lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
LISTOPAD 2008
nr 11/2008

Trwając w dziękczynieniu za beatyfikację ks. Michała Sopoćki

Minęła uroczystość beatyfikacji, wracamy do codzienności, ale czy takiej samej? Niezupełnie, bo mamy w niebie nowego przyjaciela – błogosławionego ks. Michała Sopoćkę, który wpatruje się w Oblicze Najmiłosierniejszego Zbawiciela i wyprasza nam potrzebne łaski. „Przez dzieło to pracował będzie co końca świata” – zapewnił Pan Jezus przez św. Faustynę. Ufamy, że tak jest, choć może nie potrafimy tego zauważyć w codziennym życiu. Dlaczego tak trudno dostrzegać dar Bożej obecności, Jego dobroć, Jego łaski? Czy dlatego, że Pan Bóg daje niewiele, skąpo? Tylko człowiek duchowy potrafi dostrzec owoce duchowe. Człowiek cielesny widzi tylko to, co ziemskie, czyli niewiele, a może i wcale. Bóg przecież w swoich darach nie ogranicza się tylko do chleba. „Ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują” (1 Kor 2, 9) Może trzeba zwolnić w życiu, przestać przypominać kurę grzebiącą bez przerwy w piachu, ale podnieść wzrok w górę, jak orzeł i… zobaczyć niebo.

„Bogu dziękujcie, ducha nie gaście” (1 Tes 5, 18-19). Słowa umieszczone na frontowej ścianie ołtarza beatyfikacyjnego, niemalże zadały nam, jako zadanie domowe, postawę wdzięczności. Człowiek modlitwy, człowiek zawierzenia Bogu zawsze trwa w postawie dziękczynienia. Trzeba mieć otwarte oczy serca, by nimi dostrzegać dary i za nie dziękować. To warunek całkowitego wyzdrowienia, nie tylko na ciele, ale także i przede wszystkim na duszy. Zobrazowaniem tego procesu może być fragment Ewangelii (Łk 17, 11-19), ukazujący postawę dziesięciu trędowatych proszących o uzdrowienie, z których tylko ten został uzdrowiony przez wiarę, ten, który powrócił, by podziękować. Uznał, że jego uzdrowienie ma źródło w osobie Jezusa.

Błogosławiony ks. Michał Sopoćko pisał: „Jeśli prawo wdzięczności jest wielkim i świętym w stosunku do ludzi, o ileż bardziej jest większym i świętszym w stosunku do Boga, któremu zawdzięczamy nieprzebrane skarby łask miłosierdzia. Liczyć te skarby łask miłosiernych to jakby liczyć liście na drzewach, albo gwiazdy na stropach niebieskich. Wśród nich bowiem żyjemy, nimi oddychamy, w nich zanurzeni jesteśmy, po nich – że tak powiem – depczemy – słowem nie masz dnia w naszym życiu, nie masz nawet momentu, w którym by Ojciec Niebieski nie dawał nam żadnych dowodów swego nieskończonego Miłosierdzia. (… ) Bóg sam wkłada na nas obowiązek wdzięczności na równi prawie z obowiązkiem miłości i śmiało można powiedzieć, że obok przykazania „będziesz miłował Pana Boga twojego”, należy postawić „Będziesz wdzięczny Bogu Twojemu za Miłosierdzie, które na każdym kroku z Jego ręki odbierasz”.

W duchu wdzięczności za dar beatyfikacji ks. Michała Sopoćki przeżyliśmy Archidiecezjalną dziękczynną pielgrzymkę do Rzymu (11-19 X br). Wzięli w niej udział przedstawiciele naszej Archidiecezji (ok. 200 osób), jednak duchowo dziękowaliśmy w imieniu wszystkich, także tych, którzy pojechać nie mogli. Dnia 14 października o godz. 8.00, w Bazylice pw. św. Piotra na Watykanie, Jego Ekscelencja ks. Abp Edward Ozorowski sprawował dziękczynną Eucharystię. Do koncelebry włączyli się księża przybyli z grupami pielgrzymów. W słowie powitania ks. Arcybiskup nawiązał do osoby bł. ks. Michała Sopoćki, który jakoby „nieoficjalnie” wyprzedził nas w pielgrzymce do Grobu św. Piotra. Było to w 1939r. Sam Błogosławiony tak opisał we Wspomnieniach to wydarzenie: „Z wybuchem drugiej wojny światowej zaczęły się spełniać przepowiednie Sługi Bożej (s. Faustyny), wobec tego nie mogłem dłużej całej tej sprawy ukrywać. Zaraz po śmierci s. Faustyny zwróciłem się do wszystkich I.E. Biskupów z memoriałem w sprawie kultu Miłosierdzia Bożego. W kwietniu 1939 roku udałem się do Rzymu, gdzie byłem przyjęty przez Sekretarza Stanu, który mnie odesłał do Św. Kongregacji Obrzędów. Tam nie chciano ze mną na ten temat rozmawiać bez polecenia Ordynariusza, który mnie w tej sprawie nie chciał popierać, a tylko zezwolił na kolportaż modlitw o Miłosierdziu Bożym wydanych w Krakowie. Przez te modlitwy ludność miasta Wilna dowiedziała się o ich autorze i pochodzeniu obrazu, który został otoczony wielka czcią”.

Po latach przybyliśmy w to samo miejsce, by u Grobu św. Piotra już „oficjalnie”, co podkreślił ks. Abp Edward Ozorowski, podziękować za dar osoby bł. ks. Michała Sopoćki, za dzieło, którego się podjął jako Apostoł Bożego Miłosierdzia, za to, że pomimo wielu przeciwności nie zwątpił, ale wiernie szedł do końca.

Dnia 15 października uczestniczyliśmy w Audiencji Generalnej. Tego dnia dołączył do nas Abp Stanisław Szymecki. Plac Świętego Piotra był wypełniony. Zostaliśmy powitani przez Ojca Świętego, który pewnie radował się razem z nami dziękując Bogu Miłosiernemu za dar beatyfikacji ks. Michała. Próbowaliśmy dialogować okrzykami, również pozawerbalnie przemawiały transparenty, chorągiewki… Jednak to, co każdy z nas przeżywał pozostanie w głębi serca. Po południu jeszcze wspólna Eucharystia w kościele pw. Ducha Świętego i dalszy szlak pielgrzymowania śladami Świętych.

Bądźmy wdzięczni i korzystajmy z łaski. Intencje modlitewne za przyczyną bł. ks. Michała przysyłane są z całego świata. My mamy „pod ręką” tego, który chce się za nas modlić. Pielgrzymka do Rzymu się skończyła, jednak nie powinny się skończyć pielgrzymki indywidualne i grupowe do grobu bł. ks. Michała. Przyjmijmy postawę ewangelicznego trędowatego i wracajmy, by nie tylko prosić, ale także dziękować za Miłosierdzie nam okazywane każdego dnia.

Zawołaniem bł. ks. Michała były słowa: „Niech uwielbiony będzie Bóg w Trójcy i Miłosierdziu”. Uczmy się od bł. ks. Michała takiej postawy. Niech nasze życie stanie się dziękczynną pielgrzymką przez codzienność.

s. Dominika Steć ZSJM