lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
STYCZEŃ 2009
nr 1/2009

Papież przy teleskopie

Pierwszego stycznia zawiesimy na ścianach nowe kalendarze. Będą nam towarzyszyły przez cały rok, tracąc kartkę po kartce, aż do całkowitego wyczerpania, bo i dla nich płynie czas. Młode pokolenie posługuje się zazwyczaj kalendarzami w telefonach komórkowych lub w elektronicznych agendach. Mniejsza jednak o to, kto czego używa, ważne, żeby trzymać rękę na pulsie.

Wszystkie te instrumenty, oparte są na tym samym modelu, wprowadzonym w życie przez papieża Grzegorza XIII (1502-1585). Stąd nazwa – „kalendarz gregoriański”. Jego zatwierdzenie zostało uwiecznione na grobowcu papieża w watykańskiej Bazylice św. Piotra. Uczyniono to dopiero 150 lat po jego śmierci. On sam nie myślał o budowaniu sobie za życia pomników. Łożył hojną ręką na wszystko co mogło się przyczynić do większej chwały Bożej. Kilka kroków dalej, w tej samej bazylice, wybudował kaplicę ku czci Matki Boskiej Wspomożycielki. Z racji na rzadkiej urody kolorowe marmury i kamienie szlachetne, okrzyknięto ją „najpiękniejszą na świecie”. Pod ołtarzem, umieścił papież relikwie św. Grzegorza z Nazjanzu, które kilka wieków wcześniej przyniosły do Rzymu greckie mniszki. Jan Paweł II zwrócił część relikwii patriarsze ekumenicznemu Bartłomiejowi.

W życiu prywatnym Grzegorz XIII był prawdziwym ascetą. Jakby na przekór powszechnemu rozluźnieniu obyczajów, pielgrzymował boso do głównych kościołów Wiecznego Miasta. Karał konsekwentnie prostytucję. Na doradców dobierał sobie ludzi odznaczających się tak światłością umysłu, jak nieskazitelnością obyczajów. Jego głównymi powiernikami byli rzymski duszpasterz św. Filip oraz mediolański kardynał św. Karol Boromeusz, przez co wpływowi zazwyczaj nepoci mieli niewiele do powiedzenia. A i Kuria Rzymska dostosowała się do stylu papieża, podciągając swój poziom. Dobry urzędnik w mig pojmie o co chodzi przełożonemu, inaczej będzie miał zawsze problemy.

Wielkim pragnieniem papieża Grzegorza XIII było przywrócenia jedności z Prawosławiem i powstrzymanie Reformacji. Stąd protestanci przyprawili mu „czarną legendę”, oskarżając go o tolerowanie ataków na innowierców. Nic bardziej kłamliwego. Jako następca św. Piotra Apostoła, który otrzymał od Chrystusa najwyższą władzę w Kościele, Ojciec Święty czuł na sobie obowiązek podjęcia konkretnych działań, żeby zlikwidować istniejące podziały. W tym celu nawiązuje kontakty z patriarchami konstantynopolitańskim, koptyjskim, syro-jakobickim, a nawet z carem Iwanem IV Groźnym. Otwiera w Rzymie Kolegia Greckie i Maronickie, mające formować duchowieństwo wschodnie oraz Kolegia Niemieckie i Angielskie dla kandydatów z Europy zachodniej, trawionej pożogą Reformacji, która niosła ze sobą prześladowania katolików. Inspirowany ideą jedności, Grzegorz XIII wydaje Pismo Święte po grecku, starosłowiańsku oraz arabsku, przeznaczone dla chrześcijan pod panowaniem tureckim.

Także reforma kalendarza miała wymiar ekumeniczny. Chodziło o to, żeby wszyscy mogli obchodzić Wielkanoc we właściwym dniu. Jak wiadomo, należy ona do tak zwanych „świąt ruchomych” i przypada w niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca. Tymczasem zrównanie się dnia z nocą, będące początkiem wiosny, następowało nie 21 marca, jak wskazywał kalendarz, lecz wcześniej. Dla uczonych wniosek był prosty: kalendarz późnił się w stosunku do cyklu słonecznego i należało go poprawić. Ów stary kalendarz wprowadził w 46 r. przed narodzeniem Chrystusa Juliusz Cezar, stąd nazywany jest „juliańskim”. Jego spóźnienie nadal rośnie, zwiększając się co 128 lat o jeden dzień.

Grzegorzowi XIII znane były postulaty reformy kalendarza. Myśleli o niej już jego poprzednicy na Stolicy Piotrowej, dyskutowali biskupi podczas Soboru Trydenckiego. Sam papież był z wykształcenia prawnikiem, co jednak nie zawężało jego horyzontów. Jak wszyscy ludzie Renesansu posiadał szeroką kulturę i znał się na astronomii. Wszystkie ważniejsze rody tego okresu, posiadały na dachach swoich rezydencji stanowiska do obserwacji gwiazd. Ponieważ Pałac Apostolski w Watykanie nie dysponował takim miejscem, Grzegorz XIII polecił wybudowanie specjalnego obiektu nazwanego Wieżą Wiatrów. Wyposażył ją w niezbędne instrumenty astronomiczne i polecił ozdobić gustownymi freskami. Na gospodarzy tego miejsca wybrał Jezuitów z Kolegium Rzymskiego, które przekształcił w uniwersytet. On również od imienia papieża nazywa się „Gregoriańskim” albo po prostu „Gregorianą”. Od tamtego czasu namnożyło się w Rzymie i na świecie różnych kościelnych Ateneów, ale to właśnie Uniwersytet Gregoriański wiedzie pośród nich absolutny prym, niczym marszałek pośród generałów.

