lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
LUTY 2009
nr 2/2009

Opuszczenie rodzinnego domu

Prawdziwie kochać dziecko, to pozwolić mu odejść we właściwym czasie. Do osiągnięcia dorosłości niezbędne jest „przecięcie pępowiny”, czyli opuszczenie domu rodzinnego. Przy czym nie chodzi tu tylko o fizyczne oddalenie – np. wyjazd na studia. Chodzi o zdobycie pewnej niezależności emocjonalnej tj. tego, by dziecko (mówimy dziecko, choć już wchodzi w życie dorosłe) nauczyło się myśleć, czuć, postrzegać po swojemu. Jest to budowanie jego własnej tożsamości.

Często rodzice uniemożliwiają opuszczenie domu rodzinnego przez ich dziecko, zbytnio uzależniając je od siebie emocjonalnie lub ekonomicznie. Chcą jak najdłużej z rozmaitych względów przytrzymać je przy sobie. W obecnych czasach zdarza się również często, że młodzi nie chcą opuszczać domu rodzinnego, bo jest im dobrze przy rodzicach. Przeciągają moment odejścia obciążając tym zbytnio swoich rodziców. Sytuacja taka nie służy wcale zmierzaniu ku dojrzałości przez młodego człowieka.

Opuszczenie domu rodzinnego – ojca i matki – bywa nieraz bolesne dla obu stron. Trzeba pilnować, by się wzajemnie emocjonalnie nie okaleczać. Im więcej nieporozumień i konfliktów, tym trudniejsze jest rozstanie. Wielu nastolatków opuszcza dom rodzinny w gniewie, żalu i jednocześnie poczuciu winy wobec rodziców. Opuszczenie rodzinnego domu powinno być wzajemnym wyjściem sobie naprzeciw rodziców i dzieci. Gniew i żal przeciwko własnym rodzicom zatruwa bowiem relacje z bliskimi.

Wyprowadzenie się z domu nie powinno powodować zerwania więzi z rodzicami, zatarcia odpowiedzialności dzieci za rodziców, szczególnie w ich podeszłym wieku. Daje jednak obu stronom komfort i ułatwia rozwijanie wzajemnego szacunku. Łatwiej jest się szanować na odległość, nie będąc od siebie zbytnio zależnym. Zamieszkanie wspólne ma swoje korzyści, ale jest ich znacznie mniej niż strat i często wyniszczeń wynikających z takiej sytuacji. Jeżeli staje się to nieuniknioną koniecznością, wymaga od obu stron dojrzałości, tolerancji i nieustannych kompromisów. Sytuacja taka powinna być potraktowana jako tymczasowa, ze świadomością dążenia do wyprowadzenia się.

Opuszczenie domu rodzinnego staje się więc niejako warunkiem zbudowania nowego związku i założenia własnej rodziny. Dopiero oderwanie się od tej rzeczywistości wyjściowej i zdolność zawierzenia się komuś innemu, zdolność powierzenia swojego życia komuś innemu świadczy o dojrzałości.

Zewnętrzna (wyprowadzenie się) i wewnętrzna realizacja tego ideału wyraża się także w pełnym uznaniu, że od tej chwili małżonkowie stają się dla siebie najważniejsi. Opuszczenie rodziców jest więc także dojrzałością do uznania, że są oni nadal ważni, ale już nie najważniejsi, tak jak było do tego momentu. Trzeba przyjąć, że na pierwszym miejscu sytuuje się współmałżonek, potem dzieci będące owocem małżeństwa, a dopiero potem rodzice i rodzeństwo, znajomi itd. Także rodzice muszą uznać tę prawdę i nie oczekiwać od dzieci, aby traktowały ich jako ważniejszych od współmałżonka.

Można także dostrzec w idei opuszczenia domu rodzinnego konieczność, ale i zdolność do powierzenia się komuś innemu. To oddanie się współmałżonkowi jest już zupełnie czymś innym niż wcześniejsze relacje z rodzicami. Przy nich było się bardziej odbiorcą dobra, czynności opiekuńczych i wychowawczych, było się tym, komu rodzice służyli, komu poświęcali się. W nowej sytuacji przyjmuje się bardziej postawę dawcy dobra. Na tym etapie wchodzenia w życie dorosłe, zarówno w przypadku odchodzących dzieci, jak i rodziców, którzy muszą zgodzić się na to odejście, decyzje ludzkie muszą być wspierane łaską Bożą.

Dojrzali rodzice wiedzą o tym, że żadne dziecko nie zostało stworzone po to, by realizować ich potrzeby czy aspiracje. Dojrzała miłość rodzicielska to najbardziej bezinteresowna miłość na świecie! To ofiarne i radosne dzielenie się czasem, zdrowiem, siłą, sercem i mądrością z kimś, kto nie jest stworzony dla mnie. To pomaganie we wzrastaniu w mądrości i łasce komuś, kto poza domem rodzinnym znajdzie swoje miejsce doczesnej radości i drogę do radości wiecznej. Dojrzali rodzice wiedzą o tym, że ich dziecko powinno realizować swoje a nie ich plany i marzenia.

Dzieci roztropnych rodziców opuszczają dom rodzinny bez lęku i poczucia winy. Bez lęku, gdyż nauczyły się od rodziców mądrze myśleć, odpowiedzialnie kochać i solidnie pracować. Bez poczucia winy, gdyż są pewne tego, iż ich rodzice nadal kochają siebie nawzajem i że są spokojni zarówno o własną przyszłość, jak i o przyszłość dzieci, które dobrze wyposażyli na drogę szlachetnego mierzenia się z twardą rzeczywistością. W obliczu wyprowadzenia się z domu rodzicielskiego rodzice i dzieci przeżywają tęsknotę, a jednocześnie są pewni tego, iż wcale nie tracą ze sobą kontaktu i że ich wzajemna miłość będzie trwać nienaruszona. Takie dzieci – z rodzinami, które zakładają – chętnie powracają do rodziców i utrzymują z nimi radosny kontakt. W przyszłości pozwolą też swoim dzieciom na założenie własnych rodzin i pozwolą im spokojnie opuścić dom rodzinny. Będą im do końca swoich ziemskich dni dyskretnie towarzyszyć miłością, modlitwą i mądrą radą. Wzorem jest Święta Rodzina. Maryja i Jej małżonek przyjęli Jezusa z miłością i oboje pomagali Mu wzrastać w łasce i mądrości u Boga i u ludzi. Oboje szukali Go z troską, ale też nie przeszkadzali Mu w wypełnianiu Jego życiowej misji.

ks. Adam Skreczko