lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
STYCZEŃ 2009
nr 1/2009

Opowieść z Niebiańskich Gór

List otwarty z Uzbekistanu

1. Zrujnowane świątynie

O klęsce Kościoła na Wschodzie, miałem się dowiedzieć w szczegółach w Seminarium Białostockim, a potem jako kapłan, gdy odwiedziłem Rosję i Ukrainę na własne oczy.

Widziałem kościoły zburzone nie w czasie wojny, a właśnie gdy nastał pokój, po rewolucji rosyjskiej. Widziałem i takie, które zamieniono na stajnie, szopy, garaże, stolarnie, spichrze, domy mieszkalne, sale gimnastyczne czy w najlepszym wypadku filharmonie.

Dla człowieka wierzącego z ideałami, jakim byłem na początku mej drogi misyjnej, i mam nadzieje nadal jestem, to była i jest tragedia.

2. Piękne miasto Taszkient

Co do mojej obecnej placówki, to opowiem w kilku słowach, że mieszkam obecnie w Uzbekistanie. Jest to kraj o podobnej wielkości jak Polska, ma jednak zaledwie 27 milionów ludności, z czego większość wyznaje islam i do Chrystusa a także do chrześcijan odnosi się z rezerwą. Stolica Uzbekistanu Taszkient, ma 3 miliony ludności Jest piękna, bo jest otoczona górami. Góry nazywają się Tien Szan co po chińsku znaczy „niebiańskie góry”.

Słowo Taszkient oznacza po turecku „Kamień”, więc mieszkam jak papież w Watykanie „na opoce”. Ma to sens tym bardziej, że nasz kościółek ma status Ambasady Watykańskiej i zatrudnieni tutaj księża są urzędnikami watykańskimi i mają status dyplomatów

To znacznie ułatwia pracę w tym egzotycznym środowisku

W życiu codziennym wyraża się to w ten sposób, że na samochodzie biskupa i braci franciszkanów zamiast białych tablic widnieją zielone i miejscowa milicja nie ośmiela się ich zatrzymywać Na każdym parkingu znajdzie się dla takiego samochodu eksponowane miejsce.

Uzbekistan jest znany z wielkich złóż gazu ziemnego. Słynie z wielkiego jeziora, które szybko wysycha i nazywane jest Morzem Aralskim. Odległy około 5 000 km od Polski i ma różnicę 4 godzin. Znaczy to, że słońce w Taszkiencie budzi się o 4 godziny wczesnej niż w Polsce. Samochodem lub pociągiem jechać trzeba do ojczyzny 4-5 dni a samolotem z przesiadkami plus minus 6 godzin.

3. Niezwykła katedra z piasku

W tym ogromnym mieście jest metro, piękne szerokie autostrady około 100 meczetów, 4 prawosławne cerkwie i zaledwie jeden, za to prześliczny kościół zbudowany ze żwiru, jaki się znajdował na miejscu. Górka, która tu stała 100 lat temu została zużyta do produkcji bloków budowlanych i teraz kościół stoi w dolinie nad górską rzeką, widoczny z trzech stron na tle wieżowców.

Obok kościoła wzniesionego w latach 1914-2000, rok temu Polonia wzniosła pomnik poświęcony Armii gen. Andersa, która tu długo stacjonowała. W Taszkiencie zmarło z wycieńczenia około 600 żołnierzy. Nikt do nich nie strzelał, jednak lato bywa tu tak skwarne (60 stopni w słońcu), że dla wycieńczonych zesłańców z Syberii taka pogoda była zabójcza

Ja zgłosiłem się do pracy w Taszkiencie 1 października, kiedy była już jesień, a temperatura nadal wynosiła 25 stopni. Nie wiem jak przetrwam nadchodzące lato.

Co do budowli kościoła, to ma ona niezwykłą historię. Pierwszą kaplicę obsługiwał jeszcze w 1883 roku przez trzy lata pewien kapelan wojskowy, bo Taszkient jak i cały Turkiestan przeszedł po Powstaniu Styczniowym w ręce Rosji. Car po Powstaniu kierował polskich żołnierzy na „antypody”.

