lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
SIERPIEŃ 2008
nr 8/2008

Ksiądz Paweł Czapłowski

Ksiądz Paweł Czapłowski urodził się 5 VIII 1896 r. we wsi Kowale w parafii Turgiele z rodziców Józefa i Rozalii z Bartoszewiczów. Edukację swoją rozpoczął w szkole ludowej w sąsiedniej wsi. Około 1910 r. rodzice wyjechali do Wilna i zamieszkali u wuja na Antokolu. Tam właścicielka domu zainteresowała się młodym Pawłem i pomogła mu w nauce. Uczył się w Szkole Handlowej w Wilnie i po ukończeniu piątej klasy chciał w 1915 r. wstąpić do Seminarium Duchownego. Władze carskie nie udzieliły jednak swego pozwolenia. Uczył się więc dalej, tym razem w Męskim Gimnazjum Stowarzyszenia Nauczycieli i Wychowawców w Wilnie. W 1917 r. został przyjęty do Seminarium Duchownego w Wilnie. Były to bardzo ciężkie czasy. W Wilnie kilkakrotnie zmieniały się władze: niemieckie, sowieckie, litewskie, polskie. Dnia 14 VI 1924 r. przyjął święcenia kapłańskie z rąk biskupa wileńskiego Jerzego Matulewicza. Będąc w seminarium jeden rok studiował też na Uniwersytecie Stefana Batorego.

Na pierwszą placówkę ks. Czapłowski otrzymał nominację na wikariat do Żołudka w dekanacie lidzkim. Pracował tu przez cztery lata z księdzem proboszczem Bolesławem Serafinem. We dwóch obsługiwali prawie 13-tysięczną parafię. Gdy w 1928 r. w sąsiedztwie odzyskano pounicki kościół w Małym Możejkowie, zwanym też Murowanką, ks. Paweł został pierwszym proboszczem utworzonej tam wówczas parafii Skrzybowce, liczącej około 2000 wiernych. Musiał organizować od podstaw ośrodek duszpasterski. Stąd w maju 1932 r. został przeniesiony do kolejnego tworzącego się ośrodka duszpasterskiego – Rudy Jaworskiej. Znajdowała się tam kaplica, którą obsługiwali kapłani ze Zdzięcioła. Nie udało się tu ks. Czapłowskiemu zorganizować parafii i w 1934 r. przeszedł na probostwo do Małej Brzostowicy. Była to parafia, licząca ponad 1400 wiernych, którzy byli ciężko doświadczeni w przeszłości, gdyż ich świątynia po Powstaniu Styczniowym została w 1868 r. zabrana na cerkiew. Odzyskali ją w 1919 r. Ksiądz Paweł pracował tu trzy lata. Jeszcze krócej pracował w Daniuszewie w dekanacie świrskim, dokąd skierował go wiosną 1937 r. abp Romuald Jałbrzykowski. W roku następnym bowiem przeniósł go do Żodziszek. Była to ponadczterotysięczna parafia na rzeką Wilią w dekanacie świrskim, którą uspokoił jego poprzednik ks. Romuald Dronicz. Wcześniej bowiem skonfliktował ją ks. Wincenty Godlewski agitacją probiałoruską.

Żodziszki po 17 września 1939 r. znalazły się w Białoruskiej Republice Socjalistycznej, w smorgońskim rejonie. Ksiądz Czapłowski przeżywał razem ze swymi parafianami ciężkie czasy. W początkach stycznia pisał do abp. Jałbrzykowskiego: „Znając ojcowską Jego troskę, spróbuję naszkicować nasze życie. Rządzi terror. Masowo dokonana wywózka w lutym ub.r. wywołała przerażenie i strach, podsycany nowymi groźbami trwa dotąd. Z mojej parafii wywieźli koło 100 osób, gajowych, rodziny policjantów i 13 rodzin osadników cywilnych z Kieleckiego, nie wyłączając starców, dzieci. Sceny wstrząsające i niezapomniane, jak z pierwszych wieków chrześcijaństwa lub wyjęte z albumu Grottgera – potwornie długi wąż furmanek najeżony bagnetami oprawców, a na jednej z nich 70-letni starzec (Miłoszewski) trzyma oburącz duży drewniany krucyfiks u piersi. Są w Krasnojarskim Kraju, 300 km od mandżurskiej granicy. Piszą. Z listów wieje bezbrzeżny smutek i tęsknota za krajem, lecz zarazem i niezachwiana wiara, że się spotkamy i to rychło. Piszę do nich długie „pasterskie listy”.

