lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
MARZEC 2008
nr 3/2008

Wieczernikowe spotkania na podlaskiej ziemi

Nadchodzi przedwiośnie, a za nim „wiosna co nigdy nie minie”, chciałoby się cytować słowa hymnu brewiarzowego z liturgicznego wspomnienia błogosławionej Bolesławy Marii Lament, założycielki Zgromadzenia Sióstr Misjonarek Świętej Rodziny. Zbliża się kolejny Wielki Post w moim życiu, a wraz z nim szanse na głębsze przeżycie tajemnicy Wieczernika, a potem Wieczernikowe spotkania ze Zmartwychwstałym z ranami... Dziękuje Bogu w Trójcy Jedynemu, że właśnie teraz w roku 2008 decyzją moich władz zakonnych znalazłam się na białostockiej ziemi uświęconej obecnością, modlitwą, pracą, cierpieniem i apostołowaniem dwojga błogosławionych naszych czasów: Bolesławy Lament i kandydata na ołtarze ks. prof. Michała Sopoćki. Jak przedziwnie Bóg Ojciec splata losy tych dwojga nieprzeciętnych w swojej gorliwości o Jego chwałę ludzi oraz dzieła im powierzone i zadane...

Pan Jezus przekazał w Wieczerniku swój testament jedności i miłości: „...aby stanowili jedno, jak Ty Ojcze we Mnie a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył...” (J 17, 21). Zanim jednak dokonała się ta tajemnica, posłał Jezus „dwóch spośród uczniów z tym poleceniem: idźcie do miasta, a spotka was człowiek niosący dzban wody. Idźcie za nim i tam, gdzie wejdzie, powiedzcie gospodarzowi: nauczyciel pyta: gdzie jest dla mnie izba, w której mógłbym spożyć Paschę z moimi uczniami. On wskaże wam na górze salę dużą, usłaną i gotową. Tam przygotujecie dla nas” (Mk 14, 13-15).

Te Boże plany i tajemnice, dwa tysiące lat później, na nowo przeżywała i odkrywała życiem Bolesława Lament i zgromadzenie zakonne zawierzone jej przez Opatrzność. W pozostawionych przez nią rękopisach odnalazłam taką notatkę: „Ukochać należy wolę Bożą – zlać się z Bogiem. Mając lat dwadzieścia odprawiłam rekolekcje i uderzyły mnie właśnie te słowa: „że wola nasza winna się zlać z wolą Bożą tak jak dwie kule z wosku w jedną bryłę. Trzeba mieć energię do czynu, lecz żyć w równowadze ducha swego”.

Tak zmotywowane najwyższymi treściami Misjonarki Świętej Rodziny dotarły z posługą apostolską w 1934 roku również do Białegostoku, dzisiejszego miasta jedności i miłosierdzia. W 1944 roku powstał dom zakonny przy ul. Poleskiej 42 na podstawie decyzji ówczesnej Przełożonej Generalnej Matki Łucji Czechowskiej w oparciu o akt notarialny sporządzony 06.09.1944 roku przez notariusza Ludwika Szlompka na polecenie Marii Onopa, która niniejszym przekazała Siostrom Misjonarkom swoją posiadłość o powierzchni 1611m2 wraz z domem drewnianym, szopą i ogrodem. W zamian siostry zobowiązały się do dożywotniej opieki nad ową panią.

Początki były trudne. Siostry, jak wspomina kronika, własnoręcznie rozbudowywały dom i przysposobiły najokazalsze pomieszczenie na kaplicę, która z czasem spełniała funkcje półpubliczną dla okolicznych mieszkańców,

Toteż nie budzi zdziwienia fakt, ze kiedy funkcje kapelana przy ul. Poleskiej 42 objął ks. prof. Michał Sopoćko, już w 1955 roku widział potrzebę rozbudowy tej kaplicy. Siostra Miriam Karwel, misjonarka Świętej Rodziny wspomina jeszcze dziś: „Ksiądz Sopoćko przychodził do naszych sióstr odprawiać Mszę św. podjął się też pomóc siostrom w rozbudowie kaplicy, tak, by mogli korzystać z niej ludzie świeccy, często chorzy i starzy. Przy rozbudowie kaplicy sam pracował fizycznie z robotnikami. Miałam szczęście mieszać razem z Ks. Sopoćko piasek z cementem, gdyż nie było betoniarki”. Czyż zatem nie było to szczególne przygotowanie „sali na górze”, miejsce gdzie płonęło Eucharystyczne Ognisko Bożego Miłosierdzia przygotowane w jedności serc i ducha?