Przyjazd kapłana był dla nich wielka radością, ale trwała ona zaledwie 3 lata. Po jego odjeździe kaplicę zamknięto, a dzwon podarowano prawosławnym. Kolejny kapłan, który dostał pozwolenie na pobyt był profesor z Petersburga, sławny na cały świat znawca języka hebrajskiego ks. Justyn Pranajtis. Zbudował on w okolicy 5 kościołów w miastach oddalonych o tysiące km jak Aszchabad, Ałma-Ata (stolice Turkmenii i Kazachstanu), albo setki km jak Samarkanda Fergana, Termez.

W samym Taszkiencie wciąż były przeszkody i brak było bogatych i życzliwych ludzi dla wsparcia idei budowy kościoła. Tacy się znaleźli dopiero w czasie pierwszej wojny światowej Byli to paradoksalnie uciekinierzy z pogrążonej wojną Polski i jeńcy wojenni z armii austriackiej, katolicy pochodzenia polskiego, czeskiego i węgierskiego

Włożyli oni swe serce i wszelkie możliwe ofiary. Niestety śmierć ks. Justyna w lutym 1917 roku a potem wybuch rewolucji sowieckiej sprawiły, że dach na gotowej budowli wznieśli dopiero w latach 90-tych bracia franciszkanie pod kierunkiem charyzmatycznego ojca Krzysztofa Kukułki.

4. Serce Azji

Wracając do Uzbekistanu... to kraj w samym sercu Azji, toteż tutejsi mieszkańcy mają cechy charakterystyczne dla calej Azji. Mają ciemną skórę jak Arabowie czy Hindusi i trochę podobną do nich urodę, większość ma lekko skośne oczy, ale rozmawiają językiem, który należy do grupy języków tureckich. Uczę się go z trudem. Na przykład na dzień dobry Uzbecy pozdrawiają się podobnie jak w Izraelu słowami: „Salom” (szalom – pokój), odpowiedzieć należy „Assalam alejkum” (pokój z tobą).

5. Uzbeckie zwyczaje

Kobiety ubierają się bardzo pstrokato w spodnie, na które naciągają coś podobnego do naszych szlafroków Wiele z nich używa muzułmańskich chust, które wprawdzie nie przesłaniają twarzy, ale ciasno zawiązane są pod szyją na podobieństwo niektórych zakonnic klauzurowych np. karmelitanek. W Turcji niedawno toczył się spór na najwyższym szczeblu i trybunał konstytucyjny zabronił używania takich chustek w szkole, aby zapobiec nadmiernej islamizacji społeczeństwa

Mężczyźni lubią wysokie buty, w które wpuszczają spodnie czy raczej szarawary. Na koszule i latem i zimą naciągają gruby plaszcz bez guzików, który latem nie przepuszcza ciepła, zimą chroni od przymrozków Na głowach noszą tzw. tiubetiejki, troszkę podobne do biretu. Młodsi chłopcy używają wełnianych czapeczek.

Ciekawostką jest, że na każdym poboczu, a niekiedy i pomiędzy pasami autostrady są mniejsze lub większe zabetonowane kanały, które rozprowadzają wodę po całym mieście Jest to czyściutka źródlana woda z gór. Korków na drodze nie ma. Rzadko spotyka się typowe dla Azji rowery, natomiast osiołki zaprzężone w malutkie fury są wszędobylskie i rozwożą wszelkiego rodzaju towar, podobnie jak to widziałem w Pekinie.

6. Nasz kler i mała trzódka

W Taszkiencie od 2003 roku zamieszkuje katolicki biskup Jerzy Maculewicz. Podobne nazwisko miał błogosławiony Jurgis Matulaitis, który sto lat temu był biskupem wileńskim i często odwiedzał Białystok.

