lipiec 2010

sierpień 2010

maj 2010

czerwiec 2010

marzec 2010

kwiecień 2010

styczeń 2010

luty 2010
   

styczeń 2009

luty 2009

marzec 2009

kwiecień 2009

maj 2009

czerwiec 2009

lipiec 2009

sierpień 2009

wrzesień 2009

październik 2009

listopad 2009

grudzień 2009
   

styczeń 2008

luty 2008

marzec 2008

kwiecień 2008

maj 2008

czerwiec 2008

lipiec 2008

sierpień 2008

wrzesień 2008

październik 2008

listopad 2008

grudzień 2008
   

styczeń 2007

luty 2007

marzec 2007

kwiecień 2007

maj 2007

czerwiec 2007

lipiec 2007

sierpień 2007

wrzesień 2007

październik 2007

listopad 2007

grudzień 2007
 

styczeń 2006

luty 2006

marzec 2006

kwiecień 2006

maj 2006

czerwiec 2006

lipiec 2006

sierpień 2006

wrzesień 2006

październik 2006

listopad 2006

grudzień 2006
 

styczeń 2005

luty 2005

marzec 2005

kwiecień 2005

maj 2005

czerwiec 2005

lipiec 2005

sierpień 2005

wrzesień 2005

październik 2005

grudzień 2005
 
STYCZEŃ 2005
nr 1/2005

Palestyńska karmelitanka

Z Jerozolimy do Betlejem podwiózł mnie znajomy dyplomata, co zaoszczędziło mi stania w kolejce na checkpoint pomiędzy Izraelem i obszarem Autonomii Palestyńskiej. Wracać miałem pieszo, bo jak pielgrzymka to pielgrzymka, a ponadto ileż słynnych postaci z Biblii wędrowało tą samą drogą. Kiedy jednak po nawiedzeniu Bazyliki Narodzenia Pańskiego wróciłem na checkpoint, żołnierze nie chcieli nawet słyszeć o moim wzniosłym zamiarze. "To zbyt niebezpieczne", powiedzieli grzecznie, lecz zdecydowanie. Musiałem więc szukać kogoś, kto zabrałby mnie z powrotem samochodem.

Sprawa wcale nie była prosta, bo chociaż palestyńskich taxi nie brakowało, nikt z kierowców nie miał prawa wyjazdu poza obszar Autonomii. W rezultacie spędziłem w Betlejem następnych kilka godzin. Ponownie nawiedziłem Bazylikę i zacząłem włóczyć się po miasteczku. Z braku lepszego zajęcia odwiedzałem sklepy z pamiątkami, przyglądając się ułożonym w równych szeregach figurkom Dzieciątka Jezus, Matki Bożej, św. Józefa, pasterzy oraz królów. Wszystkie obowiązkowo z drewna oliwkowego chociaż w różnych wymiarach, polichromowane i w naturalnej barwie. Obok dewocjonalia z masy perłowej, haftowane ręcznie serwety, kapłańskie stuły, karty pocztowe, wreszcie wyroby ze srebra i brązu. Kupujących niewielu. Obcokrajowcy boją się ostatnio przyjeżdżać w te strony, z kolei lokalny ruch pielgrzymkowy jest bardzo ograniczony. Mieszkańcom Betlejem żyje się więc gorzej, niż przed laty.

Wędrując ulicami miasta, znalazłem się w pewnym momencie przed Karmelem pw. Dzieciątka Jezus. Neogotycki kościółek oraz dom zakonny o intrygującej owalnej formie położone są na lekkim wzniesieniu, więc i tak nie sposób ich było przeoczyć. Wiedziałem, że trzon wspólnoty stanowią siostry z Polski, których przybycie kilka lat temu ocaliło klasztor przed zamknięciem. Nie chciałem bynajmniej zakłócać spokoju pobożnych mniszek. Tak się jednak złożyło, że jakby na zawołanie pojawiła się kilkuosobowa grupa Francuzów, więc dołączyłem do nich i wszedłem do środka.

Klasztor powstał z inicjatywy siostry Marii od Jezusa Ukrzyżowanego, beatyfikowanej w 1983 roku. Jej monumentalne epitafium znajduje się po prawej stronie prezbiterium zakonnego kościółka. Wykonane w białym kamieniu, z umieszczonymi centralnie relikwiami w szmaragdowej aureoli ze szkła i metalu, wygląda okazale ale bez przesady. Figura błogosławionej oraz symbol Zakonu Karmelitańskiego dopełniają kompozycji. Nie będę jednak zanudzał czytelnika nieudolnymi opisami betlejemskiego Karmelu. O wiele bardziej fascynująca jest bowiem historia siostry Marii, nazwanej powszechnie "Małą Arabką". A wszystko zaczęło się właśnie w Betlejem.

Palestyna połowy XIX wieku należała do Imperium Osmańskiego. Żyjący tu katolicy znajdowali się pod protektoratem Francji, natomiast Rosja uzurpowała sobie podobne prawo wobec prawosławnych. Trzeba ze smutkiem stwierdzić, że nieraz dochodziło do napięć. Właśnie wtedy greccy mnisi, usunęli z groty Narodzenia Pana Jezusa srebrną gwiazdę z łacińskim napisem "Hic de Virgine Maria Jesus Christus natus est" (tu z Dziewicy Maryi narodził się Jezus Chrystus). Ukryta w klasztorze św. Saby wróciła ponownie na swoje miejsce, jednocześnie Turcy określili tzw. "status quo", które zakazywało jakichkolwiek zmian w sanktuariach Ziemi Świętej, co więcej jest przestrzegane rygorystycznie aż do naszych czasów.

