lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
SIERPIEŃ 2008
nr 8/2008

Olimpiada za chińskim murem

Igrzyska Olimpijskie w Pekinie skazane są na sukces. Nie ma innej możliwości. Ceremonia otwarcia, rozpocznie się dokładnie ósmego sierpnia (ósmy dzień ósmego miesiąca) 2008 r., o godzinie ósmej osiem wieczorem. Liczba osiem uchodzi bowiem w Chinach za szczęśliwą. Feralna jest za to czwórka, ponieważ posiada wymowę niemal identyczną jak słowo "śmierć".

Kamerzyści pokażą roześmiane twarze sportowców i widzów, supernowoczesne obiekty sportowe i ekskluzywne hotele o oryginalnej architekturze. To, że wysiedlono przy okazji setki tysięcy ludzi, obracając w ruinę dorobek całego ich życia, nie ma znaczenia. Niech sobie poszukają innego domu, byle jak najdalej od centrum. Liczy się przesłanie jakie pójdzie w świat.

Każdy przybysz, bez względu na narodowość, kolor skóry, czy religię poczuje się jak u siebie. Chrześcijanie znajdą przy łóżku egzemplarz Biblii, żydzi dostaną koszerne potrawy, z posługą religijną czekają już księża, pastorzy, imami, czy rabini. Wszyscy naturalnie z rządowym certyfikatem, bo tylko on uprawnia do sprawowania kultu.

Nikt nawet nie zauważy, że jacyś katoliccy duchowni i wierni z tzw. „Kościoła podziemnego” siedzą w więzieniach lub obozach pracy. Salwy sztucznych ogni zagłuszą skutecznie krzyki torturowanych. Emblematyczny może być tu przykład 73 letniego biskupa Jia Zhiguo z Zhengdingu. Przyjął on potajemnie święcenia biskupie w 1980 roku i od tamtego czasu przesiedział 20 lat w różnych miejscach odosobnienia. Był poddawany torturom psychicznym i cielesnym. Tylko w ubiegłym roku zatrzymano go dwukrotnie za rozprowadzanie listu papieża Bendykta XVI do chińskich katolików. Według ks. Bernarda Cervellera z agencji AsiaNews, postawiono mu absurdalny zarzut działania „wbrew duchowi olimpijskiemu”.

Ekipa rządząca w Pekinie nie dopuszcza do siebie myśli, aby ktoś z zewnątrz mógł wywierać jakikolwiek wpływ na mieszkańców kraju. W tym kontekście nawet internet objęty został cenzurą, skądinąd przy niechlubnej współpracy takich potentatów jak Microsoft, Yahoo, czy Google.

Chińczycy nazywają swój kraj „Państwem Środka” czyli centrum świata. W centrum tego centrum stał niegdyś boski cesarz, sprawujący władzę nad wszystkimi sferami życia. Jego miejsce zajmuje dzisiaj partia komunistyczna. Chociaż programowo lansuje ona ateistyczną wizję świata, nie zrezygnowała z „rządu dusz”. Paradoksalnie czuwa nad tym, aby na ziemi realizowana była wola Boża. Te zasady obowiązują w Chinach od czasów Konfucjusza (551-479 p.n. Chr.), kształtując lokalne pojęcie demokracji, czy wolności religijnej. Stąd w każdej epoce Kościół miał tutaj wielu męczenników.

Podczas tzw. „Powstania Bokserów” (1899-1901), skierowanego przeciwko wszystkiemu co kojarzyło się z Zachodem, zginęło w masakrach ponad 30 tysięcy chrześcijan. Wstrząsający jest opis męczeństwa 14-letniej Anny Wang. Powstańcy, nazywani „bokserami”, zażądali od niej wyparcia się wiary. Kiedy odmówiła, odcięli dziewczynie ramię. Kolejne groźby i drugie ramię opadło bezwładnie na ziemię. Ona jednak pozostała nieugięta. Na jej słowa: „brama do niebios jest otwarta, Jezu, Jezu, Jezu!”, oprawcy odrąbali dziewczynie głowę.

