lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
GRUDZIEŃ 2008
nr 12/2008

Obraz coraz to bardziej podobny

Pierwsza Niedziela Adwentu rozpoczęła w Kościele nowy rok liturgiczny. To, co za nami przypomina, że jest czas, który przemija. To, co przed nami mówi o czasie i wieczności.

Bóg jest ponad czasem. Dlaczego? Bo czas odnosi się tylko do tego, co trwa, co się zmienia, rodzi się i umiera, rozwija się, bądź degeneruje, staje się mniejsze lub większe. Bóg nie zmienia się, nie staje się mniejszym lub większym; w Bogu nie ma rodzenia się i umierania. Dlatego św. Piotr mówi: „że jeden dzień u Pana jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień” (2 P 3, 8).

W czas Adwentu uświadamiamy jednak prawdę o Bogu w Jezusie Chrystusie, który był, który jest i który przychodzi. Przyjście Boga do człowieka stało się w czasie, „gdy nadeszła pełnia czasu” (Ga 4, 4). Jednakże to Bóg w Jezusie wszedł w czas, a nie czas w Boga. Pawłowa „pełnia czasu” nie tylko odnosi się do przeszłości, do Nazaretu Zwiastowania i Betlejem Bożego Narodzenia, ale rozciąga się na dzieje człowieka. Wcielenie Syna Bożego zmieniło i nieustannie zmienia ich bieg. Ten, który przyszedł, nigdy nie odszedł – pozostał. Jak? W Kościele: pod postacią sakramentów, Słowa i człowieka. Skoro pozostał, to także nieustannie przychodzi, nawiedza człowieka. W tym kontekście słowa Proroka Izajasza, rozpoczynające Ewangelię według św. Marka, która będzie nam towarzyszyć przez cały rok liturgiczny: „Przygotujcie drogę Pana! Wyprostujcie Jego ścieżki!” (Mk 1, 1) to nie tylko zapowiedź przyjścia Zbawiciela w czasie i Jego powrotu na końcu czasu, ale także wezwanie do bycia gotowym na spotkanie z nieustannie nawiedzającym człowieka Bogiem.

W przygotowanie drogi Pana i prostowanie Jego ścieżek angażuje się Jan Chrzciciel. Prorocy Starego Testamentu mówili o nim jako o poprzedniku Mesjasza: „Oto Ja wyślę anioła mego, aby przygotował drogę przede Mną, a potem nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie” (Ml 3, 1) (stąd w ikonografii bizantyjskiej Jan Chrzciciel przedstawiany jest jako uskrzydlona postać – Anioł Pustyni). Jego działanie jest próbą uświadomienia człowiekowi, że prawda o nim została wypaczona przez grzech. To, co w człowieku Boskie zostało zniekształcone wolą ludzką, która podporządkowała się złu. W ten sposób człowiek, stworzony na „obraz i podobieństwo” Stwórcy stał się „obrazem niepodobnym”. Widzieliśmy wiele obrazów: malarzy lepszych i gorszych. Dobry obraz to taki, który odzwierciedla przedstawianą rzeczywistość, lub jest jej piękną parafrazą. Człowiek staje się obrazem coraz bardziej podobnym do swojego Stwórcy poprzez Jego naśladowanie. Niemożliwe byłoby naśladowanie Boga, gdyby Ten nie stał się Człowiekiem. Więcej! Ojcowie Kościoła mówili, że człowiek został stworzony na obraz Drugiej Osoby Trójcy Świętej – Syna, odwiecznego Archetypu człowieka. W ten sposób, człowiek naśladując Boga Człowieka, upodabniając się do Jezusa Chrystusa, staje się coraz to bardziej gotowy, by się z Nim spotkać.

Jan Chrzciciel przygotowywał drogi Pana i prostował Jego ścieżki głosząc chrzest nawrócenia dla odpuszczenia grzechów. Strojem i sposobem życia zaświadczył wobec przychodzących z „judejskiej krainy” i Jerozolimy, że człowiek prawdziwe szczęście może osiągnąć tylko w Bogu, że możliwym jest życie w Bogu, że w Nim wszystko inne traci wartość. Głoszona przez niego konieczność pokuty polegała na porzuceniu grzesznego życia i postępowaniu zgodnym z prawem Bożym. Taką postawę najlepiej odzwierciedla greckie pojęcie metanoia, które oznacza skorygowanie relacji z Bogiem. Doświadczyć metanoi to „powrócić do Boga” (1 Sm 7, 3), „szukać Boga” (Am 5, 4), czyli „szukać dobra, a nie zła” (Am 5,14), „powrócić do stanu dawniejszego”, tzn. do pierwotniej miłości względem Boga (Oz 3), osobiście, wewnętrznie się nawrócić (por. Jr 3, 10), nawrócić swoje serce (por. Ez 33, 14-15).

Adwent przez Izajasza i Jana Chrzciciela przypomina, że metanoia to sposób na bycie gotowym na spotkanie z nieustannie Przychodzącym. Choć nawoływanie prorockie nie traci na aktualności, to Bóg nie przestaje posyłać nowych proroków, by przypominali o Jego nieustannej obecności. Kiedyś odmawiając brewiarzową godzinę czytań, podczas pielgrzymki z nauczycielami, zachwyciłem się nad bezpośredniością przekazu Jahwe Mojżeszowi. Podzieliłem się refleksją z jedną z uczestniczek pielgrzymki, która bez chwili zastanowienia powiedziała: „Dziś Jahwe też mówi do człowieka nie tylko poprzez natchnione Słowa Pisma Świętego, ale i przez konkretnych ludzi”. Pamiętam, że wyliczyła Jana Pawła II, Kardynała Stefana Wyszyńskiego i chyba jeszcze kilku innych. I właściwie nie zmienił się też sposób przyjmowania głoszonego Słowa Boga. I wtedy i dzisiaj są tacy, którzy je przyjmują i nim żyją, obojętni na nie i je odrzucający. Może warto w adwentowe wieczory sięgnąć po słowa współczesnych Janów Chrzcicieli i Izajaszów i skonfrontować z nimi nasze chrześcijańskie życie. Pewnym jest, że potrzebuje ono metanoi, aby stawało się coraz bardziej podobnym do swojego Stwórcy, a przez to nieustannie gotowym na Jego przyjście.

ks. Radosław Kimsza