lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
WRZESIEŃ 2008
nr 9/2008

Czy można upominać?

Mt 18, 15-20

„To nie Twoja sprawa!”, „Nie wtrącaj się!”, „Patrz na siebie!”, „A co to ciebie obchodzi?”. Każdy z nas niejednokrotnie słyszał takie uwagi i pewnie sam je wypowiadał, urażony czyjąś uwagą. Dla Jezusa odpowiedź na pytanie: „Czy można upominać?” jest jasna – można.

Uczy Jezus swoich uczniów jak to robić. Zacząć należy od dyskretnego upomnienia w cztery oczy. Będąc doskonałym podobieństwem do Boga, Jezus był samą miłością. W Jego działaniu wszystko było z miłości do człowieka. Należy więc przyjąć, że pierwszy etap „upomnienia braterskiego” musi być umotywowany miłością. Wykluczyć trzeba więc w upomnieniu złośliwość, pewność swojej nieomylności, szukanie przysłowiowej „dziury w całym”, poniżenie, publiczne ośmieszenie, wzburzenie, udowadnianie cudzego grzechu i swojej świętości. Upominać może więc ten, kto prawdziwie pragnie dobra upominanego i ma ku temu rzeczywisty powód.

Co może być powodem upomnienia? Przede wszystkim to, co może stanowić niebezpieczeństwo utraty zbawienia. Jest to grzech. Jezus, jak zauważają Ewangeliści, kochał grzeszników i przyjmował ich u siebie (por. Mt 11, 9). Była to zawsze miłość człowieka, a nie tego, co było jego grzechem. W porządku miłości nie ma miejsca na przyzwolenie na grzech. Kto prawdziwie kocha nigdy nie pozwoli na trwanie w grzechu osoby kochanej. Stąd konieczność upomnienia. Grzech niszczy grzeszącego a także wspólnotę do której przynależy. Jeśli dziecko trwa w grzechu, jego skutki przenoszą się na całą rodzinę. Grzech brata chrześcijanina kładzie się cieniem na całą wspólnotę dzieci Trójjedynego Boga. W upomnieniu braterskim nie chodzi o błahostki. Nie dotyczy ono braków w savoir vivre, sposobie ubierania się, czy innych mniej istotnych spraw.

Skarżyła mi się kiedyś pewna studentka, że rodzice przestali opłacać jej stancję, którą wynajmowała. Dlaczego? „Ze względów ekonomicznych”, w jednym pokoju, zamieszkała ze swoim chłopakiem. Katoliccy rodzice nie mogli zgodzić się na taki stan rzeczy. Nie pomogło tłumaczenie, że na to nie pozwala wyznawana przez nich wiara. Nie chcieli więc „dopłacać” do grzechu ich córki. Zbyt ją kochali, by pozwolić na jej trwanie w grzechu stąd nieskuteczne upomnienie uzupełnili tym, co wydawało się mówić „nie chcemy mieć z tym nic wspólnego”. Po jakimś czasie, właśnie dzięki mądrym rodzicom zrozumiała swój błąd. Jeśli upomina się z miłości, współodpowiedzialności za zbawienie człowieka, to upominany, jeśli jest świadomy motywów upomnienia przyjmie je, choć nie zawsze, od razu, podejmie trud przemiany swojego życia.

Gdy ze strony brata zabraknie reakcji na upomnienie „w cztery oczy”, drugim krokiem ma być, według Jezusowej instrukcji, ponowienie tego aktu w obecności „jednego albo dwóch świadków”. Wówczas upomnienie nabiera czynności prawnych. Starotestamentalne Prawo stanowiło: „Nie przyjmie się zeznania jednego świadka przeciwko nikomu, w żadnym przestępstwie i w żadnej zbrodni. Lecz każda popełniona zbrodnia musi być potwierdzona zeznaniem dwu lub trzech świadków” (Pwt 19, 15). A jeśli ich nie usłucha? Jezus poleca, by powiedzieć o tym Kościołowi. Uparty w złym, według słów św. Pawła, może jak drobina kwasu, zniszczyć całe ciasto (por. 1 Kor 5, 7). I dlatego wówczas następuje wykluczenie ze wspólnoty Kościoła, wcześniej upominany i pozostający w uporze staje się „jak poganin i celnik”. Nie po to, aby takim pozostał, ale po to, by zreflektował się i powrócił. Poganie i celnicy zawsze byli szczególnie kochani przez Jezusa (por. Mt 11, 19), bo On „przyszedł ocalić to, co zginęło” (Mt 18, 11).

Wykluczenie ze wspólnoty Kościoła nazywa się ekskomuniką. W historii Kościoła było wielu takich, których zło wykluczyło ze wspólnoty wierzących. Niejednokrotnie przyjmowali oni łaskę nawrócenia, prosili o zdjęcie ekskomuniki i wracali do Kościoła. Wykluczony ze wspólnoty Kościoła grzesznik pozostaje jednak we wspólnocie miłości Boga. Daje to mu szansę powrotu, odzyskania tego, co stracił. W Starożytności ekskomunikowani nie mogli wejść do świątyni, stali poza jej drzwiami. Wyrażona wola odwrócenia się od popełnionego zła i trwania w nim sprawiała, że biskup przeprowadzał ich przez próg świątyni na znak pojednania z Bogiem i Kościołem.

Ekskomunika jest ostatecznością. Kodeks Prawa Kanonicznego mówi w jakich okolicznościach ma ona miejsce. Dlatego trzeba wciąż uczyć się chrześcijańskiej, ewangelicznej sztuki upominania, by Ci którzy błądzą mogli wejść na właściwą drogę. Jak? Jezus nie pozostawia nas bez odpowiedzi:

„Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przez ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim” (Mt 5, 23-24) – sam więc musisz być najpierw pojednany z braćmi.

„Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień” (Mt 6, 14-15) – musisz przebaczać tym, którzy przeciw tobie zawinili.

„Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, gdy belka tkwi w twoim oku?” (Mt 7, 1-5) – nie sądź innych, skoro nie potrafisz słusznie osądzić siebie.

„Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych; […] Tak też nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło jedno z tych małych” (Mt 18, 10.14) – nie pogardzaj nikim.

„Wtedy Piotr zbliżył się do Niego i zapytał: Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy? Jezus mu odrzekł: Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy” (Mt 18, 21-22) – zawsze przebaczaj.

„Jeśliby ktokolwiek z was zszedł z drogi prawdy, a drugi go nawrócił, niech wie, że kto nawrócił grzesznika z jego błędnej drogi, wybawi duszę jego od śmierci i zakryje liczne grzechy” – cierpliwie walcz o zbawienie człowieka.

ks. Radosław Kimsza