lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
KWIECIEŃ 2008
nr 4/2008

Wielka „troska” o Kościół

Przed świętami wielkanocnymi zalała Polskę oraz nadwiślański Kościół katolicki fala „troski” o tenże właśnie Kościół. Falę wywołał pewien zakonnik. Zakonnik ów z problemem wewnątrzkościelnym – w który był wplątany również jego rodzony brat, co zostało zatajone – pobiegł do instytucji, którą chyba tylko ktoś ociężały na umyśle podejrzewałby o życzliwość dla Kościoła, czyli do gazety wiadomej. Gazeta problem widziany oczyma braciszka zakonnego nagłośniła i z „troską” zaapelowała o donoszenie o grzechach Kościoła do swojej redakcji. Apel o donoszenie nie dziwi, choćby i z tego względu, że gazeta wiadoma, od początku broni „godności” ubeckich kapusiów i wielokrotnie wpadała w szał na wieść o podniesieniu w nadwiślańskim kraju, problemu lustracji szpicli z okresu PRL-u.

I ta właśnie gazeta, kierowana przez pociotków stalinowskich aparatczyków, ma wystawiać Kościołowi świadectwo moralności (tak!!!).

Na falę „troski” wdrapał się sławny redaktor „o chytrym nazwisku”, który w telewizji – z przeproszeniem – publicznej urządził seans rozliczeniowy w kwestii grzechów Kościoła. Wymieniony redaktor to rozwodnik – opuścił żonę, z którą zawarł ślub kościelny – żyjący obecnie z rozwódką. I ten człowiek, depczący permanentnie święty sakrament małżeństwa, czyli żyjący w grzechu, razem z księdzem, który porzucił kapłaństwo i z redaktorem ateistycznego (dawniej: bolszewickiego) tygodnika, wystawiali Kościołowi rachunek (tak!!!).

To już naprawdę zalatuje nieprzyzwoitością.

Tego pokroju osobnicy mają rozliczać Kościół katolicki???!!! Choćby i z tego względu, biskupi nie powinni do takich sytuacji dopuszczać.

ks. Marek Czech