lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
KWIECIEŃ 2008
nr 4/2008

Kościół krytyką smagany

Nie ma dnia, by media laickie nie smagały Kościoła. Pojawia się wielu warsztatowych mistrzów, którzy z lubością zadają ciosy, patrząc, jak Kościół na nie reaguje. Czynią to w imię wolności, tolerancji i ochrony zagrożonych rzekomo dóbr osobistych. Niektórzy z atakujących opuścili szeregi Kościoła, a niektórzy jeszcze z bólem do niego się przyznają. Są to nauczyciele, którzy wiedzą wszystko najlepiej i starają się pouczać, w co należy wierzyć, a co już wreszcie porzucić. Krytyka dotyczy głównie: ludzi Kościoła, moralności chrześcijańskiej i instytucji kościelnych.

1. Nieznośni duchowni.

Krytyka Kościołowi niewątpliwie jest potrzebna, stale bowiem potrzebuje on odnowy życia. Prowadzona jednak przez media krytyka jest wybiórcza i tendencyjna. Zostawia się w spokoju ludzi świeckich, z furią natomiast atakuje się księży, biskupów, a nawet papieża. Księżom zarzuca się różnego rodzaju grzechy, kastowość i nieczułość na problemy świeckich. Chciałoby się, by byli oni bezinteresowni, bezgranicznie cierpliwi i wyrozumiali na wszystkich. Zapomina się natomiast, że są oni ludźmi, tak jak inni, i borykają się z własnymi problemami. Często swoje kryzysy wynoszą z domów rodzinnych, czasami nie mogą udźwignąć nałożonych na nich ciężarów, a czasem po prostu załamują się z powodu otaczającej ich bezduszności.

Krytyka jest konstruktywna wtedy, gdy kieruje się życzliwością. Gdy natomiast krytykujący stoi z boku i ma na celu jedynie załamanie krytykowanego, wtedy krytyka ta szkodzi, a nie pomaga. Nie można zapomnieć o tym, że wpędzanie w kryzys ludzi Kościoła jest jednocześnie powiększaniem kryzysu w świecie.

W szeregach krytykujących są nieraz księża, zwłaszcza ci, którzy w końcu opuścili swoje stanowiska. Ostatnio w Polsce mamy kilka tego rodzaju krzykliwych przypadków. Piszą oni zwykle apologie swoich odejść, zrzucając winę na przełożonych zakonnych lub biskupów. Nie pamiętają natomiast o tym, co czynili przed katastrofą. Kilku z nich oficjalnie sączyło w prasie ewidentne błędy w wierze i nie można było ich od tego odwieść.

Smutny jest los tych ludzi i budzi współczucie. Usprawiedliwianie jednak tego stanu tylko winą przełożonych byłoby poważnym błędem. Pojawia się nawet zarzut, że Jan Paweł II rozmawiał z Ali Agcą, a nie rozmawiał z jakimś oskarżającym go teologiem. Gdy bogacz w piekle prosił Abrahama, by wysłał do jego braci posłańca z ostrzeżeniem, ten odpowiedział: „Mają Mojżesza i proroków, niechże ich słuchają” (Łk 16, 29). Biskup, a tym bardziej papież nie jest w stanie rozmawiać ze wszystkimi osobiście. Wystarcza, że głosi zdrową naukę.

2. Wierzący… ale.

Media, atakujące Kościół, lansują model chrześcijanina wyzwolonego z wymogów Ewangelii. Dotyczy to głównie prawa kanonicznego i moralności. Towarzyszy temu przekonywanie, że nie ma prawdy absolutnej i stałych autorytetów. Wszystko jest względne i człowiek indywidualnie ustala, co dla niego jest prawdziwe i dobre. Nagłaśnia się wypowiedzi ludzi negujących zasadność chrztu dzieci, spowiedzi, zawierania sakramentu małżeństwa i innych praktyk religijnych. W następstwie tego wzrasta liczba osób nieochrzczonych, rozwiedzionych, żyjących razem bez żadnego aktu ślubu, przystępujących do Eucharystii w grzechu, bez sakramentu pokuty. Ludzie ci mówią: my jesteśmy Kościołem i samy wiemy dobrze, co należy czynić.

Jeszcze gorzej jest w dziedzinie moralności. Ulicami maszerują parady gejów, rządy legalizują aborcję, zapładnianie in vitro i samobójstwo wspomagane przez lekarza. Z przykazań Bożych zatrzymuje się tylko niektóre. Są kobiety, które publicznie opowiadają się za cudzołóstwem i za zabijaniem własnych poczętych dzieci. Katalog grzechów nieuznawanych przez współczesnego człowieka można odpowiednio wydłużać.

3. Instytucjonalność Kościoła.

Wszystkie prywatne lub gromadne sprzeciwy kierują się na ogół w stronę Kościoła jako instytucji. Homoseksualiści wędrują na Plac Świętego Piotra z żądaniem, aby papież pochwalił ich zachowania. Ginekolodzy, uprawiający swój proceder, głoszą, że Kościół zmieni wobec nich swoje zdanie. A zwykli grzesznicy szukają łagodnych księży, którzy by zaakceptowali i rozgrzeszyli obrany przez nich styl życia.

Ksiądz w oczach wielu świeckich jest przedstawicielem instytucji i dlatego ściąga na siebie tak wiele oskarżeń. Umieszcza się go wśród tzw. czarnych, w przeciwieństwie do tzw. dawnych czerwonych, i robi się wszystko, by wyzwolić się z ich oddziaływania, by wykazać, że nie mają racji, że należą do przeszłości. Modelem pozostaje człowiek wyzwolony z zewnętrznych dyktatów, głuchy na głos własnego sumienia.

4. Kościele, jaki jesteś?

Krytyka, nawet najbardziej złośliwa, zawiera na dnie szczyptę prawdy i nie należy jej się obawiać. Do jej przyjęcia wszakże potrzeba ukształtowanych charakterów. Trzeba pamiętać, że Kościół ze swej istoty składa się z pierwiastka ludzkiego i Boskiego (KK, 8). W tym, co ludzkie jest słaby, błądzi, grzeszy. W pierwiastku Boskim jednakże jest zawsze święty, jaśniejący prawdą, zwycięski. W widzeniu Kościoła i wysuwanych krytykach pod jego adresem należy widzieć oba pierwiastki. Kościół jest święty z ustanowienia, istoty i powołania, tzn. zdążający do uświęcenia swoich członków.

Ludzi Kościoła można lubić lub nie lubić i ich krytykować, ale Kościół jako taki trzeba szanować, bo jest on znakiem i narzędziem zjednoczenia z Bogiem, i jedności rodzaju ludzkiego. Bóg chce wszystkich doprowadzić do zbawienia. Drogą do Niego jest Jezus Chrystus. Jego obecnością na ziemi jest Kościół. W nim dostępujemy zjednoczenia z Chrystusem, a pogłębiając tę jedność urzeczywistniamy Kościół – ciało Chrystusa. Można krytykować ludzi Kościoła, lecz nie można ich niszczyć. Gdyby bowiem zabrakło Kościoła, pozostałaby czeluść samotności. Święty Paweł pisze: „Nadziwić się nie mogę, że od Tego, który was łaską Chrystusa powołał, tak szybko chcecie przejść do innej Ewangelii. Innej jednak Ewangelii nie ma, są tylko jacyś ludzie, którzy sieją wśród was zamęt i którzy chcieliby przekręcić Ewangelię Chrystusową” (Ga 1, 6-7). Przestroga św. Pawła odnosi się także do nas ludzi współczesnych.

abp Edward Ozorowski