Jeżeli chodzi o watykańską Wieżę Wiatrów, w głównej sali na pierwszym piętrze, zachował się zegar słoneczny, przy pomocy którego jezuicki astronom Ignacy Danti zademonstrował Grzegorzowi XIII, że zrównanie się dnia z nocą nie przypadało 21-go marca lecz 11-go.

Czas spędzony w obserwatorium oraz rozmowy z uczonymi tej klasy co wspomniany Danti, następnie Luigi Lilio, czy Christopher Clavius, przekonały papieża o konieczności reformy kalendarza. Została ona ogłoszona bullą „Inter Gravissimas” 24 lutego 1582 r. i to jej podpisanie przedstawia wspomniana już płaskorzeźba na grobowcu w watykańskiej Bazylice św. Piotra.

Reforma kalendarza polegała w pierwszym rzędzie na wykreśleniu z niego dziesięciu dni. Żeby nie robić zamieszania, wybrano okres najmniej ważny z punktu widzenia liturgii oraz ekonomii, od 5 do 14 października 1582 r. włącznie. Nie obeszło się naturalnie bez pewnych problemów. Bo wyobraźmy sobie, że ktoś domagał się wynagrodzenia za pełny miesiąc pracy, albo musiał oddać wcześniej dług. To były jednak drobiazgi.

Obecnie, różnica pomiędzy kalendarzem gregoriańskim i juliańskim wzrosła do ponad 13 dni, dlatego Kościoły wschodnie, trzymające się kalendarza sprzed papieskiej reformy, obchodzą Boże Narodzenie 7 stycznia. W przypadku Wielkanocy sprawa jest bardziej skomplikowana z racji na odniesienie do daty 21 marca i pierwszej wiosennej pełni księżyca.

W celu zapewnienia maksymalnej zgodności nowego kalendarza z rokiem słonecznym, papież zarządził jednocześnie, że lata 1700, 1800 i 1900 będą liczyły 365, a nie 366 dni, natomiast rok 1600 będzie przestępny, podobnie jak każdy następny początek stulecia, jeśli jest podzielny przez 400.

Chociaż kalendarz gregoriański był prawdziwym dobrodziejstwem dla całej ludzkości, wprowadziły go od razu tylko kraje typowo katolickie jak Italia, Hiszpania, Portugalia i oczywiście Polska. Protestanci i anglikanie patrzyli podejrzliwie na ten „papieski wynalazek” aż do XVIII w. Jeszcze wolniej poszło na wschodzie: Rosja przyjęła kalendarz w 1918 r., Grecja dopiero w 1923 r. Mowa naturalnie o parlamentach tych krajów, gdyż w liturgii prawosławnej oraz katolickich Kościołów wschodnich, kalendarz juliański zachował do dzisiaj swoje znaczenie.

Zainteresowanie papieży astronomią nie ustało po śmierci Grzegorza XIII. Wieżę Wiatrów wyposażano w coraz to nowocześniejsze urządzenia, aż w latach trzydziestych XX wieku okazało się, że z powodu elektryzacji Rzymu, jest za jasno na prowadzenie badań. Obserwatorium przeniesiono więc do papieskiej rezydencji w Castel Gandolfo. Dzięki Piusowi XI otrzymało ono trzy potężne teleskopy i nowoczesne laboratorium astrofizyczne. Tymczasem miasteczko ciągle się rozrastało. Wokół malowniczego jeziora, u podnóża rezydencji papieskiej pojawiały się coraz to nowe restauracje, ośrodki sportowe i hoteliki. Tysiące świateł znowu zaczęły przeszkadzać w śledzeniu gwiazd. W tej sytuacji, papież Jan Paweł II postanowił, że w Castel Gandolfo pozostanie dyrekcja obserwatorium i jego archiwum, natomiast badania naukowe będą prowadzone na Górze Graham w Tucson w Arizonie (USA). Watykańscy astronomowie dysponują tam potężnym teleskopem, pozwalającym na obserwacje gwiazd w podczerwieni. Ma on zwierciadło o średnicy 2 metrów i należy do najnowocześniejszych na świecie. Podobno kosmos składa się ze 100 milionów galaktyk, a w każdej jest 100 milionów gwiazd więc i przyrządy astronomiczne muszą być odpowiednie.

Powie ktoś, że rolą Kościoła nie jest obserwacja nieba ale nauczanie jak się do niego się dostać. Myślę, że jedno nie wyklucza drugiego. Natura to przecież księga napisana przez Boga i jej lektura, również przy użyciu teleskopów, jest jak najbardziej pożyteczna.

K. N.