lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
PAŹDZIERNIK 2008
nr 10/2008

Dobrodziejstwo maksymalnej edukacji

Rewolucja Francuska (przez niektórych nazywana „wielką”) zapoczątkowała wiele patologii, które funkcjonują w świecie do dzisiaj. Jedną z nich jest obowiązkowa edukacja od możliwie najmłodszych lat. Oczywiście owa przymusowa edukacja, ma się odbywać w szkołach państwowych – a jeśli już w prywatnych – to pod państwowym nadzorem i (zasadniczo) według państwowego planu nauczania, wyznaczonego przez ministerstwo. Pozornie to wygląda wspaniale, bo wszak lud edukować trzeba, ale jak się temu przyjrzeć dokładniej, to okaże się, że nie tyle o wszechstronną edukację chodzi, co o mentalną formację w ramach jakiejś „słusznej” ideologii. Od malucha, człowiek ma się nauczyć myśleć tak, jak – według ideologów – myśleć powinien. Stąd choćby odpowiedni dobór lektur – człowiek ma obowiązkowo wiedzieć o Holocauście, ale już o martyrologii Polaków niekoniecznie, bo ideolodzy z „gazety wiadomej” uznają, że my Polacy za bardzo żyjemy swoim „cierpiętnictwem”. Podobnie też uzna ministerstwo, które zaleci, aby przesadnie nie zanurzać się w np. polskim romantyzmie, ale należy obowiązkowo czytać książki „pisacieli”, publikujących w „gazecie wiadomej”, czy fetowanych politycznie poprawnymi nagrodami.

Zgodnie z taką ideologią, przewodnia siła narodu chce, aby obowiązkowo pędzać do szkół sześciolatków. No bo po co malcom dzieciństwo przy rodzicach??? Trzeba ich od małego treso... pardon, edukować na światłych, postępowych i tolerancyjnych Europejczyków. I to nawet seksualnie edukować. Ot ci dopiero postępactwo.

ks. Marek Czech