Rodzice przyszłej karmelitanki, państwo Baouardy, przemierzyli prawie 170?km, żeby w miejscu narodzenia Chrystusa, prosić Boga o dziecko. Mieli już co prawda 12 synów, lecz ci pomarli jeszcze jako niemowlęta. Prośba została wysłuchana i 5 stycznia 1846 r. w galilejskiej wiosce Abellin (Ibillin) przyszła na świat dziewczynka. Jako wyraz wdzięczności dla Matki Bożej otrzymała na chrzcie imię Mirjam, przy czym zgodnie z tradycją wschodnią udzielono jej także bierzmowania oraz Komunii Świętej. Mieszkańcy wioski byli bowiem członkami Kościoła greko-melchickiego, należącego do tradycji bizantyjskiej, a zarazem zakorzenionego głęboko w kulturze arabskiej. Podobnie jak półtora wieku temu, pozostaje on najliczniejszą katolicką wspólnotą Ziemi Świętej, choć liczba jego wyznawców nie przekracza obecnie 70 tysięcy.

Kiedy Mirjam miała dwa latka urodził się jej brat Bulos (Paweł). Jednak zaledwie rok później zostali sierotami na skutek niespodziewanej śmierci rodziców. Dziewczynką zaopiekował się stryj, natomiast chłopcem ciotka.

W dostatnim domu stryjostwa nie brakuje Mirjam niczego. Pewnego dnia dostaje w prezencie klatkę z ptakami. Opiekuje się nimi bardzo troskliwie, za bardzo, więc po kilku dniach wszystkie bez wyjątku umierają. Nic jednak nie dzieje się przypadkiem, gdyż zrozpaczona, słyszy w głębi duszy tajemniczy głos: "Wszystko przemija na tej ziemi, daj mi twoje serce, a ja pozostanę z tobą na zawsze". Tych słów nie zapomni aż do śmierci.

Coraz bardziej różni się od swoich rówieśniczek. Nie interesują jej ładne stroje, zabawa, lecz raczej modlitwa gdzieś w zaciszu ogrodu. Każdej soboty pości ku czci Matki Bożej, kopie doły na kształt grobu, po czym kładzie się do środka jakby z tęsknoty za Niebieską Ojczyzną; zaczyna miewać prorocze wizje. Pewnego razu widzi we śnie wędrownego sprzedawcę, który oferuje wspaniałą rybę. Wewnętrzny głos ostrzega ją, że ta jest zatruta. Przerażona zrywa się z łóżka lecz zorientowawszy się, że to tylko sen, ponownie zasypia. Rankiem jakiś sprzedawca puka do domu stryja i proponuje mu kupno ryby podobnej do tej jaką dziewczynka widziała we śnie. Mirjam opowiada wtedy o swojej nocnej wizji. Tak się składa, że z wioseczki Abellin można dostrzec Górę Karmel, gdzie żył biblijny Eliasz, po nim przewinęło się jeszcze kilku innych proroków, ale ona jest tylko małą dziewczynką, więc nikt jej nie wierzy. Kiedy jednak nie przestaje nalegać, stryj postanawia przyjrzeć się bliżej rybie. Okazuje się, że połknęła ona jadowitą żmiję i rzeczywiście jest zatruta. Mirjam będzie bohaterką jeszcze innych niewytłumaczalnych zjawisk.

Tymczasem stryj przenosi się do Aleksandrii. Oznacza to wiele zmian również w życiu Mirjam, bo gdzież galilejskiej prowincji do jednej z największych śródziemnomorskich metropolii. Sam dobrze pamiętam kiedy po rocznym wikariuszowaniu w Sokółce zostałem wysłany przez Arcybiskupa Kisiela na studia do Rzymu. Wszystko było takie nowe: ludzie, język, pieniądze, zwyczaje, kuchnia, program w telewizji, ruch na ulicach no i oczywiście szkoła. Początkowo czułem się przytłoczony, lecz wkrótce klimat Wiecznego Miasta zaczął wciągać coraz bardziej. Na szczęście śp. infułat Mączyński, ówczesny Rektor Papieskiego Instytutu Polskiego, pilnował dyscypliny i profilaktycznie ostrzegał studentów, że "jeśli coś będzie nie tak, to napisze do biskupa w Polsce".

O ile codzienne życie Mirjam uległo gruntownej zmianie, w swoim sercu pozostała tą samą pobożną palestyńską dziewczyną. Coraz bardziej narastało w niej przekonanie, że powinna poświęcić się całkowicie Bogu. Jednakże stryj wybrał dla bratanicy inną przyszłość - miała wyjść za mąż i założyć rodzinę. Otrzymała zaręczynowy pierścionek, klejnoty oraz stroje. Na Bliskim Wschodzie jest taki zwyczaj, że panna młoda szykuje sobie na wesele cztery suknie. W jednej występuje podczas publicznej ceremonii, natomiast trzy pozostałe przywdziewa tylko w obecności męża, wykonując dla niego za każdym razem inny taniec. Mirjam miała wszystko czego potrzeba do ślubu, ale sama przeżywała wewnętrzny dramat, chciała przecież poświęcić się Bogu. Jak echo wracały słowa usłyszane w Abellin: "Wszystko przemija na tej ziemi, daj mi twoje serce, a ja pozostanę z tobą na zawsze". cdn.

K. N.