lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
LIPIEC 2008
nr 7/2008

Walka o prawdę

Można by rzec, że miesiąc czerwiec upłynął w mediach pod znakiem dzieci. Była wprawdzie sprawa traktatu „lesbońskiego”, który demokratycznie odrzucili Irlandczycy (bo tylko oni mogli się wypowiedzieć). Była (i jest) histeria wokół książki o Wałęsie, która to książka wyraźnie dowodzi, że Ikona Solidarności i Bohater Narodowy (dwa w jednym), miał w swoim życiorysie okres, w którym – jako „Bolek” – chadzał na pasku SB. Nie wydaje się, aby w całym tym wrzasku chodziło o byłego prezydenta, który przecież ma swoje ogromne zasługi, a ciemne karty współpracy z esbecją ich nie przesłonią. Tu chodzi o coś innego. Idzie mianowicie o to, że skoro do Ikony Narodowej się dobrano, to różne samozwańcze ikonki i ikoneczki, różne samomianowane autoryteciaki i autoryteciątka z okolic Gazety Wiadomej, zaczęły przeżywać wielki lęk przed możliwością odsłaniania prawdy na ich temat. I nie zaznają spokoju, dopóki IPN będzie IPN-em. Głównymi bohaterami w mediach były jednak dzieci.

1 czerwca zebrał się dziecięcy „sejm”. Można z dużą dozą pewności domniemywać, że nieodpowiednio dzieci dobrano, bo te zamiast chwalić rząd i parlamentarzystów, zamiast pytać ich o ulubione potrawy czy o wakacyjne plany, zaczęły pytać o ...powody niedotrzymywania obietnic wyborczych. Następnie kochający wszystko i wszystkich (no, może oprócz ojca Rydzyka) premier zapowiedział, że w Polsce winno być zabronione jakiekolwiek bicie dzieci, co znaczy, że klaps mamusiny czy tatusiowy może być przestępstwem. Oczywiście usłużne „niezależne” media epatowały nadwiślańskich obywateli horrorami nt. bicia i katowania dzieci. Tak się jakoś składało, że wypadki znęcania się nad maleństwami miały miejsce nie w rodzinach lecz w konkubinatach. Kochankowie lekko prowadzących się mamuś „popadali w zdenerwowanie” i radykalnie maluchów „uspokajali”. Rzecz jasna różne nawiedzone feministki, różni postępacy i lewacy pośpieszyli z przekonywaniem, że dzieci są nietykalne nawet przez rodziców i – jak to lewacy – postulowali ustawową regulację metod wychowawczych we wszystkich rodzinach. Feministki i lewacy zdają się wierzyć niewzruszenie, że są mądrzejsi od wszystkich rodziców, razem wziętych. Zobaczymy, czy Sejm durnoctwo stosowne wysmaży, a dzieci zostaną pouczone o nieograniczonych możliwościach donoszenia na rodziców.

Media też rozpętały histerię w związku ze sprawą ciężarnej 14-latki. Wokół nastolatki zaczęły krążyć i gromko ujadać proaborcyjne hieny, które nie mogły darować obrońcom życia, że ci chcą ocalić dziecko w łonie przedwczesnej matki, a ją samą uchronić przed okaleczeniem fizycznym i psychicznym na skutek aborcji. Sama pani minister zdrowia – „katoliczka” – wskazała szpital, w którym nastolatka może zabić własne dziecko. Nie wie, jak uzdrowić polską służbę zdrowia, ale wie, jak znaleźć zabójczy dla nienarodzonego szpital. Zabójstwa dokonano. Proaborcyjne hieny poczuły się zadowolone. Czy nastoletnia zabójczyni swego dziecka będzie mogła w przyszłości jeszcze rodzić? Jak sobie poradzi z traumatycznym doświadczeniem tak wczesnej aborcji? Ani Gazety Wiadomej, ani nagłaśnianych przez nią feministek raczej nie będzie to obchodzić. Dla nich zabijanie dzieci w łonach matek to jedno z podstawowych praw kobiet.

ks. Marek Czech