lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
LUTY 2005
nr 2/2005

Czy święci chodzą w duecie?

W 30. rocznicę śmierci ks. Michała Sopoćki, powiernika tajemnic św. Faustyny

Pan Bóg posługuje się często innymi ludźmi, aby nas zagubionych na drogach pesymizmu czy niewiary, sprowadzić w swe ojcowskie ramiona. Bóg, który "pisze prosto po krzywych liniach naszego życia" chce, byśmy mieli udział w Jego świętości. I z tym wielkim życiowym powołaniem nie pozostawia nas samych, ale daje bliźnich, którzy uczą, że Bóg to nie tylko Sędzia Sprawiedliwy, ale przede wszystkim Ojciec Miłosierdzia, Dobry Pasterz, Książę Pokoju... To oni świadczą o Jego żywej obecności w codziennych sprawach i pokazują, że z Bożą miłością jest jak ze słońcem - bez niej żyć to szaleństwo i samozagłada. Czym byłby świat bez Miłosierdzia Boga, czym byłby świat bez ciepła Jego miłości?

Ktoś powiedział, że święci chodzą najczęściej w duecie, mają tę samą wrażliwość, nadają na tych samych falach, unosi ich ta sama poezja w drodze do Boga. Może dlatego zachwycamy się św. Klarą, na której drodze życia pojawił się św. Franciszek z Asyżu, czy św. Teresą Wielką wspieraną przez św. Jana od Krzyża, nie tylko w reformie Karmelu, ale przede wszystkim w dążeniu do świętości. Trudno byłoby nam dziś podziwiać także św. Faustyną Kowalska, gdyby nie miała takiego spowiednika i kierownika duchowego jak ks. Michał Sopoćko. Przecież to sam Pan Bóg troszczy się o każdego z nas i wybiera najlepsze sposoby do naszego uświęcenia, więc może rozejrzyjmy się wokół siebie, czy na naszych ścieżkach codzienności nie postawił Pan Bóg takich duchowych przewodników i w zaciszu serca szepce, tak jak św. Faustynie w odniesieniu do ks. Michała Sopoćki: "Oto jest pomoc widzialna dla ciebie na ziemi. On ci dopomoże spełnić wolę moją na ziemi" (Dz. 53).

Po raz pierwszy spotkali się w Wilnie, w 1933 roku, dokąd przyjechała s. Faustyna zaraz po złożeniu ślubów wieczystych. Wobec niego Pan Jezus polecił odsłonić całą głębię swej duszy, życie wewnętrzne, objawienia i posłannictwo. Kiedy wyjawiła ks. Michałowi swoje tajemnice, najpierw chciał on uciec rezygnując z funkcji spowiednika, a zaraz potem poddał s. Faustynę badaniu psychiatrycznemu. Zastanawiało go, kiedy ta niewykształcona zakonnica, stwierdziła, iż Miłosierdzie Boże jest "największym przymiotem Boga", a tej prawdy nie mógł wyczytać u żadnego ze współczesnych mu teologów. A kiedy znalazł potwierdzenie słów Faustyny u św. Augustyna i św. Tomasza z Akwinu zrozumiał, że rzeczywiście przemawia przez nią Bóg.

Ks. Sopoćko stał się emisariuszem wszystkich trudnych zadań poleconych s. Faustynie przez Pana Jezusa. Dzięki niemu (polecił jej spisywać Dzienniczek) możemy też poznać orędzie Miłosierdzia i samą s. Faustynę. Jemu wreszcie przyszło zająć się rozwojem kultu Miłosierdzia Bożego. W Krakowie, 5 października 1938 r. św. Faustyna umierała ze spokojem i ufnością, przekonana, że jej posłannictwo nie kończy się wcale z chwilą śmierci, a tu na ziemi zostawia posłusznego woli Bożej kapłana, o czym zapewniał ją sam Pan Jezus: "Myśl jego jest ściśle złączona z myślą moją, a więc bądź spokojna o dzieło moje, nie dam mu się pomylić." (Dz. 1408)

Przekonany o misji, jaka została mu powierzona angażuje się całkowicie w nowe dzieło. Rozpowszechnia obrazki i koronkę do Miłosierdzia Bożego, głosi kazania, pisze artykuły, nadaje audycje radiowe, zabiega o ustanowienia święta, dokłada wszelkich starań, by powstało nowe zgromadzenie, które będzie wielbić, głosić i wypraszać Miłosierdzie Boże. W orędziu Bożego Miłosierdzia dostrzegł siłę potężniejszą niż zło, zdolną dokonać radykalnej przemiany człowieka i świata, ale pod warunkiem, że zostanie ono wpierw poznane, przyjęte sercem i odzwierciedlone w życiu. Dlatego też stał się żarliwym propagatorem nowych form kultu.

