lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
STYCZEŃ 2008
nr 1/2008

O białostockie „Requiem” dla Izabeli Branickiej

Najbardziej nawet skrótowe przedstawienie historii Białegostoku, nie może pominąć mecenatu Branickich i jego znaczenia w dziejach i dla rozwoju miasta. Bez nich Białystok nie byłby tym, czym jest obecnie jako metropolia, nie tylko kościelna. Pragnę zwrócić na to uwagę jeszcze raz, w perspektywie zbliżającej się dwusetnej rocznicy śmierci Izabeli Branickiej, żony hetmana wielkiego koronnego i senatora Rzeczypospolitej, Jana Klemensa Branickiego i siostry króla Stanisława Augusta. W moim przekonaniu Białystok zawdzięcza jej bez porównania więcej niż komukolwiek innemu i dlatego ma obowiązek nie tylko o tym wiedzieć i pamiętać, ale też godnie uczcić wspomnianą rocznicę. Nie czuję się zobowiązany wchodzić tutaj w kompetencje historyków, których nie brakuje w Białymstoku. Trudno mi jednak nie dać wyrazu tych wartości, jakie Izabela Branicka wniosła w dziedzictwo kulturowe miasta, które w dużej mierze zadecydowały o jego znaczeniu i roli historycznej, a także obliczu, czytelnym jeszcze dzisiaj.

 

Kim była Izabela (Elżbieta) Antonina z Poniatowskich Branicka?

Urodziła się córką wojewody mazowieckiego Stanisława Poniatowskiego i Konstancji Czartoryskiej, w 1730 roku. Stanisław August Poniatowski, król Polski, był jej młodszym bratem. W wieku 18 lat została trzecią żoną hetmana Branickiego (1689-1771), jednego z największych magnatów Rzeczypospolitej. „Familia” Czartoryskich chciała go w ten sposób pozyskać dla swoich planów politycznych. Wartości mecenatu obojga Branickich, później długo jeszcze samej Izabeli, dla Białegostoku nie da się w żaden sposób przecenić. Miasto, powstające wokół jednej z najokazalszych w Europie siedziby magnackiej, przeżywało wówczas największą świetność we wszystkich dziedzinach życia.

Izabela do związku małżeńskiego z hetmanem wniosła przede wszystkim wysoką kulturę swego rodzinnego domu. Ona kształtowała także atmosferę i poziom życia w Wersalu Podlaskim, odciskając na niej liczne znamiona swojej myśli, gustu i kultury, otwartej na pozytywne wpływy europejskie i zarazem bliskie polskiej tradycji. Umiała tak spożytkować ambicje męża, ażeby przynosiły pożytek również dla miasta i jeszcze szerszego środowiska. W czasie trwania małżeństwa i dłużej, po śmierci hetmana, Izabela dbała o dalszy rozwój Białegostoku, wnosząc w jego dzieje cenny wkład dziedzictwa swej niepospolitej osobowości.

 

W dziejach Białegostoku nie trudno zauważyć dwa znamienne nurty: życia religijnego i oświaty. Jedno było katolickie, drugie polskie. Oba te ośrodki rodzimej kultury wspierały się i służyły sobie nawzajem. Oba też, otaczane szczególną opieką Branickich, odegrały istotną rolę w kształtowaniu duchowego oblicza miasta, przyczyniając się do stałego wzbogacania spuścizny kulturowej środowiska i regionu.

Braniccy dbali o życie religijne, własne i poddanych, zgodnie ze zwyczajami wielu znakomitych polskich rodów. Za miejsce modlitwy służyła im piękna kaplica w pałacu oraz kościół parafialny pod tytułem Wniebowzięcia Matki Boskiej. Ich pobożność, nie pozbawiona pewnej sarmackiej ostentacji, ale i tolerancji, stanowiła zdrową syntezę staropolskiej tradycji z elementami Oświecenia. Troszczyli się o godne wyposażenie świątyni, a także o parafię i beneficjum proboszczowskie. Obok kościoła zostało wzniesione dwupiętrowe probostwo, a nieco dalej klasztor Szarytek wraz z prowadzonym przez nie szpitalem. Swoją pieczą otaczali także inne obiekty sakralne na terenie miasta oraz cmentarze.

