanisław Strzelecki