Rodzice naszego biskupa mieszkali na Śląsku, ale pochodzili ze wschodu. Tato z Wilna, a mama z syberyjskiego Krasnojarska. Sam biskup urodził się na Ukrainie i ma dzisiaj 55 lat. Jest franciszkaninem. Ma do dyspozycji 9 kapłanów, z czego 8 to jego współbracia zakonni. Obsługują oni 5 zarejestrowanych parafii i dwie tworzące się.

Najodleglejsza parafia Urgencz, leży po sąsiedzku ze starożytnym miastem Chiwa.

Ma 120 000 mieszkańców i około 20 parafian. Niedawno powstał tam mały kościółek i jest on jedyną chrześcijańską świątynią w mieście. Parafia jest oddalona o 1100 km od Taszkientu.

W połowie drogi z Urgencza do Taszkientu leżą jeszcze dwa znane z historii miasta Samarkanda i Buchara. Tam istnieją wspólnoty, w których liczba parafian siega 50-100 osób

Jest jeszcze we wschodnim Uzbekistanie wspólnota na przedmieściach miasta Fergany złożona głównie z bezdomnych lub zaniedbanych dzieci. Opiekę nad nimi objął o. Piotr Kawa i dwaj współbracia Franciszkanie.

Jedna z tych dwu niezarejestrowanych, czyli powstających parafii ma wezwanie Miłosierdzia Bożego i mieści się w Angrenie (100 km na wschód od Taszkientu). Mam zaszczyt obsługiwać ją od miesiąca. Druga w wojewódzkim mieście Navoi jest obsługiwana przez kapłanów z Buchary.

7. Trochę historii

Samarkanda jest tak starożytna jak miasto Rzym. Ma 2700 lat. To miasto było bardzo dzielne. Długo opierało się atakom Aleksandra Macedońskiego. Tutaj wielki wódz znalazł sobie małżonkę.

W przeszłości mieszkał tu chrześcijanski metropolita i większość Sogdyjczykow (tak nazywano niegdyś tubylców) była chrześcijanami, ale po napaści Arabów, a potem Mongołów, sytuacja w kraju się diametralnie zmieniła i chrześcijanie prawie zniknęli z powierzchni tej ziemi.

Sława Samarkandy wzrosła w czasach podróżnika Marco Polo, kiedy to poprzez Morze Czarne i Kaspijskie „Jedwabnym Szlakiem” do Chin wędrowało wielu kupców i misjonarzy.

Powrót chrześcijan na tereny wiąże się z podbojem Turkiestanu (dzisiejsze państwa Azji Środkowej: Turkmenistan, Tadżykistan, Kirgistan, Kazachstan i Uzbekistan) przez carską Rosję i napływem polskiego żywiołu, a w latach stalinowskich zesłańców niemieckich. Ilość katolików w Turkiestanie władze carskie szacowały na 40 000.

Wedle realnych szacunków, katolików uczęszczających w niedziele do kościoła jest obecnie zaledwie 600.

8. Mieszkańcy cmentarza

Są tu również siostry Matki Teresy z Kalkuty. Dwie siostry przybyły z Polski, dwie z Indii, jedna z Włoch i dwie z Afryki. W ich klasztorze obowiązuje język angielski i gdy przyjeżdżamy do sióstr odprawiać, to musimy się modlić w tym języku

Niektóre z sióstr już troszeczkę znają język uzbecki, inne komunikują się po rosyjsku, a najważniejszy jest język miłości, to znaczy dobre uczynki, które te siostry sprawują zwłaszcza na cmentarzu. Niedaleko ich klasztoru jest prawosławny cmentarz, na którym osiedlili się bezdomni.

Jest im tam wygodnie żyć, bo prawosławni na swoje mogiły zawsze przynoszą słodycze. To się staje pokarmem dla podopiecznych naszych sióstr. Ludzie ci mogą w domu sióstr nie tylko smacznie pojeść, ale też mogą sobie wyprać cuchnącą odzież.