Niemniej cenne zasługi położyli na polu lokalnego szkolnictwa. Szkółka parafialna, prowadzona przez Księży Wspólnego Życia, zyskała nowe pomieszczenie i dodatkowe fundusze, umożliwiające lepszy poziom nauczania. Z czasem powstały jeszcze inne placówki edukacji elementarnej. Historycy oceniają ten okres wspólnych rządów Jana Klemensa i Izabeli Branickich jako bardzo pomyślny dla białostockiej oświaty. Ich najbogatszy w regionie księgozbiór służył nie tylko mieszkańcom pałacu, ale i okolicznej szlachcie oraz duchowieństwu. Niektóre książki religijne zostały oddane do biblioteki parafialnej.

 

W 1764 roku królem Polski został obrany Stanisław August Poniatowski, ukochany brat Izabeli, niezbyt lubiany przez możnego szwagra. Swoją niemoc i niepowodzenia w polityce wewnętrznej i międzynarodowej król starał się rekompensować przez szeroko zakrojoną politykę kulturalną, zdolną odwrócić zagrażające Polsce trendy. Podjął długofalową działalność na polu oświaty, nauki i kultury, aby przeprowadzić konieczne reformy i odbudować państwo od wewnątrz. Mimo ogromu przeszkód król nigdy nie zrezygnował z reformy ustroju i uzdrowienia stosunków społecznych. Jego trudne dokonania w tych dziedzinach umożliwiły narodowi w przyszłości przetrwanie okresu zaborczych niewoli.

Kiedy w 1771 roku zmarł Jan Klemens Branicki, jego żona zadbała, by został z należnym splendorem pogrzebany w Krakowie u jezuitów. Białostockie dobra przejęli krewni hetmana, Potoccy. Wdowa zachowała pałac, miasto i część okolicznych włości jako dożywocie. Dawna okazałość magnackiej rezydencji coraz bardziej przechodziła do przeszłości. Izabela gospodarnie i mądrze zarządzała nadal dużym jeszcze majątkiem, dbając o porządek i sprawiedliwość. Dzięki temu Białystok, tracąc znaczenie polityczne, zachował na długo jeszcze rolę promieniującego ośrodka kultury.

Izabela ze wszystkich sił wspierała Stanisława Augusta w jego cennych dla Polski inicjatywach. Co król starał się robić w skali kraju, ona robiła w Białymstoku na skalę własnych zasobów i możliwości. Kiedy w najbliższym otoczeniu króla została powołana do życia Komisja Edukacji Narodowej, dzięki zaangażowaniu Izabeli w 1777 roku powstała w Białymstoku Szkoła Podwydziałowa, realizująca sześcioletni program dydaktyczno-wychowawczy Komisji Edukacji Narodowej. Jest to wspaniały, mało niestety znany okres w dziejach białostockiej oświaty. Uczniowie, oprócz zdobywania wiedzy, pogłębiali swój patriotyzm oraz zasady wiary i moralności chrześcijańskiej.

Nie sposób wyobrazić funkcjonowania Szkoły Podwydziałowej bez osobistego udziału Izabeli, bez jej opieki i wielostronnej pomocy. Wystarczy powiedzieć, że na potrzeby Szkoły oddała trzy domy. Troszczyła się dosłownie o wszystko: stan pomieszczeń, opał, książki i inne konieczne pomoce naukowe. Interesowała się warunkami prący nauczycieli i postępami młodzieży. Utrzymywała własnym sumptem konwikt dla 12 uczniów, zapewniając im wyżywienie, odzież, a nawet opiekę lekarską. W pałacu odbywały się doroczne popisy wyróżniających się uczniów, z udziałem króla, który wspólnie z siostrą cieszył się osiągnięciami Szkoły.

Nie przestała troszczyć się o szkołę parafialną, aby wyrównać w jakimś stopniu szanse zdobywania nauki przez dzieci z uboższej klasy społecznej. Księża lub klerycy uczyli w niej oprócz przedmiotów podstawowych wiedzy przydatnej w życiu codziennym i pracy zawodowej. Z jej inicjatywy szarytki prowadziły szkółkę dla dziewcząt z ubogich rodzin.

