lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
GRUDZIEŃ 2008
nr 12/2008

Misje w Argentynie

Moje pierwsze doświadczenia…

5 października 2008 r. był dla mnie szczególnym dniem, który zapoczątkował zupełnie nowe życie. Był to dzień wylotu na misje do Argentyny, do prowincji Misiones, gdzie są zaangażowani w pracę duszpasterską kapłani Archidiecezji Białostockiej.

Gdy o godzinie 9:10 nad ranem, 6 października samolot linii Ameryki Południowej (TAM) wylądował na płycie lotniska w Foz do Iguaçu, mogłem odetchnąć z ulgą po długiej, czternastogodzinnej i męczącej podróży. Ksiądz Jakub Radziwoński, ks. Wojciech Wojtach oraz ks. Sławomir Kondzior przejechali ok. 300 km z diecezji Posada, aby odebrać mnie z lotniska. Jestem więc im bardzo wdzięczny za pomoc oraz za wszelkie dobre rady, które tak bardzo mi są potrzebne w stawianiu pierwszych kroków na czerwonej ziemi argentyńskiej.

Z wielkimi zachwytem i entuzjazmem mogłem zobaczyć po raz pierwszy w życiu wielki cud Boga Stwórcy, jakim są wodospady Iguaçu. Przeszedłem „chrzest bojowy” wchodząc na kładkę prowadzącą bardzo blisko do wodospadów, z których uderza w twarz i oblepia całe ciało bryza skroplonej wody. Zachwyciło mnie bardzo piękno przyrody Ameryki Południowej; zawsze zielone drzewa oraz śpiew pięknych i kolorowych ptaków.

Pierwsze dni mogłem spędzić razem z naszymi kapłanami, zwiedzając parafię św. Rity w Obera oraz mieszkając kilka dni w parafii św. Kazimierza w Roca, gdzie proboszczem jest ks. Jakub Radziwoński. To on właśnie bardzo dużo wiadomości mi przekazał o parafii św. Jana Chrzciciela w Santo Pipo, do której się potem przeprowadziłem. Do tej to właśnie parafii ma mnie oficjalnie przeznaczyć bp Juan Ruben Martinez. Oficjalne ogłoszenie nowego proboszcza ma się dokonać 8 grudnia br., podczas Mszy Świętej odprawionej przez biskupa diecezji Posadas. Już za niedługo razem z moim kolegą ks. Robertem Nurczykiem, z diecezji warmińsko-mazurskiej, mamy się spotkać z biskupem, aby porozmawiać odnośnie do naszej pracy duszpasterskiej.

Od ponad tygodnia mieszkam w domu parafialnym w Santo Pipo i przeżywam różne doświadczenia w spotkaniu z mieszkańcami parafii. Poznaje również od strony duszpasterskiej moją parafię sprawując Mszę Świętą, udzielając Sakramentów Świętych oraz spotykając się z różnymi grupami w parafii. Do parafii należą rozrzucone czasami w dalekiej odległości kaplice: San Jose Obrero (św. Józefa Rzemieślnika), Sagrado Corazon de Jesus (Najświętszego Serca Jezusa), Nuestra Seniora de Libano (Matki Bożej z Libanu), Virgen Maria de Itati (Matki Bożej z Itati), Cristo Rey (Chrystusa Króla), Medalla Milagrosa (Cudownego Medalika), Nuestra Seniora de la Candelaria (Matki Bożej Gromnicznej). Do tych trzech ostatnich trzeba jechać daleko i po drodze wyboistej i czerwonej. Gdy pada deszcz to niestety ludzie nie dojdą do kaplicy, bo droga jest mokra i śliska, a samochód na takiej drodze zachowuje się jak na lodowisku i często wpada do rowu na poboczu. Podczas takiej drogi do kaplic można podziwiać piękny, zielony subtropikalny las. Gdy jeździłem na moją pierwszą Mszę do kaplic Sagrado Corazon i Nuestra Seniora de Libano, mogłem zauważyć kaplice ewangelickie oraz Adwentystów Dnia Siódmego. Z opowieści katechetki dowiedziałem się, że bardzo dużo ludzi uczęszcza do wspólnot ewangelików i adwentystów.

Przy parafii funkcjonuje dużo grup, w których katecheci przygotowują dzieci, młodzież i rodziców do Sakramentów Świętych: Chrztu, I Komunii, Bierzmowania, Małżeństwa. Katecheza sakramentalna dokonuje się tylko przy parafii i nie ma jej w szkole. Jest również grupa pastoralna oraz szafarze nadzwyczajni udzielania Komunii Świętej ludziom chorym na terenie parafii. Planuję razem z nimi współpracę podczas pierwszych piątków miesiąca odwiedzając razem z nimi chorych parafian. Funkcjonuje również Caritas parafialna, która udziela pomocy materialnej rodzinom najuboższym, a jest ich w Argentynie bardzo dużo.

Miałem również możliwość uczestniczyć w spotkaniu dekanalnym razem z kapłanami, z którymi mogłem porozmawiać, a jednocześnie poznać swój dekanat oraz zagadnienia i problemy pastoralne. Poznałem również osoby związane bardzo z życiem parafialnym i odpowiadające za sprawy finansowe, czystość i utrzymanie kościoła oraz koordynację katechetyczną.

Życie, zwyczaje oraz potrawy są całkiem inne niż w Europie: na przykład „asado” (pieczone na grilu mięso wołowe lub wieprzowe), „yerba mate” – jest to herbata, którą uprawiają Argentyńczycy. Staram się przysłuchiwać i przyglądać temu wszystkiemu, co mnie otacza i oczywiście wszystko jest dla mnie nowym doświadczeniem. Ta parafia na wsi jest bardzo spokojna i cicha z wyjątkiem zbliżającego się końca tygodnia, podczas którego nocami dobrze i głośno się bawi młodzież na placu, przy samym kościele. Spotkałem się również z policją i strażakami, którzy w razie problemów obiecali mi pomoc i zaprosili na mecz piłki nożnej, która w Argentynie jest na pierwszym miejscu.

Co do ciekawostek, to chciałby przytoczyć pewne wydarzenie podczas chrztu w kościele. Gdy namaszczałem świętym olejem małe dziecko, w tym właśnie momencie liturgii chrzcielnej matka karmiła je piersią. Nie mogłem oczywiście tego jej zabronić, bo to przecież jest takie naturalne, no i dziecko było spokojne podczas chrztu i nie płakało.

Są to przeżycia z dwóch tygodni, które już mijają w Argentynie, lecz na pewno będzie ich nadal przybywać. Na zakończenie tych misyjnych refleksji chciałby bardzo pozdrowić wszystkich moich przyjaciół, znajomych i rodzinę oraz bardzo proszę o modlitwę za wszystkich kapłanów pracujących na misjach oraz za tych ludzi, z którymi pracujemy.

ks. Jan Bielski