Dalej pisał o trudnych warunkach pracy, o nienawiści wobec księdza i Kościoła ze strony bolszewików – działaczy, których w parafii było około 20. Zmuszono go do nocnych wart w miasteczku. Pisał też: „Frekwencja w kościele dobra, to samo, co się tyczy sakramentów św. Najostrzejszym ciężarem i najskuteczniejszym lekarstwem na «czerwonkę» to były podatki w pieniądzach, zbożu, mięsie, kartoflach, lnie, słomie, sianie. Bogatszych gospodarzy („kułaków”) zrujnowało od razu, ale biedniejszym tez doszło do kości. Na mnie, oprócz naturaliów, wypadło 6 317 r. z kopiejkami. Około 1/3 złożyli parafianie”. Ludność była sterroryzowana przez działaczy komunistycznych i wprost nienawidziła „oswobodzicieli”.

Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej i ucieczce władzy bolszewickiej ks. Czapłowski zorganizował w Żodziszkach komitet obywatelski i milicję dla utrzymania porządku, by nie było rabunków i porachunków. Starał się też, by otwarto polskie szkoły. Był człowiekiem zaangażowanym duszpastersko i społecznie, a także patriotycznie. Emanuela Cunge we wspomnieniach Uciec przed holocaustem (Łódź 1997, s. 241) napisała: „Na plebanii przygotowywano po cichu wigilijny opłatek i paczki z bakaliami dla chłopców z lasu”. Chodziło o Boże Narodzenie 1942 r. Proboszcz przychodził z pomocą zagrożonym i ratował jak mógł. Na plebanii jego ukrywał się jezuita Franciszek Lesiński z Wilna, który pomagał mu w pracy duszpasterskiej. Wspierał też wspomnianą autorkę, żydowskiego pochodzenia z jej synkiem. Uwięzionych Polaków z Żodziszek Niemcy wypytywali o ks. Czapłowskiego i ukrywanych przez niego Żydów i Cyganów.

W liście do abp. Jałbrzykowskiego z 19 X 1941 r. ks. Czapłowski napisał m.in.: „Wspomnę o nabożeństwie do Miłosierdzia Bożego. Na terenie parafii żodziskiej i okolicznych i hen aż do granicy bolszewickiej i łotewskiej (z listów od confratrów) pojawiło się ono z chwilą otwarcia granicy do „Litwy” i Wilna. W chwili największej niedoli, ucisku i grozy powstawało prawie nagle i szerzyło się jak płomień. Musiałem bliżej z tym się zapoznać i wygłosić specjalną naukę o Miłosierdziu Bożym i niektóre rzeczy sprostować, mianowicie sposób odmawiania koronki. Żadnego nabożeństwa nie widziałem z taką żarliwością odprawianego jak to. Z chwilą przyjścia Niemców nieco straciło na sile, a teraz znowu się wzmaga i jak się dowiaduję – przekroczyło już b. granicę polską na wschodzie. Stało się tak powszechne jak różaniec, zwłaszcza koronka – łatwa do nauczenia się. Widziałem chłopca lat 16 uzdrowionego na skutek modłów do Miłosierdzia Bożego; chorował na zapalenie płuc, tyfus i zapalenie opon mózgowych. Stan był beznadziejny i lekarze odmówili się leczyć.”

Trzeba wyjaśnić, że owo otwarcie granicy z Litwą miało miejsce po zajęciu tego państwa w czerwcu 1940 r. przez wojska sowieckie i wcieleniu Litwy do Związku Sowieckiego. W Wilnie nabożeństwo do Miłosierdzia Bożego szerzył ks. prof. Michał Sopoćko z gronem oddanych tej sprawie ludzi, m.in. Sióstr Urszulanek Szarych. Stąd rozprowadzano obrazki z modlitwami (koronką) do Miłosierdzia Bożego.

Terror niemiecki na Wileńszczyźnie wobec miejscowej ludności coraz bardziej się nasilał. Dotknął on i ks. Pawła. Emanuela Cunge napisała: „... na fali prześladowań aresztowano również księdza Czapłowskiego, wsadzono go razem z wyłowionymi w lasach zbiegami do ciężarówki i rozstrzelano gdzieś koło szosy prowadzącej do Mołodeczna. Miało to miejsce w jakiś czas po udanym ataku oddziału „Kmicica” w dniu 15 VIII 1943 r. na garnizon niemiecki w Żodziszkach.

ks. Tadeusz Krahel