 

Z bratem Stanisławem Augustem łączyły Izabelę nie tylko więzy krwi, ale i serdecznego uczucia. Znała trudne uwarunkowania, w jakich wypadło sprawować mu władzę królewską, bardziej iluzoryczną niż rzeczywistą. Na ile mogła, uczestniczyła w ważnych dla niego sprawach. Mądra i energiczna, miała dobry wpływ na brata w podejmowaniu wielu ważnych decyzji. Wraz z nim cieszyła się z uchwalenia Konstytucji 3 Maja, będącej wspaniałym wykwitem polskiej myśli politycznej i społecznej. Bolała z powodu jej zniweczenia przez obce i własne siły. Całym sercem była po stronie brata, Troszczyła się i drżała o jego los, przeżywając zarówno jego sukcesy, jak też nieszczęścia i tragedie. Po raz ostatni gościła go u siebie w Białymstoku, gdy z woli Katarzyny II musiał opuścić stolicę i udać się w bezpowrotną drogę do Grodna.

Złamany niepowodzeniami król już nie podźwignął się, gasł ze swym krajem. Zmuszony do abdykacji, musiał wyjechać do Petersburga, gdzie zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach. W Wersalu Podlaskim Izabela przeżywała dramat nieszczęśliwych braci, prymasa Michała i Stanisława. Po śmierci króla nie zapomniała o jego dalekich planach. Pragnęła je realizować w zasięgu i zakresie swoich białostockich możliwości.

 

Tytułowano ją Panią Krakowską, ze względu na męża. O wiele bardziej zasłużyła na tytuł Pani Białostockiej. Całe dorosłe jej życie upłynęło w Białymstoku, gdzie pozostały cenne pamiątki jej obecności. Dopóki żyła, Wersal Podlaski przyciągał i gościł wiele znanych osobistości: panujących, dostojników kościelnych i świeckich, pisarzy i artystów. Mimo uszczuplonych po śmierci hetmana dochodów nadal wspierała wszystkie dobre dzieła, które służyły pożytkowi miasta i kraju. Nie skąpiła na nie środków, jakimi dysponowała. Jak mogła, chroniła rezydencję przed degradacją, dbała o pomyślność miasta, nie szczędziła wydatków na inwestycje publiczne. W swoich przedsięwzięciach wykazywała dużą znajomość spraw gospodarczych i administracyjnych, umiejętność dialogu, mądrość decyzji.

Niezmiennym przedmiotem jej opieki pozostały Kościół i szkoła, ze względu na wartości, jakie wnosiły w duchowe dziedzictwo miasta. Nadal troszczyła się o uposażenie świątyni, o dobre funkcjonowanie duszpasterstwa i parafii. Sprowadziła do Białegostoku księży misjonarzy Świętego Wincentego a Paulo, aby prowadzili pracę duszpasterską i szkołę parafialną. Wybór nie był przypadkowy: misjonarze mieli za zadanie odnowę kleru i życia religijnego wiernych oraz promocję miłosierdzia chrześcijańskiego. Otaczała pilną opieką klasztor Szarytek, aby siostry, wierne charyzmatowi mogły prowadzić szpital, który zapewniał chorym bezpłatne leczenie oraz łagodzić skutki wielorakiej ludzkiej biedy. Pałacowy lekarz służył także chorym spoza dworu. Osobisty lekarz Izabeli, Jakub Feliks de Michelis, założył w Białymstoku Instytut Akuszerii. Kształcone w nim przyszłe położne wiedziały, że nade wszystko wpajana w nich będzie przystojność i ludzkość oraz te wszystkie własności, które cierpiącym przynoszą pomoc, a dla nich samych najpierwszą są zaletą.

Można powiedzieć, że już za życia Izabeli, dzięki niej i z jej udziałem, jaśniały w Białymstoku promienie Miłosierdzia. Czerpała z jego Bożego źródła i świadczyła je drugim. Samo szkolnictwo i dobre wychowanie młodzieży, które popierała całym sercem, jest w istocie świadczeniem wieloaspektowego miłosierdzia. Również na tej drodze starała się służyć Ojczyźnie i Kościołowi. Czy ktoś na tym jednym chociażby polu potrafił zrobić dla miasta więcej niż ona? Będąc wielką i możną panią, potrafiła współczuć wszelkiego rodzaju niedoli i biedzie, nie odmawiała wsparcia potrzebującym. Dotknięci nieszczęściami, jak epidemie i pożary, korzystali z jej wsparcia. Pamiętała o wszystkich potrzebujących.

Myślę, że ten praktyczny, wynikający z samej istoty chrześcijaństwa nurt charytatywny usposabiał już wówczas Miasto Miłosierdzia do przyjęcia orędzia miłosiernej miłości Bożej, głoszonego tutaj wiele lat później przez Księdza Michała Sopoćkę. Należy przypuszczać, że gdyby rozwijał swoją działalność apostolską za czasów Izabeli, na pewno byłaby jej wielką zwolenniczka i protektorką.

