lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
LISTOPAD 2008
nr 11/2008

Gdy dziecko traci wiarę

Dla dziecka, które ma kontakt z religią w domu, w kościele, w szkole, wiara jest czymś naturalnym. Osoby, które dziecko uważa za autorytet, mówią o Panu Bogu i świadczą o wierze swoim życiem, więc w naturalny sposób przejmuje ono ich wiarę. Co więcej, dziecko odczuwa wówczas obecność Boga w swoim życiu i umie spontanicznie do Niego się zwracać.

W miarę dorastania wiara dziecięca okazuje się nieprzekonująca, ponieważ dorośli przestają być autorytetem. Młody człowiek chce sam zbudować własne przekonania. Zmienia się też sposób odczuwania Boga. Bywa, że uczucia po prostu zanikają albo przeradzają się w uczucia negatywne, ponieważ Bóg jest postrzegany jako zagrożenie dla wolności, którą młody człowiek pragnie uzyskać.

Młody człowiek, który nie uświadomi sobie tego, co się z nim dzieje, pewnego dnia, ku własnemu zdziwieniu, na pytanie, czy jest wierzący, odpowie: „nie” albo odpowie: „Mam problem z wiarą”. Co wtedy? Jak wówczas mają reagować rodzice?

Nie należy wpadać w panikę. Wiara jest sprawą bardzo istotną w życiu człowieka, ale obowiązkiem człowieka jest postępowanie w zgodzie z własnym sumieniem i poszukiwanie prawdy. Jeżeli człowiek jest wierny tym zasadom, można być o niego spokojnym. Bóg nie pozostaje obojętny, gdy ktoś na Niego się otwiera.

Pierwszym obowiązkiem wierzących rodziców, niepokojących się odchodzeniem dziecka od wiary, jest tym mocniejsze osobiste przylgnięcie do Pana Jezusa. Niestety, dziś nagminnie się zdarza, że zamiast tym serdeczniej samemu trzymać się Pana Jezusa, rodzice zaczynają naśladować swoje dzieci w odchodzeniu od Niego.

Dzisiaj, kiedy dominująca mentalność jest coraz mniej chrześcijańska, czymś ogromnie ważnym jest znalezienie dla siebie i szukanie dla swoich dzieci (w sensie: pomagać im, żeby sobie znalazły) środowiska ludzi naprawdę wierzących, które pomoże ich wierze normalnie się rozwijać. Bycie człowiekiem wierzącym w pojedynkę z reguły kończy się jej utratą.

Kolejnym krokiem rodziców jest uświadomienie młodemu człowiekowi, że wiara jest łaską, jest darem Boga. To, że ktoś nazywa siebie wierzącym, oznacza, że taki dar otrzymał. Pan Bóg nikomu nie odmawia tego daru. Natomiast udziela go wtedy, gdy uzna za stosowne. Z tego wynika, że człowiek może – i powinien! – modlić się o dar wiary. Także rodzice powinni modlić się o dar wiary dla swoich dzieci.

Wiara jest też decyzją. A więc nie zależy od tego, co człowiek przeżywa w dłuższym lub krótszym czasie, tylko od tego, do czego jest przekonany. Ta decyzja opiera się na poznaniu Boga i na świadectwie innych ludzi. Poznawać Boga można na różne sposoby, np. czytając Pismo Święte i słuchając ludzi, którzy głoszą słowo Boże. Poszukiwanie prawdy polega też na szukaniu osoby (czy wspólnoty), której świadectwo wiary jest wiarygodne i przedstawianiu jej własnych wątpliwości. Ważne jest też szukanie odpowiedzi na wątpliwości w odpowiednich książkach, pismach młodzieżowych, czy stronach internetowych.

Należy też pamiętać, że groźnym „niszczycielem wiary” jest grzech. Wielu ludzi odchodzi od wiary dlatego, że z Bożymi przykazaniami zrobiło im się nie po drodze.

Rodzice powinni uważnie i z największym szacunkiem słuchać tego, co dziecko mówi w kwestiach wiary. Również wtedy, gdy krzyczy, albo gdy wygaduje oczywiste nonsensy. W tym słuchaniu nie może być ani zdenerwowania, ani politowania. Rodzic nie powinien nakładać na siebie maski chodzącego ideału w takich rozmowach i zbytnio moralizować. Dziecko łatwo rozpoznaje takie postawy rodziców.

Czy oczekiwać od dziecka chodzenia do kościoła, czy raczej pozwolić mu nie chodzić? Decyzję uzależnić należy od aktualnej intuicji rodzica. Nie działać jednak zbyt gwałtownie, bo można zniechęcić jeszcze bardziej dorastające dziecko. Poszukiwać pozytywnych propozycji jak np. Msza młodzieżowa, wyjazd wspólny do sanktuarium, itp. Kiedy zaś dziecko żąda, żeby rodzic się jego odejściem od wiary nie przejmował i z tego powodu nie cierpiał, to też można mu powiedzieć: „Dziecko, żądasz rzeczy niemożliwej”. Kochać dziecko to dbać o jego życie nie tylko doczesne, ale i wieczne.

Warto też wracać do historycznie pierwszej sytuacji masowego odchodzenia od Pana Jezusa, bo znajduje się w niej ogromnie ważne pouczenie, jak w sytuacji czyjegoś odchodzenia powinni się zachować prawdziwi uczniowie Jezusa. Rzecz jasna, szczególnie przejmująco pouczenie to dotyczy nas wówczas, kiedy od wiary odchodzą nasi najbliżsi: Odtąd wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło. Rzekł więc Jezus do Dwunastu: Czyż i wy chcecie odejść? Odpowiedział Mu Szymon Piotr: Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga (J 6, 66–69).

ks. Adam Skreczko