Zafascynowany tajemnicą Bożego Miłosierdzia z charakterystyczną dla siebie energią i konsekwencją szerzył kult nie zrażając się trudnościami, jakie początkowo stwarzały władze kościelne. Trudności te przyjmował jako normalną próbę, był głęboko przekonany, że jest to dzieło Boże, a nie ludzkie. Bolesnym przeżyciem była wiadomość o notyfikacji Kongregacji Świętego Oficjum z 1959 roku, zabraniającej szerzenia kultu w formie proponowanej przez s. Faustynę. Nie załamało to jednak gorliwego kapłana, który sam uważał, że należy oddzielić kult Miłosierdzia od objawień, a oprzeć go na Piśmie Świętym i liturgii. Nie zrażał się tym, że w jego stronę kierowane były różne zarzuty, traktował je z pełnym zrozumieniem wierząc, że nadejdzie czas, kiedy zostanie z nich oczyszczony. Nie doczekał się jednak chwili, gdy w 1978 roku Kongregacja Doktryny Wiary zniosła wcześniejszy zakaz.

Ksiądz Michał zmarł 15 lutego 1975 roku w dzień wspomnienia św. Faustyna, patrona św. Faustyny Kowalskiej. Odszedł nie doczekawszy się ustanowienia Święta Miłosierdzia Bożego, niemniej jego trud poniesiony w krzewieniu idei i kultu Miłosierdzia Bożego miał wielkie znaczenie dla zrealizowania w Kościele misji, której całym życiem służył. Sam będąc człowiekiem głębokiej modlitwy, każde swe doświadczenie powierzał Bogu bogatemu w Miłosierdzie, czerpiąc z modlitwy siłę do trwania przy pracy mimo zmęczenia, niepowodzeń czy niewdzięczności. Kiedy s. Faustyna zapytała Pana Jezusa dlaczego utrudnia jej spowiednikowi to, co mu jednocześnie nakazuje, usłyszała w odpowiedzi: "Tak postępuję z nim na świadectwo, że dzieło to moim jest. Powiedz mu, niech się nie lęka niczego, wzrok mój jest zwrócony dzień i noc na niego (...) nie za pomyślność w pracy, ale za cierpienie nagradzam." (Dz. 90)

Temu, co św. Faustyna przekazywała w swoich objawieniach prywatnych na kartach Dziennniczka, ks. Sopoćko nadawał uzasadnienie teologiczne. Zgłębiał prawdę o Miłosierdziu Bożym zawartą w Piśmie Świętym, u Ojców Kościoła i w księgach liturgicznych. Tak powstały pozycje wydane drukiem. Opublikowano ich ok. 50, w tym czterotomową pracę Miłosierdzie Boga w dziełach Jego. Pracując gorliwie w winnicy Pana sprawił, że wypełniły się słowa Jezusa skierowane do s. Faustyny: "Za jego staraniem nowe światło zajaśnieje w Kościele Bożym dla pociechy dusz." (Dz. 1390)

Trzeba przyznać, nie umniejszając w niczym zasług św. Faustyny, że bez takiego spowiednika, wytrawnego teologa, znawcy duszy ludzkiej, przepojonego duchem Miłosierdzia Bożego, niewiele mogłaby zdziałać ta prosta, ledwie umiejąca pisać zakonnica, nie zawsze należycie rozumiana przez najbliższe otoczenie. Mądrość Boża to sprawiła, że te dwie osoby spotkały się na wspólnej ścieżce życia, a współpracując z łaską Bożą, ukazały pełnię i piękno tajemnicy Bożego Miłosierdzia. Wspólne dzieła s. Faustyny i ks. Michała, okupione modlitwą i cierpieniem, na naszych oczach owocują i ogarniają świat.

s. Maksymiliana Kroczak, ZSJM