lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
STYCZEŃ 2009
nr 1/2009

Ucieczka od suwerenności

Polski (???) rząd „cudotwórczej” siły przewodniej wręcz nogami przebiera, aby wyzbyć się resztek suwerenności kraju. Jednym bowiem z jej atrybutów jest własny bank centralny i możliwość bicia (dzisiaj raczej – drukowania) własnego pieniądza. Administrujący krajem nad Wisłą „cudo-tfurcy” chcą, by Polska zrzekła się swojej waluty narodowej i przyjęła sztuczne euro, drukowane przez centralny bank, który ma siedzibę w... Niemczech. Jest to dodatkowo zadziwiające, że eurokołchoz ogarnia coraz głębszy kryzys ekonomiczny, który wszak swój początek bierze z kryzysu finansowego. Czy mamy razem z eurosojuzem pogrążać się w otchłań gospodarczej zapaści, rezygnując z ostatniego instrumentu wpływania na polską gospodarkę, jakim jest własna waluta? A może naszym „cudo-tfurcom” za ciężko jest administrować Przywiślańskim Krajem? Może już dostrzegają, że ciągłe robienie dobrych min (czyli PR) i odurzanie się sondażami to za mało? Niewiele pomagają instrukcje wysyłane z ministerstw do funkcjonariuszy niższego szczebla, pouczające o uprawianiu propagandy sukcesu.. Coraz bardziej wszak wychodzi na jaw niezgulstwo siły przewodniej w kwestiach gospodarczych. Nie sposób też zrzucić wszystkiego na wetującego (czasami) prezydenta. I nie na wiele zda się tandeciarskie „palikociarstwo”, które podlane obrzydliwie niestrawnym sosem „niesiołowszczyzny”, razi coraz bardziej.

Za poprzednich rządów wylewano potoki destrukcyjnego krytykanctwa, nagłaśnianego przez polskojęzyczne media. Obecnie uprawia się przede wszystkim „pijar” czyli politykę jak najlepszych PR. Okazuje się jednak, że robienie dobrego wrażenia, to za mało.

A problemów nie tylko nie ubywa, ale przybywa. I nikt już chyba dziś nie pamięta działalności tzw. gabinetu cieni, który jakoby miał przygotować szuflady pełne projektów ustaw. Nie nastąpiło radykalne przyspieszenie budowy autostrad ani dróg ekspresowych. Rodacy zza granicy -jeśli wracają do kraju, to raczej z powodu kryzysu ogarniającego kraje zachodnie a nie na skutek realizowanego cudu ekonomicznego. Widoki(przedwyborcze) na „dobrze opłacanych” lekarzy czy policjantów też zdają się być marne. Strajkami grożą nauczyciele. Rząd chce zlikwidować stocznie – według rozkazu z Brukseli, której nie przeszkadza ładowanie miliardów w zachodnie banki, ale pomoc dla polskich stoczni” narusza zasady wolnej konkurencji”. Ze swobodą działalności gospodarczej wciąż – mówiąc delikatnie – cieniutko. O obniżce podatków przez ten „liberalny” rząd nawet szkoda gadać. Ciężko sile przewodniej rządzić, oj ciężko. Stąd może i szukanie ulgi przez rezygnację z suwerennej polityki monetarnej. Przyjemniej wszak uśmiechać się i słuchać grzeczności w wydaniu funkcjonariuszy TVN-u.

Wykonywanie prikazów brukselskich komisarzy też jest łatwiejsze.

ks. Marek Czech