lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
KWIECIEŃ 2008
nr 4/2008

Historia obrazu Jezusa Miłosiernego (II)

W sprawę malowania obrazu Jezusa Miłosiernego zaangażował się ks. Sopoćko. Wiedziony raczej ciekawością, jaki to będzie obraz, niż wiarą w prawdziwość widzeń św. Faustyny, prosił artystę malarza Eugeniusza Kazimirowskiego o namalowanie obrazu. Początkowo jednak ks. Sopoćko był zdecydowany, by oddać namalowanie tego obrazu w ręce Siostry Bernardynki, o której wiedział, że posiada warsztat malarski. Jezus jednak był innego zdania. Siostra Faustyna zapisała: Kiedy rozmawiałam z pewną osobą, która miała namalować ten obraz, ale dla pewnych przyczyn nie malowała go, usłyszałam podczas rozmowy z nią taki głos w duszy: pragnę, żeby była posłuszniejsza (Dz 354). Tak więc godnym malowania obrazu okazał się artysta malarz Eugeniusz Kazimirowski. W chwili gdy rozpoczynał pracę nad obrazem miał 61 lat, był znanym i cenionym malarzem, członkiem Towarzystwa Niezależnych Artystów. Jego wykształcenie obejmowało pięcioletnie studia w Krakowie w pracowniach Łuszczakiewicza, Axentowicza i Wyczółkowskiego. Jako stypendysta przebywał we Lwowie, a następnie w Monachium i Paryżu. Swoje kwalifikacje pogłębił jeszcze w Akademii św. Łukasza w Rzymie. Jego dorobek artystyczny stanowiły przede wszystkim portrety i pejzaże, ale sięgał także po tematy religijne. Zrządzenie Opatrzności sprawiło, że w 1934 roku ks. Sopoćko mieszkał przy klasztorze Sióstr Wizytek. Piętrowy dom znajdował się w ogrodzie owocowym – ul. Rossa 2. Ksiądz Sopoćko zajmował mieszkanie na piętrze, natomiast na parterze mieszkał przezacny Eugeniusz Kazimirowski, artysta malarz, który wykonał zamówiony (...) obraz Najmiłosierniejszego Zbawiciela według wskazówek s. Faustyny. Ksiądz Sopoćko częściowo wtajemniczył malarza w misję s. Faustyny i zobowiązał go do milczenia. Malowanie rozpoczęło się 2 stycznia 1934 roku od tego dnia s. Faustyna odwiedzała pracownię malarską przynajmniej raz w tygodniu. W czasie wizyty poprawiała robotę, wskazywała błędy, dopowiadała szczegóły. W malowaniu obrazu czynnie uczestniczył także ks. Sopoćko, który widząc niezadowolenie s. Faustyny z powstającego dzieła sam – na prośbę malarza – pozował ubrany w albę przepasaną sznurem. Siostra Faustyna – zapisał po latach ks. Sopoćko – uskarżała się, że obraz nie jest tak piękny jak w widzeniu, ale Zbawiciel miał powiedzieć, że wystarczy, jaki jest. Bardzo wymowna jest rozmowa s. Faustyny z Panem Jezusem na temat obrazu: rzekłam do Pana: Kto Cię wymaluje tak pięknym jakim jesteś? – Wtedy usłyszałam takie słowa: nie w piękności farby ani pędzla jest wielkość tego obrazu, ale w łasce Mojej (Dz. 313)

Przed E. Kazimirowskim, mimo posiadanych przez niego umiejętności i pomocy s. Faustyny, stanęło wyjątkowo trudne zadanie. Malowanie pod dyktando oznaczało rezygnację z własnej artystycznej wizji, przekreślenie siebie na rzecz rzetelnego przekazu tego, o czym relacjonowała s. Faustyna. Ksiądz Sopoćko podkreślał, że Kazimirowski wykonał zamówienie ściśle według wskazówek s. Faustyny. Półroczne malowanie (do lipca 1934 r.) stało się okazją do bardziej wnikliwego odczytania treści obrazu. Sporne kwestie rozstrzygał sam Jezus. Mówił do s. Faustyny: spojrzenie moje z tego obrazu jest takie, jako spojrzenie z krzyża (Dz. 326). Z ukrzyżowaniem związane zostały także promienie wychodzące z niewidocznego na obrazie serca. Siostra Faustyna zapisała słowa Jezusa: te dwa promienie oznaczają Krew i Wodę – blady promień oznacza Wodę, która usprawiedliwia dusze; czerwony oznacza Krew, która jest życiem dusz (...). Te dwa promienie wyszły z wnętrzności Miłosierdzia mojego wówczas, kiedy Konające Serce Moje zostało włócznią otwarte na krzyżu (Dz.297).