9. Moja parafia

Co do mojej parafii, jest ona nietypowa. W miasteczku Angren mieszkało 20 lat temu wielu Europejczyków. Byli to zwłaszcza zesłańcy polskiego i niemieckiego pochodzenia. Ostatnio wielu z nich powróciło do ojczyzny albo wyniosło się do Rosji. Nie sposób ukryć, że sprzyjały temu zatargi na tle rasowym i religijnym. Historia parafii w Angrenie jest nietypowa.

Do tego miasteczka z pobliskiej Fergany pod koniec lat 80-tych zaczął dojeżdżać legendarny ks. prałat Józef Świdnicki, który w 1984 roku trafił w Nowosybirsku do więzienia za kazanie o Matce Boskiej Fatimskiej, jakie wygłosił w miejscowej kapliczce.

Dostał wyrok 4 lat za antypaństwową, wywrotową działalność, bo tak władze sowieckie nazywały misje. Po dwu latach skrócono mu wyrok i z Syberii wyjechał do Uzbekistanu. Miał wielu parafian w Ferganie w Angrenie i w Taszkiencie. Z trudem nadążał odwiedzać wszystkie zakątki kraju, gdzie tylko znajdował Europejczyków Z chwilą jednak, gdy przeniósł się z powrotem na Syberię, w 1992 roku, parafie zaczęły się wyludniać i trudno było ten proces zatrzymać.

Do Uzbekistanu przyjechali bracia franciszkanie, którzy zaprzyjaźnili się z pastorem polskiego pochodzenia Włodzimierzem Wytrwałem. Podobnie jak wielu i on z rodziną opuścił Uzbekistan i mieszka obecnie w Ojczyźnie swych przodków. Zanim jednak wyjechał wypełnił opatrznościową misję. Zaprosił naszych franciszkanów, by przeprowadzili akcję informacyjną o Kościele katolickim w jego parafii. Nieczęsto się zdarza, by pragnienie powrotu do Kościoła katolickiego ustami parafian wyrażał pastor protestancki. Tym razem tak się stało. Współpraca Włodzimierza z franciszkanami trwała 2 lata. Skutek jest taki, że większość moich obecnych parafian była w przeszłości baptystami. Część dawnych parafian odeszła do innych wspólnot protestanckich. Inni wyjechali za granicę.

Pozostali, a jest ich 7 osób, to głównie ludzie schorowani i starzy. Moja misja chwilami wygląda jak praca sióstr na cmentarzu.

10. Moje rozterki

Nie wiem czy sobie poradzę. W Rosji i na Ukrainie, gdzie dotąd pracowałem do państwowej rejestracji wspólnoty potrzebna była minimalna ilość10 czlonków-założycieli. W Uzbekistanie trzeba nazbierać stu parafian, by wspólnota otrzymała legalny status.

Jak z tego widać, jestem na razie nielegalnym duszpasterzem i nie mam prawa zamieszkiwania w swej parafii. Dojeżdżam więc dorywczo z odległego Taszkientu, co dodatkowo utrudnia sprawę.

Miasto jest piękne ma 120 tys. mieszkańców. Leży u podnóża góry nazywanej Babaj Gora 3555 m, nawet latem ma czapkę ze śniegu. Niektóre dzielnice wieżowców wyglądają jak miasto widmo, bo z chwilą wyjazdu Europejczyków nie było chętnych, by te domy zasiedlić i dbać o nie.

Każde miasteczko uzbeckie wita przyjezdnych pięknym hasłem „Husz kelibsiz” (witamy serdecznie).

Ja jednak od miesiąca nie przestaję żyć z odczuciami „niechcianego gościa”, czyli takimi, jakie miałem pod koniec pobytu w Rosji.

Proszę was o serdeczną modlitwę. Jako rodacy macie prawo i szlachetny obowiązek trzymania za mnie kciuków.

ks. Jarosław Wiśniewski

27 października 2008

Taszkient – Uzbekistan – www.orient.to.pl