lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
LUTY 2005
nr 2/2005

Palestyńska karmelitanka (II)

Mirjam dochowała wierności dziecięcym ideałom. Podczas gdy przybrani rodzice oraz zaproszeni goście świętowali już w salonie jej zamążpójście, ona obcięła sobie długie, czarne loki, złożyła je na tacy razem z klejnotami otrzymanymi od narzeczonego i tak wyszła do weselników. Ich oburzenie, a zarazem zdziwienie sięgnęło zenitu, bo jakaż dziewczyna nie marzy o bogatym, przystojnym mężu, czy o domu tętniącym dziecięcym szczebiotem.

Za ten niewątpliwy skandal została przykładnie ukarana. Przez trzy miesiące traktowano ją gorzej od służby, ale ona znosiła wszystko pokornie, nie mając najmniejszego zamiaru zmieniać swej decyzji. Co więcej, postanowiła poprosić o pomoc brata. Pewien znajomy muzułmanin, który udawał się właśnie do Galilei, miał doręczyć Bulosowi specjalnie napisany list. W końcu jednak przedstawił Mirjam zaskakującą propozycję: miałaby przyjąć islam oraz zostać jego drugą żoną. Dziewczyna zdecydowanie odmówiła. Nietrudno sobie wyobrazić urażoną męską dumę. Niedoszły "dobroczyńca" najpierw dotkliwie pobił biedaczkę, poczym poderżnął jej szablą gardło. Po tym zdarzeniu pozostanie dziesięciocentymetrowa blizna, natomiast lekarze stwierdzą poważne uszkodzenie tchawicy.

Ponieważ leżąca w kałuży krwi dziewczyna sprawiała wrażenie martwej, mężczyzna pozbył się zaraz dowodu zbrodni. Na szczęście był w błędzie. Mirjam wyzna kilka lat później pod przysięgą, że doświadczyła zjawiska nazywanego popularnie "życiem po życiu", konkretnie wizji raju z aniołami i Świętymi. Po odzyskaniu świadomości stwierdziła, że znajduje się w grocie gdzieś na peryferiach miasta, a obok niej czuwa kobieta w niebieskich szatach, przypominająca zakonnicę. Nie miała odwagi prosić nieznajomej o jakiekolwiek wyjaśnienia, chociaż ta zmieniała każdego dnia opatrunki i przygotowywała posiłek. Powoli dochodzi do siebie. Pewnego dnia udają się razem do Kościoła św. Katarzyny. Świątynia ta jest obecnie katedrą Wikariatu Apostolskiego Aleksandrii. Choć przestronna, pełno w niej zawsze ludzi, którzy przychodzą pomodlić się przed cudowną ikoną Matki Bożej Królowej Egiptu. Tak samo musiało być półtorej wieku temu. Podczas gdy Mirjam odbywa spowiedź, tajemnicza opiekunka niespodziewanie znika.

Od tej chwili musi więc radzić sobie sama, co w wieku trzynastu lat nie jest wcale proste. Dziewczyna znajduje pracę jako pomoc domowa. Z Aleksandrii przenosi się do Jerozolimy, następnie do Bejrutu, wreszcie do Marsylii. Wszędzie otrzymuje doskonałe referencje, choć komplikacji nie brak.

Mając 20 lat decyduje się ostatecznie na życie zakonne i wstępuje do Zgromadzenia Sióstr św. Józefa. Jest wzorową postulantką: zawsze posłuszna przełożonym, pokorna, pracowita aż do przesady. Chociaż arabskie kobiety są z reguły bardzo powściągliwe w wyrażaniu swych uczuć, ona odznacza się dużą spontanicznością. Całuje współsiostry po rękach, poklepuje, do każdego (nawet do biskupa) zwraca się "na ty". Wynika to częściowo ze słabej znajomości francuskiego, wiadomo przecież, że im człowiek mówi gorzej w jakimś języku, tym więcej gestykuluje.

Starsze siostry są jednak zaniepokojone jej życiem duchowym. Nie chodzi bynajmniej o to, że jest za mało pobożna. Wręcz przeciwnie. Przełożona musi zakazać Mirjam niekończących się nocnych modlitw w kaplicy. Jednak o wiele trudniej zapanować nad ekstazami jakie nawiedzają ją o różnych porach. Miewała je już wcześniej, raz nawet przez cztery dni z rzędu, ale teraz we wspólnocie wprowadza to pewne zamieszanie. Z czasem otrzymuje stygmaty. Od środy wieczór do piątku rano, całe ciało pokrywa się ranami na wzór ukrzyżowanego Chrystusa. Później wszystko znika bez śladu. Początkowo myśli, że jest chora, ale doświadczone współsiostry nie mają wątpliwości co do charakteru tego zjawiska.

Kiedy po dwóch latach trzeba zdecydować o dopuszczeniu Mirjam do nowicjatu, kapituła zakonna dochodzi do wniosku, że będzie z nią więcej kłopotów niż pożytku. Musi opuścić Zgromadzenie. Józefitki miały jednak przynajmniej odrobinę Bożej Bojaźni, gdyż poleciły dziewczynę Klasztorowi Karmelitanek w Pau.