Obecne władze w Pekinie nie mają co prawda nic wspólnego z tamtymi wypadkami, ale gdy w 2000 roku Papież Jan Paweł II ogłosił Annę Wang świętą razem z innymi chińskimi męczennikami, zdecydowanie zaprotestowały. Każda religia musi być bowiem pod całkowitą kontrolą władcy, bo tylko taki układ gwarantuje porządek i harmonię w społeczeństwie. Wszystkich obywateli powinien nadto łączyć kult państwa – najważniejszy ze wszystkich kultów.

W tym duchu działa istniejące od 1957 roku „Patriotyczne Stowarzyszenie Katolików Chińskich”. Powstało ono po zerwaniu przez Mao Tse-Tunga relacji dyplomatycznych z Watykanem. Jest czymś w rodzaju oficjalnego „Kościoła”, podlegającego władzom, w odróżnieniu od Kościoła „podziemnego”, który uznaje wyłącznie autorytet Stolicy Apostolskiej, przez co cierpi prześladowania.

Za wyjątkiem Hong Kongu i Macao, mających statut specjalny, o dopuszczaniu do święceń kapłańskich, czy obsadzie diecezji decyduje aparat partyjno-rządowy. Jego funkcjonariusze mogą w każdej chwili pozbawić urzędu kościelnego i zakazać odprawiania Mszy Świętej. Żeby uwiarygodnić nominacje biskupie wobec wiernych, są one zatwierdzane pro forma przez Komitet Kolegium Biskupów (odpowiednik rady stałej naszej Konferencji Episkopatu), który czuwa również nad ważnym udzieleniem święceń. O dziwo, nawet kandydat mianowany przez władze, musi przy konsekracji biskupiej odpowiedzieć na pytanie: „Będziesz posłuszny Następcy św. Piotra?” Partyjna cenzura nie ośmieliła się wykreślić go z rytuału i jak dotąd wszyscy odpowiadali „tak”. Wielu biskupów zdaje sobie sprawę, że to za mało. Starają się więc później w tajemnicy, uzyskać aprobatę ze strony papieża.

Chiński Kościół „podziemny” oraz „Kościół patriotyczny” liczą w sumie około 12 milionów katolików, i są niczym dwie strony tego samego medalu. 27 maja 2007 roku papież Benedykt XVI skierował do nich specjalny list. Wyraża w nim solidarność z tymi, którzy cierpią prześladowania, określa jako niedopuszczalne ingerencje władzy świeckiej w sprawy wiary i dyscypliny kościelnej, a jednocześnie podchodzi życzliwie do „Kościoła patriotycznego”. Cały list przepełnia nadzieja, że uda się wspólnie pokonać istniejące problemy.

Przesłanie papieskie nie spodobało się „Patriotycznemu Stowarzyszeniu Katolików Chińskich”. Jego wiceprzewodniczący Liu Bainian nazwał je wręcz przejawem kolonializmu ze strony zagranicznego mocarstwa. Może czuje, że ziemia pali mu się pod stopami, gdyż rządcy w Pekinie ślą ostatnio pozytywne sygnały w stronę Rzymu. Przed papieżem Benedyktem XVI wystąpiła orkiestra Filharmonii Pekińskiej, zaśpiewał chór Opery z Szanghaju, a co najważniejsze odbyły się poważne watykańsko-chińskie rozmowy. – Nie łudźmy się, to tylko robienie dobrego wrażenia przed Olimpiadą – mówią pesymiści. – Zobaczymy, może się coś zmieni – marzą optymiści.

Ciekawe, czy za chińskim murem wiedzą o tym, że inicjatywa wskrzeszenia Igrzysk Olimpijskich zrodziła się w środowiskach katolickich. Baron Pierre de Coubertin był uczniem jezuitów i działał ręka w rękę z dominikaninem o. Henrym Diodonem. To właśnie on wymyślił olimpijską dewizę: „citius, altius, fortius”, czyli „szybciej, wyżej, mocniej”. Sport uszlachetnia wolę, rozwija cnoty i jednoczy ludzi. Tego w Pekinie nie zabraknie, przynajmniej dla obcokrajowców.

K. N.