Ksiądz Sopoćko, idąc za nauką Ojców Kościoła, widzi w tych promieniach symbol sakramentów świętych. Blady promień oznacza usprawiedliwienie, dokonujące się w sakramencie chrztu i pokuty, a czerwony – wszystkie pozostałe sakramenty, z których każdy umacnia i wzbogaca życie Boże w duszy. Siostra Faustyna zaznaczyła w swoim Dzienniczku również taki szczegół dotyczących promieni, że łączą się one ściśle, ale pozostają niepomieszane. Sprawą kontrowersyjną okazało się także umiejscowienie na obrazie słów, jakie na polecenie Jezusa miały być inskrypcją. Ksiądz Sopoćko przez pewien czas zamierzał nawet zmienić ich treść. Przewidywał, iż taka inskrypcja powinna raczej brzmieć: Jezus, Król Miłosierdzia. Dopytywał w tej sprawie s. Faustyny, a ona pytała Pana Jezusa. Oto efekt tej rozmowy: w pewnej chwili zapytał mnie spowiednik, jak ma być umieszczony ten napis, ponieważ to wszystko się nie mieści na tym obrazie (...). Jezus mi przypomniał, jako mi mówił pierwszy raz, że trzy słowa muszą być uwidocznione. Słowa te są takie: Jezu, ufam Tobie! (Dz. 327). W dalszej części Dzienniczka s. Faustyna podkreśla słowa Jezusa: podaję ludziom naczynie, z którym mają przychodzić po łaski do źródła miłosierdzia. Tym naczyniem jest ten obraz z podpisem: Jezu, ufam Tobie! (Dz. 327). Tymczasem naczynie do czerpania łask, na długo po jego ukończeniu pozostaje niewykorzystane. Ksiądz Sopoćko umieszcza obraz najprawdopodobniej najpierw we własnym mieszkaniu (przy ul. Rossa 2), a po przeniesieniu do Sióstr Bernardynek 1 listopada 1934 r., zawiesza go w ciemnym korytarzu klasztornym i to przodem do ściany. Przyczyny takiego stanu wyjaśnia we Wspomnieniach: jakkolwiek namalowany obraz, nie zawierał zupełnie nowej treści (z wyjątkiem może promieni), jednak nie był skory do zawieszenia go w kościele, ze względu, że cała sprawa była jeszcze w toku badania przeze mnie. Ukryłem wtedy ten obraz w korytarzu klasztoru Sióstr Bernardynek, nie mówiąc nikomu o jego pochodzeniu. Ksiądz Sopoćko mógł mieć jeszcze jakieś wątpliwości do treści obrazu, czy raczej możliwości zatwierdzenia go przez metropolitę, ale Pan Jezus domagał się już przez s. Faustynę, by obraz był udostępniony ogółowi wiernych. W Dzienniczku s. Faustyny można odnaleźć wiele takich miejsc, m. in.: Powiedz spowiednikowi, aby obraz ten był w kościele wystawiony, a nie za klauzurą w klasztorze tym. Przez obraz ten udzielać będę wiele łask dla dusz, a przeto niech ma przystęp wszelka dusza do niego (Dz 590). Potwierdza to także notatka znaleziona we wspomnieniach ks. Sopoćki: S. Faustyna powiedziała, że Pan Jezus jest z tego ukrycia w korytarzu klasztornym niezadowolony i żąda przynajmniej zawieszenia tego obrazu w Ostrej Bramie na Triduum przed Niedzielą Przewodnią, jakie ma być urządzone na zakończenie jubileuszu Odkupienia w r. 1935 (Dz 590).

red. Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego