lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
KWIECIEŃ 2008
nr 4/2008

Widziałam Pana

(J 20, 18)

W Niedzielę Miłosierdzia Bożego zatopiliśmy się w promieniach miłosiernej miłości Boga. Razem z siostrą Faustyną kontemplowaliśmy obraz Najmiłosierniejszego Zbawiciela podpisany „Jezu, ufam Tobie!”. Miłosierdzie to przymiot Boga najbardziej dotykający człowieka. Cały świat, wraz z pomieszczonym w nim człowiekiem, to opowieść o nieskończonym miłosierdziu Boga. Objawiła się ona w tym, że Bóg dał nam Swego Syna. Przez Niego stał się obecnym pośród nas.

W historii chrześcijaństwa wielu ludzi doświadczyło Boga Człowieka, po Jego Wniebowstąpieniu, w sposób dosłowny, w ludzkim ciele. Święta Małgorzata Maria Alacoque, bł. Anna Katarzyna Emmerich, św. Ojciec Pio widzieli Pana Jezusa tak, jak Jemu współcześni: Maryja, Józef, Apostołowie, czy uczniowie w drodze do Emaus. Prawda ta dotyka tajemnicy Wcielenia Syna Bożego. Siostra Faustyna Kowalska w ten sposób w swoim Dzienniczku opisała spotkania z Jezusem Miłosiernym: „Dziś ujrzałam Pana Jezusa”; „Powiedział mi Jezus”; „Ujrzałam Pana Jezusa przybitego do krzyża”; „[…] ujrzałam Pana Jezusa w szacie białej, przepasanego złotym pasem, a w ręku trzymał straszny miecz”; „ujrzałam Dziecię […], było niewymownie piękne, podobne do Dzieciątka Jezus”; „[…] ujrzałam Jezusa […] i czułam Go przez cały dzień fizycznie”; „ujrzałam Jezusa w niewypowiedzianej piękności”; „ujrzałam Pana Jezusa ubranego w szacie białej. Jedna ręka wzniesiona do błogosławieństwa, a druga dotykała szaty na piersiach”.

Faustyna otrzymała dar poznania Boga w przymiocie miłosierdzia przez Jezusa, Boga-Człowieka. Przez Niego odwieczne Słowo, które było u Boga i było Bogiem stało się Ciałem i zamieszkało na ziemi, wśród ludzi (por. J 1,14). Teologia nazywa to wydarzenie Wcieleniem Syna Bożego, połączeniem dwóch natur, Boskiej i ludzkiej w jednej Osobie Jezusa Chrystusa. Ten, który jako druga Osoba Trójcy Świętej jest bez początku i bez końca, jako człowiek wszedł w historię ludzkości w momencie zwiastowania, stając się Emmanuelem, Bogiem obecnym pośród nas. Bóg przyjął naturę ludzką, uczy Kościół, by dokonać w niej zbawienia człowieka (por. KKK 461). Tę prawdę wypowiedział w jednym z hymnów św. Paweł Apostoł: „On, mając naturę Boga, nie uznał za stosowne korzystać ze swojej równości z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi i stając się podobnym do ludzi. A z zewnętrznego wyglądu uznany za człowieka, uniżył siebie samego, stając się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci na krzyżu” (Flp 2,6-8). Autor Listu do Hebrajczyków w usta Jezusa wkłada słowa odnoszące się do tej samej prawdy: „Przychodząc na świat, Chrystus mówi: „Ofiary i daru nie chciałeś, ale przygotowałeś Mi ciało. Nie podobały się Tobie całopalenia ani ofiary za grzechy. Wtedy powiedziałem: Oto przychodzę!” (Hbr 10,5-7).

Wcielenie nie oznacza, że Jezus jest częściowo Bogiem i częściowo człowiekiem. Nie oznacza też pomieszania Boskiego z ludzkim, swoistej hybrydy dwóch natur. „Syn Boży stał się prawdziwie człowiekiem, pozostając prawdziwie Bogiem. Jezus Chrystus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem” (KKK 464). Prawda ta znalazła także miejsce w nauczaniu ks. Michała Sopoćki. „Osoba Chrystusa, uczył Sługa Boży, istnieje całkowicie w dwóch naturach, ma siłę dwóch natur, działa przez każdą z nich, jak gdyby miał jedną”. Obrazując prawdę o Wcieleniu Słowa Bożego ks. Sopoćko posługiwał się obrazem winorośli wszczepionej w pień, czy żelaza przenikniętego do głębi ogniem.

