lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
CZERWIEC 2008
nr 6/2008

Muszla prawdę ci powie

Muszle kojarzą mi się z wakacjami. Podłużne, o brunatnej barwie można spotkać na brzegach rzek i jezior, te znad Bałtyku są inne, najczęściej białe, drobniutke, niczym skorupki potłuczonych jajek. Co ładniejsze zabierałem jako dziecko na pamiątkę ale ich żywot był krótki: zazwyczaj do pierwszego większego sprzątania.

Pielgrzymi, którzy od przeszło tysiąca lat nawiedzają grób św. Jakuba Apostoła w Santiago de Compostela, również zabierają ze sobą muszle. Można je kupić w sklepikach nieopodal katedry, ewentualnie kontynuować pielgrzymkę aż po brzeg oceanu i nazbierać ich sobie do woli na rozległych plażach. Od czasu do czasu badacze przeszłości odnajdują muszle z Santiago w grobach z minionych epok. To znak, że były one czymś więcej niż tylko zwykłą pamiątką po odbytej pielgrzymce.

Dlaczego właśnie muszla? Podobno św. Jakub, nazywany „starszym” w odróżnieniu od innego apostoła o tym samym imieniu, używał jej do udzielania chrztu, gdy po Zesłaniu Ducha Świętego głosił Ewangelię na obszarze dzisiejszej Hiszpanii i Portugalii. Potem znalazł się ponownie w Jerozolimie. Musiał odgrywać znaczącą rolę w tamtejszym Kościele, gdyż król Herod Agrypa, chcąc powstrzymać rozwój chrześcijaństwa, kazał stracić właśnie jego. Święty Jakub Starszy został ścięty mieczem około 44 roku. Uczniowie Apostoła, Teodor i Atanazy, zabrali martwe ciało mistrza do hiszpańskiej ziemi, bo Ojczyzna jest tam, gdzie zostawiło się serce. A jak mówi tradycja Jakub ukochał tamtejszy lud i był przezeń kochany.

Chrześcijanie z osady Asseconia na północno-zachodnim skrawku Półwyspu Iberyjskiego zatroszczyli się o wybudowanie okazałego grobowca, w którym pochowali ciała Apostoła oraz jego uczniów. Cmentarz leżał tuż przy drodze do portowego miasta Iria Flavia (obecnie Padrón) i służył całej okolicznej ludności zdominowanej przez wyznawców religii pogańskiej. Badania archeologiczne wykazały, że grób Jakubowy wyróżniał się spośród innych. Był dwupoziomowy, w dolnej części spoczywały zwłoki, na górze znajdowało się pomieszczenie dla tych, którzy nawiedzali zmarłych i pragnęli spędzić z nimi trochę czasu. Tego typu grobowce nazywane po łacinie domuncola (domek), można spotkać w krajach arabskich. Z czasem ludzie wprowadzają się do nich na stałe, podłączają prąd, instalują antenę satelitarną, jak w normalnym mieszkaniu. Cmentarze – osiedla w Kairze mają nawet 200 tysięcy mieszkańców, nie licząc oczywiście zmarłych.

Osada Asseconia, do której należał cmentarz z grobem św. Jakuba wyludniła się z biegiem lat. Mogiły pokrył niesiony wiatrem piasek, porosły chaszcze. Chociaż zatraciła się pamięć o miejscu pochówku Apostoła, pozostała świadomość jego związków z Hiszpanią. Pisali o nich Święci Izydor z Sewilii i Beda Czcigodny, mówili kaznodzieje, prości ludzie uważali Jakuba za swojego patrona.

Po wiekach pustelnik o imieniu Pelagiusz zamieszkał w lasach położonych niedaleko cmentarza. Pewnej nocy dostrzegł tam jakieś dziwne światła. Zapalały się i gasły, a przecież było to całkowite odludzie. Pomyślał, że może jakaś gwiazda spadła z nieba. Podekscytowany, zdołał zasnąć dopiero nad ranem, lecz zaledwie zamknął oczy, przyśnił mu się św. Jakub. Następnej nocy znowu pojawiły się tajemnicze światła, potem we śnie przyszedł Apostoł. Pelagiusz nie należał do tych, co nastręczają się Kurii biskupiej. Kochał samotność i osobiście rozwiązywał doraźne problemy. Zjawisko było jednak tak niezwykłe, że postanowił powiadomić biskupa Teodomira. Rządził on diecezją Iria Flavia w latach 820-830, dlatego właśnie wtedy musiało mieć miejsce owo niezwykłe zdarzenie.