Inny rodzaj przygotowania na przyjęcie strumieni Bożego Miłosierdzia opisała s. Zenona Paulina Tryzna również misjonarka Świętej Rodziny: „Ks. Sopoćko nigdy nie wszczynał żadnych rozmów, zwłaszcza rano. Zajęty był przygotowaniem do Ofiary Eucharystycznej. Był wewnętrznie skupiony, rozmodlony. Nie rozmawiał nigdy w zakrystii. Codziennie siadał do konfesjonału przed Mszą św. lub później. Wielu ludzi korzystało z jego posługi kapłańskiej i bardzo ją ceniło”.

Czas posługi ks. prof. Michała Sopoćki i jego ostatnie chwile życia były naznaczone przeżywaniem trudności i cierpień związanych między innymi z decyzjami Kościoła w sprawie szerzenia idei Bożego Miłosierdzia. Te czasy, tak wspomina jeden z ojców paulinów, który wówczas posługiwał na krakowskiej Skałce: „kiedy nie mogliśmy w posłuszeństwie Kościołowi otwarcie szerzyć Kultu Miłosierdzia Bożego, modliliśmy się do Zmartwychwstałego z ranami, by idea przekazana siostrze Faustynie mogła przetrwać”.

Wspomniana s. Miriam pisała natomiast, że kiedy „Ks. Sopocko mówił kazanie o Bożym Miłosierdziu to płakał. Był gorliwym apostołem nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego. Na jego prośbę zbierałam setki podpisów wśród ludzi pod prośbą o zatwierdzenie kultu Miłosierdzia Bożego przez Stolicę Apostolską. Były one przekazane do Rzymu”.

Ksiądz Tadeusz Krahel zaś stwierdził: „Doświadczenia i trudności, jakie przeżywał ks. Sopoćko w związku z szerzeniem kultu Miłosierdzia Bożego, nie zrażały go. Wierzył do końca w oczyszczającą wartość tych przeciwności i w ostateczny triumf idei Bożego Miłosierdzia”.

Błogosławiona Bolesława Lament jakby w odpowiedzi pisała: „Wierzymy w zwycięstwo. Nie wierzymy w klęskę, bo dzieła Boże klęsk nie znają, panuje w nich tylko zwycięstwo. Wielkie zwycięstwo Serca Jezusowego: «Jam zwyciężył świat»”.

Kiedy jednak należało okazać posłuszeństwo władzy kościelnej, ks. Sopoćko nie dopuszczał do głosu ducha kontestacji, mimo że otrzymywał nieprzychylne decyzje. Rozwój kultu Miłosierdzia Bożego widział tylko w ramach Kościoła hierarchicznego. Siostra Cecylia Dynewska, Misjonarka Świętej Rodziny takie dała świadectwo w swych wspomnieniach: „Ks. Sopoćko dowiedział się, że sprawia Miłosierdzia Bożego jako objawienie prywatne, nie zostało zaakceptowane w Rzymie. Natychmiast zabrał z ołtarza obrazek Miłosierdzia Bożego... A gdy miejscowy biskup zwrócił mi uwagę, żebym nie zajmowała się sprawami Miłosierdzia Bożego, ks. Sopoćko polecił mi bezwzględnie dostosować się do tego zalecenia”. Pamiętała też zapewne o testamencie założycielki swojego Zgromadzenia: „Dusza prawdziwie wewnętrzna zdaje się na upodobanie woli Bożej, przyjmuje takim samym cierpliwym sercem rzeczy miłe, jak przykre, dochodzi nawet do tego, że okazuje radość w cierpieniu, szczęście w możności noszenia krzyża”.

Wiele wspólnych znamion zwiastujących wiosnę Kościoła na podlaskiej ziemi, w cieniu białostockiej kolegiaty mają wielcy błogosławieni naszych czasów, Bolesława Lament i ks. Michał Sopoćki.

Jeszcze żyją i dalej posługują siostry, które modliły się i pracowały w domu zakonnym Sióstr Misjonarek Świętej Rodziny przy ul. Poleskiej w Białymstoku siostry: Amelia, Bogdana, Fabiana, Klaudia, Miriam, Chryzostoma. Były one świadkami ostatnich dni życia ks. Sopoćki i polecały jego duszę Miłosierdziu Bożemu w chwili jego odchodzenia do Domu Ojca. Dzięki Bogu, że dane mi jest stąpać po śladach ludzi błogosławionych, że spotykam się z ludźmi, którzy są jeszcze żyjącymi świadkami ich świętości. Wierzę, że to najprawdziwsze zwiastuny wiosny co „nigdy nie minie”. A tak na ludzki i duchowy pożytek, ...może warto się im przyjrzeć lepiej i uważniej.

s. Marietta Jadwiga Kuniszewska MSF