lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
MARZEC 2008
nr 3/2008

Dlaczego uczyć religii w szkole?

Religia zawsze była częścią ludzkiego życia. W badaniach antropologicznych na żadnym etapie ludzkich dziejów nie znajduje się człowieka, który byłby istotą areligijną. Człowiek jest istotą religijną ze swej natury. Od najdawniejszych czasów, człowiek szukał tego, co go przekracza. Bo jest w nim duch, który pociąga go „ku temu, co w górze”, nie pozwala ograniczać się tylko do tego, co widzialne, mierzalne, sprawdzalne. Człowiek potrzebuje czegoś więcej. Jest istotą rozumną i duchową, stawia sobie pytania. Zwłaszcza te pierwsze podstawowe pytania: „kim jestem, skąd się wziąłem i dokąd zmierzam.” Wcześniej przed religią odpowiedzi na te pytania dawały mity. Ale pełną odpowiedź przyniosła dopiero religia objawiona Prawd wiary tak, jak wszystkiego człowiek musi się uczyć. Uczyć powoli, długo systematycznie i przez całe życie.

W każdej epoce ta nauka wyglądała zupełnie inaczej, podobnie jak w innych dziedzinach. Pierwszym środowiskiem nauki wiary zawsze jest rodzina. Rodzice, którzy przekazali dziecku życie fizyczne mają obowiązek zatroszczyć się też o życie duchowe. Tak jak podaje się dziecku pokarm, ubiera się, uczy pierwszych słów i pierwszych kroków. Podobnie w domu trzeba przekazać mu pierwsze prawdy wiary. To, że jest Bóg, Bóg jest kochającym Ojcem, troszczy się o każdego z nas, że z Bogiem trzeba rozmawiać w modlitwie Zresztą dzieci doskonale to czują i rozumieją, bo jak mówił Jezus Chrystus: „Ich aniołowie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca w niebie” (Mt 18, 10). Podobnie w innych dziedzinach dziecko uczy się podstawowych prawd w domu, później idzie do przedszkola i do szkoły. Przez wiele lat, bo najpierw szkoła podstawowa, później gimnazjum i szkoła ponadgimnazjalna staje się miejscem kształtowania młodego człowieka. To kształtowanie odbywa się nie tylko w dziedzinie intelektu, ale też kształtuje w nim pewne postawy, pomaga nabywać sprawności do czynienia dobra, cnoty. Szkoła to nie tylko miejsce nauczania. Szkoła to zespół ludzi, grono pedagogiczne podejmujące doniosłą i odpowiedzialną funkcję wychowania młodego człowieka i przygotowania go do dojrzałego życia.

W tym wszystkim ma swoje miejsce nauczanie religii. Od września 1990 roku nauczanie to odbywa się na terenie szkoły.