Biskup zatrzymał pustelnika i przez kilka dni umacniali się nawzajem pobożnymi kazaniami, przestrzegając zarazem srogich postów. Tak przygotowani udali się na miejsce niezwykłego zjawiska. Kawałek po kawałeczku przeczesywali leśny gąszcz aż w końcu odnaleźli wielki grobowiec. Biskup obejrzał znajdujące się w nim ludzkie szczątki, przeczytał napisy na sarkofagu, po czym zawyrokował: to św. Jakub i jego uczniowie. Zaraz też posłał wiadomość na dwór królewski w Oviedo. Król Alfons II przybył niezwłocznie, żeby pomodlić się u grobu apostoła. Niedługo potem wybudował w tym miejscu kościół i klasztor Benedyktynów. Dały one początek miasteczku Santiago de Compostela. Jego nazwa streszcza cudowne odnalezienie relikwii: Santiago to po prostu św. Jakub, dalsze dwa wyrazy oznaczają cmentarz i gwiazdę.

Arcybiskup Diego Gelmirez sprawujący rządy pasterskie w latach 1100-1140, postanowił wybudować sanktuarium – katedrę na miarę bazylik Wiecznego Miasta. Santiago było już wtedy jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc pielgrzymkowych chrześcijańskiego świata, ustępując tylko Jerozolimie i Rzymowi. Wiadomo, że „noblesse oblige”. Decyzją arcybiskupa zburzono górną część grobowca Apostoła w celu zrobienia bezpośrednio nad nim rozległego prezbiterium. Pod głównym ołtarzem powstała natomiast krypta przylegająca do pierwotnej komory grobowej. Jej fragmenty są częściowo odsłonięte. W murze z brunatnej cegły, zabezpieczonym taflami szkła, można zauważyć otwory, przez które pielgrzymi wkładali ręce, żeby być jak najbliżej świętego. Podczas badań archeologicznych przeprowadzonych w 1879 r. udało się dotrzeć do kamiennego sarkofagu, w którym spoczywały trzy ludzkie szkielety. Wydział Medyczny Uniwersytetu w Santiago potwierdził, że jednemu ze zmarłych odcięto głowę ostrym narzędziem. Tak oto pełen cudowności średniowieczny przekaz o odnalezieniu grobu św. Jakuba, został przynajmniej w części potwierdzony przez naukę.

Nowe czasy potrzebują nowych znaków, dlatego chociaż ruch pielgrzymkowy nigdy nie ustał, odkrycie wpłynęło na jego ożywienie. Wśród pątników najliczniejsi są Hiszpanie, Francuzi Niemcy i Włosi. Polacy znaleźli się w ubiegłym roku dopiero na piętnastym miejscu. Cóż, trochę daleko, no i mamy własną pielgrzymkę do Częstochowy. Sama jednak tradycja pielgrzymowania do Santiago sięga w naszym kraju okresu średniowiecza.

Atrybutami każdego pątnika są od wieków laska i torba podróżna (zawsze otwarta). Współczesne czasy dorzuciły jeszcze plecak, ale duch pozostał ten sam: trzeba zabrać ze sobą tylko niezbędne minimum i być zawsze gotowym do podzielenia się z innymi. O resztę zatroszczy się Boża Opatrzność.

Pielgrzymka do grobu św. Jakuba posiada wybitnie pokutny charakter. Opłakiwanie własnych win i dobrowolnie przyjęte wyrzeczenia mają oczyszczającą moc, która prowadzi do duchowej odnowy. Ta wyraża się w zmianie sposobu życia. Muszla jaką pątnik nabywa w Santiago jest jakby certyfikatem tej transformacji. Ludzie nosili ją przy sobie aż po grób, wierząc, że św. Jakub będzie za nimi orędował na Sądzie Ostatecznym. Niebieskie Jeruzalem, cel ziemskiej pielgrzymki człowieka, zostało przedstawione na Portico de la Gloria, w zachodnim przedsionku katedry. Centralną postacią tego XII-wiecznego arcydzieła wykonanego ręką mistrza Mateusza, jest Pan Jezus na tronie w otoczeniu czterech Ewangelistów, aniołów i apokaliptycznych starców. Święty Jakub znajduje się bezpośrednio pod rzeźbą Chrystusa, na kolumnie podtrzymującej tympanon z niebieskim Jeruzalem. Artysta chciał uzmysłowić w ten sposób siłę jego wstawiennictwa. Pątnicy przybywający do katedry dotykają rękoma i głową romańskiej rzeźby. Potem jeszcze obejmują inną figurę Apostoła w głównym ołtarzu. Aby tego dokonać trzeba wspiąć się po schodkach aż na samą górę, chwytając ją następnie od tyłu. Ten uścisk jest wyrazem braterskich więzi ustanowionych na całą wieczność.

Jeżeli chodzi o doczesność, każdy kto przeszedł przynajmniej 100 km, ewentualnie przejechał konno lub na rowerze 200 km, może otrzymać od Kapituły katedralnej zaświadczenie o odbytej pielgrzymce. Regulamin obowiązujący od XIII wieku wymaga tylko, by miało to podłoże religijne: devotionis affectu, voti vel pietatis causa. Dzisiaj nawet najbardziej święte czynności postrzegane są jako forma spędzania wolnego czasu, więc kanonicy pomijają dyskretnie ten aspekt. Każdy sam wie najlepiej po co wędruje do Santiago.

K. N.