 

Do końca życia, mimo zmieniających się na gorsze warunków, Izabela opiekowała się miastem. Kiedy w 1796 roku rządy w Białymstoku objęli Prusacy, robiła wszystko, ażeby miasto nie poddawało się germanizacji i zachowało patriotycznego ducha. Na obcej władzy wymogła przestrzeganie praw jego obywateli, wypłacanie należności jej samej, władzom miasta, duszpasterzom, szpitalowi, nie pomijając dziada od św. Rocha.

Historycy wytykają Izabeli pewne niedoskonałości i wady. W żadnym wypadku nie mogą one przesłonić ogólnie pięknego obrazu, bogatego w szlachetne rysy i barwy. Miała bez porównania więcej godnych najwyższego uznania zalet, które liczą się przede wszystkim w ogólnej ocenie wartości tej miary człowieka. W ostatnich latach pracowitego życia starała się codziennie przychodzić na Mszę do kościoła. Można przypuszczać, że modliła się za swoich bliskich, których imiona w coraz większej liczbie przestały należeć do żywych.

Zmarła w Białymstoku, 14 lutego 1808 roku. W swoim testamencie rozdysponowała swój wciąż jeszcze niemały stan posiadania zgodnie z dotychczasowym sposobem myślenia i działania. Pamiętała o współpracownikach, służbie i włościanach. Wielka pani chciała mieć pogrzeb tak skromny, że wykonawca testamentu sam zwiększył parokrotnie przeznaczone przez nią na ten cel środki. Przeżyła i doświadczyła zbyt wiele, aby przywiązywać wagę do magnackiej pompa funebralis. Jej trumna spoczywa w podziemiach starej Fary białostockiej.

 

Przytoczyłem zaledwie garść danych, ażeby podzielić się przekonaniem, iż Białystok ma aż nadto wiele powodów, by upamiętnić i godnie uczcić dwusetną rocznicę śmierci Izabeli Branickiej. Takie rocznice zobowiązują szczególnie tych, którzy mają szereg tytułów, rodzących naturalną powinność, aby ich nie przeoczyć. Miasto wojewódzkie, którego szkolnictwo było tak ważnym przedmiotem troski Izabeli, jest obecnie siedzibą szeregu wyższych uczelni. Jego bogate dziś życie kulturalne wyrosło w głównej mierze z mecenatu Branickich, których pałac pozostawał żywym ogniskiem kultury i sztuki. Białystok od niedawna jest siedzibą arcybiskupstwa i stolicą metropolii kościelnej. Rozwija się w nim kult Miłosierdzia z jego praktycznymi implikacjami.

Białystok ma aktualnie wszelkie dane, ażeby godnie uczcić pamięć i zasługi tak ważnej dla swoich dziejów i tożsamości postaci, bez której nie byłby tym, czym jest. Stąd wypływa obowiązek uczczenia jej pamięci na skalę swoich zarówno możliwości i środków, jak też metropolitalnych ambicji. Na skalę również historycznej doniosłości daty, jaka trafia się raz na sto lat. Rozpiętość form i możliwości upamiętnienia rocznicy, które byłoby zarazem promocją awansu miasta, jest niewątpliwie duża. Nie czuję się kompetentny ani upoważniony do wysuwania miarodajnych sugestii. Wszystko najbardziej zależy od świadomości, dobrej woli i zaangażowania decydentów oraz całej lokalnej społeczności.

Sposobów uczczenia rzeczonej rocznicy jest na pewno wiele. Kulminacyjnym punktem obchodów, ich niejako syntezą, mogłoby być uroczyste nabożeństwo żałobne, odprawione za duszę Izabeli Branickiej – już nie w starym kościele Farnym, ale w Bazylice Archikatedralnej – z całym bogactwem potrydenckiej liturgii. Nabożeństwo uświetnione przez Requiem Mozarta w wykonaniu chóru i orkiestry Filharmonii Białostockiej.

Być może Izabela nie pragnęła i nie oczekiwała takich podniosłych obchodów swojej rocznicy. Nikt chyba nie zaprzeczy, że w pełni na nie zasłużyła. Mówi się, że połączona z wdzięcznością pamięć jest przymiotem ludzi z dobrego kruszcu. Nie sądzę, że takich ludzi brakuje w Białymstoku.

ks. Stanisław Strzelecki