W Boga, którego nikt nigdy nie widział, objawiającego się w obłoku czy ogniu, Boga Starego Testamentu wierzą wyznawcy judaizmu i islamu. Dla chrześcijan ten sam Bóg, gdy nadeszła pełnia czasu (por. Ga 4,4) objawił się w swoim Synu, Jezusie Chrystusie, Bogu-Człowieku. Wiara we Wcielenie była i jest dla chrześcijan fundamentem prawdy w wyznawanej wierze: „Po tym poznajecie Ducha Bożego: każdy duch, który uznaje, że Jezus Chrystus przyszedł w ciele, jest z Boga” (1J 4,2).

Wcielenie Syna Bożego jest afirmacją człowieczeństwa. Mówi o tym, jak wielki jest człowiek, skoro Bóg stał się człowiekiem. Ta wielkość człowieczeństwa ukazana jest przez Autora Księgi Rodzaju w „obrazie i podobieństwie” osoby ludzkiej do swojego Stwórcy. Ojcowie Kościoła wyjaśniając prawdę o obrazie i podobieństwie uczyli, że Bóg stwarzając człowieka patrzył na model. Był nim Jego Syn. Człowiek więc stworzony jest na obraz i podobieństwo drugiej Osoby Trójcy Świętej. Taki stan towarzyszył człowiekowi do momentu pierwszego nieposłuszeństwa, grzechu, który teologia nazywa pierworodnym. Wówczas to, uczą Ojcowie Kościoła, człowiek zatracił podobieństwo. Gdyby zatracił obraz, zatraciłby także człowieczeństwo, unicestwiłby bycie człowiekiem. Pozostał więc obrazem swojego Stwórcy, ale oszpecony grzechem, stał się „obrazem niepodobnym”. Wcielenie Syna Bożego odmienia sytuację, w jakiej po grzechu znalazł się człowiek. We Wcieleniu Bóg tak bardzo przybliża się do człowieka, że staje się do niego podobny, podobny we wszystkim za wyjątkiem grzechu (por. Flp 2,6). Święty Ireneusz powie, że Bóg zszedł z niebiańskiego tronu i wybrał się na poszukiwanie rozbitego grzechem człowieka, a gdy go odnalazł z miłosierną miłością pochylił się i zaczął zbierać jego rozrzucone cząstki, by złożyć z nich „nowego człowieka”. We Wcieleniu dokonuje się jeszcze coś więcej – skandal Wcielenia. Według zapisu św. Łukasza radością dla całego świata ma być Zbawiciel – Niemowlę owinięte w pieluszki i położone w żłobie (por. Łk 2,12). Czy to ma być radością dla całego świata? Bogu nie starczyło upokorzenie znaczące przyjęcie ludzkiej natury. Jego miłosierna miłość do człowieka doprowadziła Go jeszcze dalej. Ksiądz Sopoćko zauważył, że Bóg mógł odkupić człowieka jednym słowem, mógł go obdarzyć wszystkimi łaskami z nieba. A jednak stał się człowiekiem, chciał dzielić ludzki los, zszedł do człowieka. Więcej! Zapragnął sięgnąć niżej człowieka. Jaki to bowiem człowiek rodzi się w stajni? Albo jaki człowiek umiera wyrzucony za miasto?

Dzięki takiemu Bogu człowiek odzyskuje nadzieję powrotu do tego, co utracił poprzez grzech. Patrząc na takiego Boga człowiek odnajduje model dla swojego człowieczeństwa. Odpowiada na pytanie, jak być człowiekiem, jak odzyskać podobieństwo do swego pierwowzoru, jak na nowo stać się obrazem podobnym do Stwórcy. I choć Wcielenie ukazało światu najpiękniejszego z synów ludzkich (por. Ps 45,3) to jednocześnie to piękno nie miało wdzięku ani też blasku, aby na nie popatrzeć, ani wyglądu, by się człowiekowi podobało (por. Iz 53,2-3). Dlaczego? Siostra Faustyna po wizycie w pracowni malarza Eugeniusza Kazimierowskiego, który malował obraz Jezusa z napisem „Jezu ufam Tobie” napisała: „W pewnej chwili […] zobaczyłam, że [obraz] nie jest tak piękny, jakim jest Jezus – zasmuciłam się tym bardzo […]. Udałam się do kaplicy i napłakałam się bardzo. Rzekłam do Pana: kto Cię wymaluje tak pięknym, jakim jesteś? Wtem usłyszałam takie słowa: Nie w piękności farby ani pędzla jest wielkość tego obrazu, ale w łasce mojej”.

Wcielenie Syna Bożego objawia miłosierdzie Boga do człowieka. Jest, jak powie ks. Michał Sopoćko, początkiem i fundamentem całego dzieła miłosierdzia Boga do człowieka. Wcielenie Syna Bożego jest wezwaniem, by odnajdywać w sobie prawdziwe piękno, piękno, które zbawiło świat, piękno, któremu na imię miłosierdzie.

ks. Radosław Kimsza