Miasto Pau położone jest wśród malowniczych wzgórz Jurançon, praktycznie u podnóża Pirenejów. Ich grzbiety rysują się wyraźnie na horyzoncie, zaś do Lourdes nie więcej stąd niż 40 km. Leczniczy mikroklimat i doskonałe białe wino przyciągały tu zawsze wielu wczasowiczów, głównie Anglików. Nie brakowało także różnych domów zakonnych wśród których wyróżniał się klasztor karmelitanek. Przyjęły one Mirjam bez żadnych problemów. Odtąd będzie się nazywała siostrą Marią od Jezusa Ukrzyżowanego. W jej rodzimej tradycji melchickiej, nowicjusz otrzymuje imię zaczynające się na tę samą literę jak imię nadane mu na chrzcie. Symbolizuje to kontynuację rozpoczętej wówczas drogi duchowej aczkolwiek zmienia się radykalnie sposób życia oraz status w Kościele. Ponieważ w Pau nikt nie miał o tym najmniejszego pojęcia, można mówić o czystym przypadku. Jednak nowe życie świeżo upieczonej karmelitanki o palestyńskim rodowodzie będzie jak najbardziej kontynuacją poprzedniego. Tyle że w Karmelu nikt nie zabroni jej długich modlitw natomiast stygmaty, ekstazy oraz inne niewytłumaczalne po ludzku zjawiska będą uważane za wyróżnienie dla wspólnoty. Zainteresuje się nimi biskup Lacroix, sprawujący urzędową pieczę nad klasztorem. Wiadomo bowiem, że Kościół jest zawsze bardzo ostrożny w tych sprawach. Biskup przeprowadzi wnikliwe dochodzenie, które potwierdzi nadprzyrodzony i Boży charakter wspomnianych fenomenów oraz dobrą kondycję psychiczną siostry Marii.

Stan ekstatyczny jakiemu ulega ona w niedzielę 24 maja 1868 r. ma charakter szczególny. Podczas wspólnego odmawiania różańca zakonnica widzi oblubieńca z Pieśni nad Pieśniami i rozpoznaje w nim Chrystusa. Czuje jednocześnie jak coś ostrego przeszywa na wskroś serce, a ciało ogarnia niewidzialny ogień. Niespotykany ból i radość zarazem. Ma wrażanie, że umiera. To mistyczne zaślubiny. Jest teraz rzeczywiście oblubienicą Najwyższego, zjednoczona z Nim na zawsze.

Tego samego doświadczyła 300 lat wcześniej reformatorka Karmelu św. Teresa z Avila. Słynna rzeźba Berniniego w rzymskim kościele Santa Maria della Vittoria przedstawia Świętą w mistycznej ekstazie podczas gdy stojący obok anioł uchyla skrawka jej habitu i kieruje ku sercu ognistą strzałę Bożej miłości.

Siostra Maria jest analfabetką i nie opisze tej chwili jak obdarzona literackim talentem św. Teresa, chociaż w ekstazie zdarza się jej układać przepiękne poezje spisywane skrzętnie przez inne karmelitanki. Kiedy jednak po śmierci chirurg wydobędzie serce Małej Arabki, które zgodnie z testamentem miało być przekazane klasztorowi w Pau, obecni stwierdzą na nim ranę, jakby od przebicia metalowym narzędziem. Lekarze nie będą w stanie tego wytłumaczyć.

Palestyńska karmelitanka darzy wielką miłością Papieża Piusa IX. Dzięki swoim niezwykłym darom, towarzyszy mu duchowo w wypełnianiu codziennych obowiązków oraz w cierpieniach jakich nie brakuje. Garibaldi trzyma Państwo Kościelne w śmiertelnym potrzasku, czekając tylko sposobnej chwili, by zadać mu ostateczny cios. W samym Rzymie wybuchają co chwila niepokoje podsycane przez masonów, brakuje jedności wewnątrz Kościoła. W październiku 1868 r. dociera do Wiecznego Miasta kilka listów podyktowanych przez siostrę Marię od Jezusa Ukrzyżowanego. Zakonnica ostrzega Papieża przed zamachem na znajdujące się w pobliżu Watykanu koszary. Któżby się jednak przejmował pismami nieznanej karmelitańskiej nowicjuszki. Na tego typu listy odpowiada się zwykle ogólnikowym podziękowaniem i basta. Jednak 22 października dochodzi do tragedii. Dwaj terroryści Tognetti i Monti (ich imionami nazwano rzymskie ulice) wysadzają w powietrze koszary żuławów na Borgo Santo Spirito, dosłownie dwa kroki od Bazyliki św. Piotra. Ginie 27 żołnierzy. Sekretarz Stanu kardynał Antonelli oświadcza lojalnie Piusowi IX "Można było uniknąć tego nieszczęścia lecz nie wzięliśmy pod uwagę ostrzeżenia przysłanego nam z Pau".

8 grudnia 1869 r. Papież inauguruje obrady Soboru Watykańskiego I. Uczestniczy w nim 700 ojców soborowych oraz przedstawiciele kilku europejskich dworów. To doskonała okazja dla terrorystów o antyklerykalnych poglądach. Z Karmelu w Pau punktualnie nadchodzą pisma z dokładnym wskazaniem miejsca przygotowywanych ataków. Tym razem nikt ich nie lekceważy. c.d.n.

K. N.