lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
LUTY 2008
nr 2/2008

Człowiek zawierzenia

Symeon – symbol tęsknoty, oczekiwania… duchowy dalekowidz, człowiek spełnionej obietnicy. Czekał na Mesjasza – Jezusa, który „ma być punktem środkowym w historii całego świata. Na Nim pokaże się, jakim kto jest ożywiony duchem i zależnie od tego albo zbawi, albo się o Niego rozbije i zginie. On nie będzie obojętny dla nikogo: jedni będą Go czcili, a inni nienawidzili” – pisał ks. Sopoćko. W proroctwie Symeona dostrzegł on „wielkie Miłosierdzie Boże względem całego rodzaju ludzkiego (…) Jezus ma zbawić świat przez cierpienie i śmierć okrutną, która mieczem boleści przeszyje Serce Matki”.

Symeon zawierzył Bogu. Czekał. „Jak łania pragnie wody ze strumieni, tak dusza moja pragnie Ciebie Boże. Dusza moja Boga pragnie, Boga żywego, kiedyż więc ujrzę oblicze Boże?” (Ps 42). Zbawiciel przyszedł – Symeon Go rozpoznał. Wiara pozwoliła mu spojrzeć głębiej, zobaczyć to, co dla innych było zakryte. Dla przebywających w świątyni nic nadzwyczajnego się nie zdarzyło. Uboga rodzina, dzieciątko, jak wiele innych... Dla Symeona było to spełnienie obietnicy. Jego oczy w „zwykłym” dziecku ujrzały zbawienie, światło dla tych, którzy błądzą, chwałę Izraela.

Czy na tym koniec? Czy święto Ofiarowania Pańskiego jest tylko pamiątką, wspomnieniem tamtego wydarzenia? Symeon pozostał, jako symbol oczekiwania, „ale oczekujących na Mesjasza musiało być znacznie więcej – uważa ks. Sopoćko – Życie ich koncentrowało się na tęsknocie oczekiwania na obiecanego przez wszystkich Mesjasza. (…) Przygotowywali się na Jego spotkanie w pokucie, z wiarą, że Go ujrzą”. Czas Boga nie jest taki, jak czas człowieka. Bóg jest zawsze „teraz”. Objawia się nam w znakach i chce być rozpoznawalny. Dostrzeganie Bożej obecności, Jego znaków, to wyraz naszej wiary. Wiara rodzi nadzieję.

Czy można nazwać Sługę Bożego ks. Michała Sopoćkę Symeonem XX wieku?

15 lutego mija 33 rocznica śmierci Sługi Bożego ks. Michała Sopoćki, Apostoła Bożego Miłosierdzia, spowiednika św. Faustyny, założyciela Zgromadzenia Sióstr Jezusa Miłosiernego.

Czy można spojrzeć na jego życie, zestawiając je z życiem Symeona, o którym przypomina nam Kościół w święto Ofiarowania Pańskiego? Co łączy te dwie postacie, Symeona i Ks. Sopoćkę? Choć ich życie było z pewnością bardzo różne, ich droga odchodzenia do domu Ojca była bardzo podobna. Obaj żyli pragnieniem spełnienia obietnicy. Obaj nadzieję pokładali w Bogu. Obaj odchodzili do Pana w pokoju, ufni w Jego Miłosierdzie. „Teraz o Panie pozwól odejść Twemu słudze w pokoju….” – prosił Symeon.

Ksiądz Sopoćko zapisał w Dzienniku, dnia 27 III 1967r.: „Mój koniec już się zbliża wraz z przemijaniem mego życia.- Muszę raczej myśleć o bliskiej śmierci, niż zabawiać się mrzonkami o długim jeszcze życiu. Wola Boża jest naszym pokojem”. Żył perspektywą wieczności, wciąż oczekując Tego, który ma nadejść. „Zadaniem moim jest nie spuszczać z oczu rzeczy niebieskich i tak postępować wśród mnogich trosk, jakby mi nic nie dolegało” –zapisał pod koniec swego życia. Żył troską o wypełnienie woli Bożej, nigdy nie szukał siebie. Zarys jego duchowej sylwetki ujawnia sam Pan Jezus mówiąc do św. Faustyny „myśl jego jest ściśle złączona z myślą Moją, a więc bądź spokojna o dzieło Moje, nie dam mu się pomylić” (Dz. 1408).