W tym roku szkolnym wraz ze zmianą ekipy rządowej na nowo rozgorzała dyskusja o religię w szkole. Niby przy okazji matury, ale tak naprawdę zawsze chodzi o religię. Znowu padają przeróżne argumenty wynikające przede wszystkim z nieznajomości faktów, a może i ze złej woli. Dla mnie jako duszpasterza nauczanie religii ma bardzo konkretny wymiar. W czasie wizyty duszpasterskiej zwanej kolędą przeglądamy karty kancelaryjne w każdym domu. Jest tam wiele zapisów na temat religijnego życia rodziny. Ciekawe, że tam, gdzie wcześniej zanotowano, że ktoś nie chodzi na religię, nie prowadzi zeszytu z religii, nie chodzi do kościoła, nie modli się, później dopisujemy: rozwiódł się z żoną, czy rozwiodła się z mężem. Czasami jeszcze gorzej, piszemy siedzi w więzieniu, przebywa w zakładzie odosobnienia albo popełnił samobójstwo. I to jest straszne. Ale życie bez modlitwy, bez katechezy, bez Boga tak często wygląda i tak się kończy. To prawda, że człowiek wierzący, pilnie uczęszczający na katechezę, nawet dobry uczeń też może upaść, popełnić różne błędy. Jednak on potrafi się podnieść, poprawić, bo ma wiarę, ma do czego się odwoływać, ma do czego wracać. Udział w katechizacji nie jest gwarancją, zabezpieczeniem przed złem, ale jest budowaniem swego wnętrza, swojej osobowości, nabywaniem trwałej sprawności do czynienia dobra i unikania zła. Na katechezie nie uczy się niczego złego. Uczy się zachowywania Bożych przykazań i życia z Bogiem. Z dziesięciu przykazań tylko trzy odnoszą się do Pana Boga i aż siedem odnosi się do człowieka. Bóg mówi: „czcij ojca i matkę, nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie mów fałszywie, nie pożądaj” (zob. Pwt 5, 6-22). Proste podstawowe wymagania, fundament życia każdej społeczności ludzkiej. Na tym fundamencie można bezpiecznie budować życie rodzinne, społeczne i narodowe. Można, ale nie wszyscy tak robią. Niektórzy szukają przeróżnych racji dla uzasadnienia swego życia i postępowania, byleby tylko nie opierać się na chrześcijaństwie. Mieliśmy tego przykład przy tworzeniu Konstytucji Unii Europejskiej, gdzie mamy odwołanie do tradycji greckiej i rzymskiej, ale nie chrześcijańskiej. A przecież to Chrystus, który przyszedł kiedyś do Rzymu w osobie św. Piotra jest korzeniem i podstawą współczesnej Europy. Przy okazji matury i innych spraw ciągle wyciąga się stary argument świeckości szkoły, a przecież nie ma świeckiej szkoły. Jest szkoła publiczna. Mamy nawet zapis: publiczne gimnazjum, publiczne przedszkole. Publiczne to znaczy dla wszystkich, dla tych, którzy chcieli tu przyjść i którzy tu są. W większości, a na naszym terenie prawie 100% są to dzieci i młodzież z rodzin wierzących, są to ludzie wierzący. Katolicy, prawosławni i inni. Podobnie gdy idzie o nauczycieli, kadrę dydaktyczno-wychowawczą. Nauczanie religii odbywa się podczas jednostek lekcyjnych do tego przeznaczonych. Żaden przedmiot nie ma nawet wzmianki na tematy religijne, a więc poszanowanie wolności sumienia jest całkowicie zachowane. Katecheza szkolna odbywa się na podstawie programów i podręczników zatwierdzonych przez Ministerstwo Edukacji Narodowej. Wszystkie one zostały zatwierdzone nie inaczej jak na podstawie norm ogólnie przyjętych w systemie polskiej oświaty. W katechizacji uczestniczą dzieci i młodzież, których rodzice lub oni sami wybrali ten przedmiot. W skali ogólnopolskiej mamy 90% młodzieży uczestniczącej w katechezie, w skali naszego województwa ten wskaźnik jest jeszcze wyższy, ponieważ wszyscy zwłaszcza w szkołach ponadgimnazjalnych przychodzą na religię katolicką, przychodzą też uczniowie innych wyznań. Mają do tego prawo, są wolni. Przychodzą, bo chcą być razem z klasą, są ciekawi nauki katolickiej, czasami pochodzą z rodzin mieszanych i wtedy w domu też mają dwa wyznania. Nie jest to prozelityzm, przyciąganie do Kościoła katolickiego. Jest to ciekawość młodego człowieka, chęć zdobywania wiedzy w coraz szerszym zakresie. Ale to nie jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, że młodzi tej nauki religii potrzebują. Potrzebują jej w dobrym wydaniu. Do tego konieczne są dobre warunki lokalowe, zaplecze przedmiotowe, a więc nie tylko Pismo Święte, książki, mapy, sprzęt audiowizualny, obecnie już multimedialny. Każda szkoła na swoją miarę takie warunki stwarza. W większości szkół powstały pracownie religijne z odpowiednim wystrojem, wyposażone w odpowiednie sprzęty. Dzisiaj bez tego trudno sobie wyobrazić prowadzenie zajęć. Metoda tablicy i kredy to już dawno za mało.

Dzisiaj księża i katecheci mają już coraz lepsze wykształcenie, przygotowanie pedagogiczne. Na równi z nauczycielami innych przedmiotów przechodzą kolejne stopnie awansu zawodowego. Bez katechezy w szkole, bez dobrej współpracy katechety z nauczycielami innych przedmiotów nie da się zrozumieć literatury, historii czy sztuki. Obecnie wiele się mówi na temat konieczności nauczania etyki, zresztą nie po raz pierwszy. Problemem jest to, że podobno są ludzie do tego przygotowani, którzy nie mogą się realizować w swoim zawodzie. A przecież żadne studia nie gwarantują pracy w swoim zawodzie. W każdym zawodzie jest masa ludzi bezrobotnych, tych którzy się przekwalifikowali na inne specjalności lub pracują tam, gdzie to jest możliwe. Aby wprowadzić nauczanie etyki muszą być zainteresowani tym przedmiotem. Kiedy przed dwoma laty prowadziłem badania ankietowe na temat nauczania religii w szkole w Archidiecezji Białostockiej to tylko w czterech szkołach pojawiło się nauczanie etyki, po jednej grupie w szkole. I to jest prawidłowe. Uczniowie nie uczestniczący w katechezie mają uczestniczyć w nauczaniu etyki. Szkoła ma zorganizować nauczanie, jeżeli ich liczba wynosi przynajmniej siedem osób. Z tego, co mi wiadomo nauczanie etyki prowadzą katecheci lub księża innych wyznań, a więc nie bezrobotni etycy. Zresztą etyka jest jednym z wymiarów religijności, tylko bez odniesienia do Pana Boga, w oparciu o przesłanki rozumowe. I ma to samo zadanie, kształtowanie w człowieku pozytywnych wartości, wychowywanie na porządnego człowieka i obywatela państwa. A więc nie jest w sprzeczności z religią, jest wsparciem. Podnoszony ostatnio argument finansowy też nie wytrzymuje próby. Środki finansowe wypłacane na katechetów to najlepiej wydatkowane pieniądze. Tej roli, jaką spełniają katecheci nikt nie zastąpi. Gdybyśmy mieli dobrą katechezę, ale nie tylko od katechetów. Katechezę od władz, od rodziców, od nauczycieli nie potrzebowalibyśmy systemów: wychowawczych, profilaktycznych, naprawczych. Mielibyśmy najlepsze dzieci i najlepszą młodzież. Do tego właśnie trzeba nam dążyć, o to zabiegać.

ks. Czesław Walentowicz