Sługa Boży znał treść Dzienniczka św. Faustyny, pisała go bowiem dla niego, na jego polecenie. Jednak jego pokora – zdolność stawania w prawdzie przez Bogiem, była obroną przez zniekształceniem samooceny. Zapisał w swoim Dzienniku: „Pochwały budzą we mnie lęk. Nie wiele wiem o sobie, a to, co wiem, mnie bardzo zawstydza. Muszę zawsze opłakiwać me winy i pokutować za własne i innych ludzi wykroczenia. (…) Jedynym prawdziwym smutkiem są grzechy. Idziemy przez życie z myślą o Tobie i wciąż uciekając od Ciebie, Boże, od męczeństwa wyboru Twej drogi. Pozostała nam teraz jedna droga. Twoje Miłosierdzie. Tą drogą szedł do końca, niczego nie przypisując sobie. „Wczoraj skończyłem 79 lat życia – zapisał w swoim Dzienniku. – Dziś rozpoczynam rok 80. Drżę na wspomnienie, że mogę stanąć na sąd przed Majestatem Najwyższego z pustymi rękami. Jeżeli bowiem i były jakie zasługi, zostały może przekreślone przez brak czystej intencji. Pozostaje tylko ufać Bożemu Miłosierdziu. Pełen ufności przyjmował wszystko jako dar, nawet cierpienie. „«Dosyć ma dzień swojej nędzy». Należy przeżywać chwilę obecną, nie troszcząc się o następną, – zapisał – wtedy cierpienia nasze wydadzą się krótkie. Trzeba również czas i wieczność uważać razem a nie oddzielnie. Wówczas trwanie naszych prób wyda się błyskawicą (…) Szczęśliwość, która nas czeka, warta jest, aby ją okupić cierpieniem doczesnym, aby tu odpokutować za grzechy. «Świat widzi krzyż, ale nie widzi łaski, która go osładza» (św. Bernard)”. O cierpieniu swego spowiednika pisała s. Faustyna: „W pewnym dniu ujrzałam swego spowiednika wewnętrznie, jak wiele cierpieć będzie. Przyjaciele opuszcza cię, a wszyscy sprzeciwiać się będą i siły fizyczne zmniejszą się. Widziałam cię, jako grono winne, wybrane przez Pana i rzucone w prasę cierpień. Dusza twoja, ojcze, będzie napełniona wątpliwościami w pewnych momentach co się tyczy tego dzieła i mnie. I widziałam jakoby ci się sam Bóg sprzeciwiał i zapytałam się Pana, czemu tak z nim postępuje, ,że niejako by mu utrudniał, to co nakazuje. I powiedział mi Pan: tak postępuję z nim, na świadectwo, że dzieło to Moim jest. Powiedz mu, niech się nie lęka niczego, wzrok mój jest zwrócony dzień i noc na niego. Tyle koron w koronie jego, ile dusz się zbawi przez dzieło to. Nie za pomyślność w pracy, ale za cierpienie nagradzam” (Dz. 90)

Symeon odchodził z poczuciem spełnionej obietnicy, a ks. Sopoćko? Nie doczekał się święta Bożego Miłosierdzia, co więcej odchodził świadom obowiązującego nadal zakazu rozpowszechniania form kultu Bożego Miłosierdzia przekazanych przez s. Faustynę ( 6. III. 1959r.). Czy odszedł niespełniony? Wręcz przeciwnie. Poznał Boga bogatego w Miłosierdzie. Jego powołaniem nie było doprowadzenie żądań Pana Jezusa do końca. On będąc Apostołem Bożego Miłosierdzia, był narzędziem w ręku Pana. Dał świadectwo własnego życia, przesyconego ufnością. Sam o tym tak pisał: „Przez całe życie starałem się wielbić Boga w Jego Miłosierdziu, ponieważ zawsze odczuwałem łaski, których czułem się niegodnym”. Święta Faustyna, pod datą 21 II 1938 roku zapisała w swoim Dzienniczku: „Przez nas Bóg zapoczątkował Swoje dzieło, kto je wykończy, nie trzeba tego dociekać, ale teraz robić to, co jest w naszej mocy, nic więcej”.

Sługa Boży ks. Michał Sopoćko odchodził zjednoczony z Bogiem. W Nim położył całą ufność i mimo przeciwności nie zwątpił. „Zostałam szczególnie złączona z Panem, który mi rzekł – zapisała św. Faustyna – jest to kapłan według Serca mojego, miłe Mi są wysiłki jego. Widzisz córko Moja, że wola Moja stać się musi, a to com ci przyobiecał, dotrzymuję. Przez niego rozsiewam pociechy dla dusz cierpiących, udręczonych; przez niego upodobało mi się rozgłaszać cześć do Miłosierdzia Mojego, a przez to dzieło miłosierdzia więcej dusz do mnie się zbliży, aniżeliby on dzień i noc rozgrzeszał aż do końca życia swego, bo tak pracowałby tylko do końca życia, a przez dzieło to pracował będzie do końca świata” (1256).

Wszechmogący Boże, Ty zawsze przygarniasz z ojcowską dobrocią tych, którzy ze skruchą i nadzieją zbliżają się do Ciebie, by doznać Twojego Miłosierdzia. Racz otoczyć chwałą świętych Kościoła swojego Sługę ks. Michała, który słowem, czynem i świadectwem życia głosił i przybliżał światu tajemnice niezgłębionego Miłosierdzia, objawionego najpełniej w Synu Twoim Jezusie Chrystusie, który z Tobą żyje i króluje przez wszystkie wieki wieków. Amen.

s. Dominika Steć ZSJM